Forum
 

Zostali sami?

Decyzja miała zapaść wczoraj i... zapadła. Pożegnalny mecz Marka Koźmińskiego, który był planowany na 12 czerwca został odwołany. Decyzja jest nieodwracalna i związana z wydarzeniami, które miały miejsce podczas meczu ligowego Górnika z GKS-em Katowice, kiedy w trakcie drugiej połowy „klub kibica”, a za nim spora część osób siedzących na trybunach, skandowała: „Koźmiński – ty złodzieju”.  

Bez gwarancji

- Daliśmy sobie z Markiem dwa dni na spokojne przemyślenie sprawy. Po raz pierwszy przejrzałem też, co ludzie piszą w internecie. Większością głosów jestem co prawda podbudowany, ale decyzji nie zmienimy. Nie krzyczało przecież dwadzieścia osób, ale dużo więcej, i nie wisiał jeden transparent, ale kilka. To była zorganizowana akcja, do której włączyło się bardzo wielu ludzi. Po prostu nie chcemy powtórki. Miała być z benefisu bezpośrednia transmisja telewizyjna, na trybunach i na boisku spodziewaliśmy się wielu zaproszonych gości. Dziś nikt mi się da gwarancji, że mecz odbędzie się w sympatycznej i rodzinnej atmosferze. Są głosy, że mógłby zostać zbojkotowany. Przecież nie chodzi o to, by wołać policję i drżeć, czy na trybunach będzie spokojnie. Po co nam taki wstyd... – prezes Górnika, Zbigniew Koźmiński, nie kryje rozczarowania zaistniałą sytuacją. – W sumie kończymy udany sezon. Po tych wszystkich zmianach Górnik pierwszy raz od kilku lat bez problemu już jesienią praktycznie miał pewne utrzymanie. Wiem, że to nie jest „wielki” Górnik, o którym wszyscy marzą, ale spójrzmy na śląską piłkę. Chcieliśmy się spotkać z kibicami, w cenie biletu miało być piwo, coś do zjedzenia i jeszcze mała pamiątka. Wielu kibiców może być rozczarowanych, ale – jak mówiłem – nie chcemy ryzykować – dodaje Koźmiński.

Pat trwa

Tymczasem sytuacja patowa trwa. Do żadnego spotkania prezesa z kibicami nie doszło i nic nie wskazuje na to, że dojdzie. – Drzwi są otwarte, przed nikim nie uciekam – zapewnia Marek Koźmiński.
- Byłem obrażony, ale rozmawiać można – zauważa z kolei prezes Górnika, ojciec piłkarza. – Tylko nie wiem, co to może dać. Proponowaliśmy kibicom prawo do znaku firmowego klubu. Mogli znaleźć firmy produkujące pamiątki i czerpać z tego zyski. To samo z dwoma banerami, które cały czas na nich czekają. To może być 70 tysięcy złotych w skali roku. Żadnego odzewu. Przecież szefowie stowarzyszenia to dorośli ludzie, którzy w ten sposób mogą Górnikowi pomóc. Słyszę tylko jedno: „po złotówce od każdego biletu”. To nie jest rozmowa. Kilka razy dawaliśmy pieniądze na oprawę spotkań z własnej kieszeni, ale dziś naprawdę liczymy każdy grosz. Ostatnio wyszła kolejka „mina”. Były zaległości za węgiel, gaz, teraz Górnik przegrał w drugiej instancji proces z Mariuszem Nosalem. Stara sprawa sprzed lat, tylko że trzeba płacić blisko 100 tysięcy złotych. Na każdy mecz wpuszczamy za darmo kilkudziesięciu dzieciaków z opiekunami, jeżeli tylko zgłoszą się wcześniej. Jeżeli coś było błędem, to rezygnacja z biletów ulgowych, ale te wrócą od nowego sezonu.

Zostali sami?

Można odnieść wrażenie, że Koźmińscy są dziś w Górniku sami. Kontakty z władzami miasta praktycznie nie istnieją. Nie widać szans na ocieplenie stosunków między Górnikiem i Gwarkiem, któremu spółka jest nadal winna około miliona za transfer Kuźby i Kosowskiego sprzed wielu lat. – Przecież to prywatny klub. Dlaczego mamy oddawać im wyszkolonych u nas piłkarzy? – słychać w Gwarku, gdzie właśnie zaczyna się budowa boiska ze sztuczną nawierzchnią. Wiele osób uważa, że Koźmińscy będą w Zabrzu do momentu, w którym trzeba będzie zacząć płacić z własnej kieszeni. Ci sami ludzie mają też pretensje, że obecni właściciele przejęli klub praktycznie za bezcen, pozywając się niemal wszystkiego i wszystkich, którzy mieli z Zabrzem coś wspólnego. Jedynie stosunki na linii klub – MOSIR są poprawne, bo... obiekt jest na garnuszku tego drugiego podmiotu. Czyli – to akurat dla właścicieli klubu sytuacja komfortowa. Argumentem na rzecz Koźmińskich miał być wynik sportowy i pewne miejsce w środku tabeli. Okazało się, że nie jest... – Nie oczekiwaliśmy wdzięczności, ale takie reakcji – też nie – uważa Zbigniew Koźmiński, tłumacząc: - W tym klubie nie było prądu i ciepła. I były wielkie długi. Musieliśmy zejść z kosztami, dlatego takie zmiany kadrowe. Zresztą popatrzmy, gdzie są dziś piłkarze, którzy od nas w ostatnim roku odeszli. To z nimi w składzie Górnik walczył o utrzymanie, czego dziś nie ma. O życiu ponad stan nie ma mowy. Żyjemy z pieniędzy Canal+, mamy dwie płatne reklamy na stadionie, dające w sumie 350 tysięcy rocznie. Budżet ratowały transfery Niedzielana oraz Sikory. Wyjście na prostą jest dziś praktycznie faktem, ale to musiało odbyć się dużym kosztem.

Mogę wyjechać jutro...

Czy jednak zapowiedź odwołania meczu nie jest początkiem odwrotu Koźmińskich z Zabrza? – Zapewniam, że z drogi, którą obrałem, nie zejdę. Choćby wymagała pewnych ofiar i poświęceń – mówi Marek Koźmiński. Jego ojciec dodaje: - Jeżeli pojawi się ktoś z pomysłem i wielkim kapitałem, to mogę wyjechać jutro. Mamy z czego żyć. To ja namawiałem Marka, by spróbował. Nie wiem, co jeszcze wyjdzie, kiedy i w jakiej formie. Życie przynosi różne niespodzianki...

źródło: Sport
nadesłał: PiotreKSG



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online