Robert Warzycha jest dumny, że grał w Górniku

20 sierpnia 2003 roku 40 lat mija w życiu byłego reprezentanta Polski - Roberta Warzychy. Klub Major League Soccer, MLS - Columbus Crew podał po zakończeniu ubiegłego sezonu do wiadomości, że Warzycha, atakujący pomocnik, zakończył karierę zawodniczą i pozostanie w klubie jako asystent trenera pierwszego zespołu.
Robert Warzycha, lat 39, były zawodnik Górnika Zabrze i angielskiego Evertonu, 47-krotny reprezentant Polski i 25 krotny członek polskiej drużyny olimpijskiej, w ubiegłym sezonie zakończył karierę. 
- Odwróciła się kartka historii, zacząłeś nowy rozdział życia. Przypomnij nam moment, kiedy uznałeś, że piłka nożna to twe przeznaczenie.

- Po skończeniu służby wojskowej grałem w Górniku Wałbrzych, miałem wtedy 22-23 lata. Wygraliśmy mecz, a ja strzeliłem gola. Gdy dostałem premię, nie chciało mi się wierzyć, że za jeden mecz, jeśli się dobrze gra, można tyle zarobić. Postanowiłem wtedy, że grą w piłkę będę zarabiał na życie. Nie jest to romantyczne, bardzo prozaiczne. Zadecydował pieniądz. Tak zostałem zawodowym piłkarzem.

- Występowałeś w wielu klubach piłkarskich w Polsce i w Europie. Wymień te największe z których jesteś dumny, że wystąpiłeś w ich barwach.

- Tu nie mam wątpliwości. Górnik Zabrze i Everton w Liverpoolu były i są wielkimi firmami.

- Zawód sportowca, jak niewiele innych, obfituje w dramaty i wydarzenia, których nie zapomina się do końca życia. Wiem, że mimo dużej odporności psychicznej były momenty, które wryły ci się w pamięć bardzo głęboko, ze względu na stres triumfu lub klęski. Powiedz coś o tym.

- Już na samym początku był stres niepewności i zwycięstwa. Górnik Wałbrzych nie zgodził się na me przejście do Zabrza. Dopiero interwencja szefa rządu polskiego otworzyła mi drogę do Wielkiego Górnika. Ilości nieprzespanych nocy już nie pamiętam. Potem ulga, jestem w Zabrzu!
Zdobycie mistrzostwa Polski z Górnikiem Zabrze w roku 1987 było przeżyciem niezwykłym. Miałem dopiero 24 lata i już mistrzem Polski, zawrót głowy nie trwał długo.
Mecz na stadionie San Siro w Mediolanie grałem w barwach reprezentacji pod nazwą Polska Liga. W przeciwnej drużynie grał Maradona i cała plejada europejskich gwiazd. Strzeliłem gola na San Siro!
W barwach Evertonu w finale pucharu Zenith Cup z Cristal Palace zdobyłem gola na Wembley! To coś więcej niż San Siro. Co za satysfakcja, dumny jestem z tego do dziś. Na Wembley grałem potem jeszcze kilka razy w tym co najmniej dwa razy w barwach reprezentacji Polski. Tego się nie zapomina.

- Czy pamiętasz inne wielkie stadiony świata, na które wybiegałeś po zwycięstwo?

- Z Górnikiem Zabrze wystąpiłem w meczu z Realem Madryt na stutysięczniku, na stadionie Santiago Bernabeu w Madrycie . W meczu przeciwko Juventusovi grałem na stadionie Stadio Comunale w Turynie i grałem też w Paryżu na stadionie Parc des Princes. Nie wymieniam tu wielkich stadionów angielskiej Premiership, na których grałem w barwach Evertonu.

- Jaki mecz do dziś uważasz za najbardziej dramatyczny w twej karierze?

- Właściwie to było dwa takie mecze. Pierwszy z Realem Madryt na ich stadionie. W meczu tym do 82 minuty prowadziliśmy (Górnik Zabrze) 2-1. Przegraliśmy jednak 2-3. Ciężko to było przeżyć. Drugi mecz, bardzo ważny, prestiżowy, grałem w barwach Honvedu Budapeszt w półfinale o Puchar Węgier. Przeciwnikiem naszym była najsilniejsza wtedy drużyna węgierska Ferencvaros, odwieczny rywal Honvedu. Wygranie tego meczu oznaczało dla Honvedu zdobycie pucharu, gdyż drugi finalista był od nas wyraźnie słabszy. Honved wygrał 1-0. Ja zdobyłem jedyną bramkę, która dała nam praktycznie tytuł. Takiego meczu się nie zapomina.

- Jak byś opisał drogę w świat z Zabrza do Ameryki? Jak to się robi być pożądanym przez kluby w różnych krajach?

- Zagranica kupuje ludzi najlepszych. Po pierwsze, trzeba być lepszym od miejscowych by zająć ich miejsce w zespole. Po drugie, trzeba się pokazać. Menedżerowie i trenerzy poszukujący nowych twarzy muszą wiedzieć o tobie wiele dobrego by się naprawdę zainteresowali. Takim oknem wystawowym jest gra w reprezentacji i w klubach, które grają w rozgrywkach na stadionach poza Polską. Ja grałem na stadionach europejskich w reprezentacji i w Górniku, tam się pokazałem. Po trzecie, trzeba mieć pomost do przejścia z Polski w świat. Takim pomostem w mojej drodze życiowej byli Włodzimierz Lubański w drodze do Evertonu i Groien Smith oraz Gazmokalis w dalszej pielgrzymce poprzez Węgry do Ameryki.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2021 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera]