Sentymentalny mecz Kosowskiego

Za kilka miesięcy będzie okrągła rocznica debiutu Kamila Kosowskiego w Górniku. Jesienią 1996 roku zagrał... minutę przeciwko Ruchowi.
Mistrzostwa Polski z Wisłą, gra w pucharach, reprezentacja, kilka zagranicznych lig... To wszystko było „potem". Zaczęło się od pobytu w Zabrzu, gdzie Kamil Kosowski grał najpierw w Gwarku, by potem trafić do Górnika. Za kilka miesięcy minie dokładnie piętnaście lat od jego debiutu na boiskach ekstraklasy. Co ciekawe, Kosowski dziś spotka w klubie kilku znajomych, u boku których wtedy zaczynał zawodowo grać w piłkę.

Taki chudzielec

- „Kosa"? Pierwsze wrażenie było takie - chudzielec, w dodatku długi. Czasami na treningach plątały mu się nogi, ale widać było serce, ambicje i potencjał. Na tym etapie Górnik, to był dla niego dobry klub - wspomina Mieczysław Agafon, który jako jeden ze starszych piłkarzy wprowadzał Kosowskiego do zespołu. - Na zgrupowaniach nie siedzieliśmy wieczorami w jednym pokoju, ale Kamil szybko zintegrował się z zespołem. Łączyło nas to, że nie było kasy, za to była super atmosfera. Akurat zebrała się świetna grupa ludzi, którzy świetnie się rozumieli. Z jednej strony mnóstwo Ślązaków, a z drugiej Rocki czy Dźwigała z Warszawy. I było super... dodaje Agafon.
Kosowski po przejściu z Gwarka na Roosevelta najpierw trafił do rezerw, gdzie szybko przejął go Marek Kostrzewa, przed laty czterokrotny mistrz Polski. - Wiedziałem, że Kamil chodzi „bokami". Był z niego urwis, ale bardzo chciał być dobrym piłkarzem. Zresztą, tylko tacy nimi zostają. Na treningu, czy podczas meczu nie miałem z nim nigdy problemu. A „papiery" na granie miał od początku. Ciąg na bramkę, lewa i prawa noga, silny strzał. Najważniejsze było jednak, że nawet w rezerwach nigdy nie odpuszczał. Ja takich chłopaków lubię - wspomina Kostrzewa.

Na minutę

W Gwarku do dziś wisi jego koszulka, jeszcze z czasów gry w Wiśle. - Często ją widziałem. Moja też tam wisi - mówi Adam Danch, młodszy rocznik piłkarza Gwarka w Górniku. - Kamila osobiście nigdy nie poznałem. Kiedy byłem w Gwarku pojawił się jednak na treningach jego syn. Trenerzy mówili, że to młody „Kosa". Miał wtedy może 8-9 lat...
W ostatnim meczu jesieni 1996 roku Górnik grał na własnym boisku z Ruchem. Zespół prowadził Piotr Kocąb, zabrzanie byli przetrzebieni kontuzjami i kartkami. Wygrali jednak 1:0, gola strzelił Tomasz Hajto, a w 89 minucie na boisko wszedł mało znany Kamil Kosowski. Miał wtedy 19 lat.
- Tego meczu nie pamiętam. Wiem, że na początku grał jako lewy obrońca. Dlatego byłem zaskoczony, kiedy potem mówiono, że „Kosa" nie radzi sobie w defensywie. W Wiśle miał inne zadania i oczywiście, że jest stworzony do gry do przodu - dodaje Agafon. - Ale pojęcie o bronieniu zawsze miał. Kiedy grywał już regularnie, to był ustawiany zawsze za mną.
Na dobre ligowcem został w kolejnym sezonie. Już za kadencji Jana Żurka. Bardzo szybko się ożenił i został ojcem. Jego była żona i syn do dziś mieszkają w Zabrzu. Zresztą Kosowski ma z nim regularny i dobry kontakt.

Kończył z Gierczakiem

Wtedy jednak pojawiały się opinie, że spadło na jego głowę zbyt wiele „dorosłych" obowiązków, jak na tak młodego człowieka. - Na pewno nie miał łatwo. W Zabrzu nie było bogato, a rodzina ma swoje wymagania. Potrafił jednak przez to przejść - wspomina Jan Żurek, pod okiem którego „Kosa" stał się prawdziwym ligowcem. - Po jednym z treningów wziąłem go i Tomka Prasnala. Obaj fajnie grali w rezerwach i powiedziałem, że od następnego dnia będą trenować z pierwszym zespołem. Było warto. Kamil szybko się uczył. Miał dobrych partnerów. Dźwigała, Hajto, Probierz, Agafon, przez pewien czas Janek Urban... Był chudy, sporo pracowaliśmy nad jego siłą. Szybko dostał powołanie do kadry. To wszystko powodowało, że fajnie się rozwijał - mówi Żurek.
Kostrzewa dodaje, że w jego zespole Kosowski grał na lewej pomocy i na środku drugiej linii. - Młodemu chłopakowi trzeba zmieniać pozycję. Wtedy się rozwija i zawsze można znaleźć optymalne dla niego rozwiązanie.
Żurek mówi podobnie. - Zmieniałem ustawienie z 4-4-2 na 3-6-1. „Kosa" pasował mi na boczną obronę. Wiedziałem, że będzie popełniał błędy, ale wystawiałem go tam z pełną premedytacją. Na pewno na tym zyskał. To już 15 lat?
25 września 1999 roku, krótko po 22 urodzinach, Kosowski zagrał ostatni mecz w barwach Górnika. Zabrzanie przegrali 0:1 z Polonią Warszawa, ze Szczęsnym i Olisadebe w składzie. W Górniku grał już Piotr Gierczak, dziś także występujący w Zabrzu. Inne były wtedy przepisy transferowe i tydzień później Kosowski za blisko milion marek ówczesnych przeszedł do Wisły Kraków. Na dobre zaczęła się jedna z ciekawszych karier w polskiej piłce ostatniej dekady.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2021 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera]