Forum
 

Waldemar Fornalik czeka na nowe wyzwanie

Należy do najzdolniejszych trenerów piłkarskich młodszego pokolenia. Jeden ze znanych zagranicznych menedżerów, kiedy oglądał zajęcia prowadzone przez Waldemara Fornalika powiedział ma on bardzo ciekawy warsztat pracy. Jeszcze w minioną sobotę prowadził drużynę Górnika Zabrze w meczu ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki. Jego podopieczni wygrali 1:0. Jednak od dłuższego czasu w klubie czternastokrotnego mistrza Polski panowała napięta atmosfera. W poniedziałek nastąpiła zmiana na stanowisku szkoleniowca Górnika. Fornalika zastąpił Czech, Werner Liczka.
- Pracowałem w Górniku ostatnio prawie trzy lata. Zostawiłem drużynę na siódmym miejscu w tabeli. Będę zawsze miał sentyment do tego klubu. Tutaj rozpocząłem samodzielną pracę trenerską w ekstraklasie. Chciałbym podziękować ludziom, z którymi pracowałem w Górniku i kibicom za to, że byli ze mną na dobre i na złe - mówi Fornalik.

Solidne podstawy
W niedzielę będzie obchodzić 41. urodziny. Przyszedł na świat w Myślenicach, ale mieszkał tam tylko dwa lata.
- Tato w poszukiwaniu pracy pojechał na Śląsk. Znalazł ją w kopalni Polska i ściągnął do Świętochłowic całą naszą rodzinę - wspomina Fornalik.
Na początku lat siedemdziesiątych minionego wieku chorzowski Ruch prowadził klasy sportowe ze specjalizacją piłki nożnej. Pod tym względem klub ten były prekursorem w Polsce. Do jednej z takich klas trafił Waldek. Dostał się pod skrzydła znanego trenera Mariana Kurdziela, który odnosił sukcesy z seniorami Wisły Kraków. Był bardzo wymagającym i charyzmatycznym szkoleniowcem. Jego podopieczni musieli godzić naukę z uprawianiem futbolu. Był w jednej klasie między innymi z Krzysztofem Walczakiem i Krystianem Szusterem późniejszymi pierwszoligowcami. Potem dołączył do nich Józef Wandzik.

Debiut nastolatka
Szybko robił postępy w futbolowej edukacji. Nic dziwnego, że nie musiał długo czekać na debiut w ekstraklasie, a był on dla niego bardzo pamiętny. 9 kwietnia 1983 roku, a więc na dwa dni przed jego 20 urodzinami ówczesny trener Ruchu, Orest Lenczyk wstawił go w Mielcu do składu Ruchu na mecz z tamtejszą Stalą.
- Już sam fakt, że trener Lenczyk zabrał nie do Mielca był dla mnie sporym wyróżnieniem. Kiedy dowiedziałem się, że zagram, czułem się bardzo szczęśliwy, bo udało mi się zadebiutować w ekstraklasie jako nastolatek - komentuje Fornalik.
Miał w tym meczu za zadanie indywidualnie kryć reprezentanta Polski, Włodzimierza Ciołka. Wywiązał się z tego zadania dobrze, bo Ruch grając w dziesiątkę wygrał 1: 0, po bramce zdobytej przez Edwarda Lorensa z rzutu wolnego. Czerwoną kartkę ujrzał wtedy Leszek Wrona.
W Ruch grał nieprzerwanie przez 14 lat do 1994 roku. Miał propozycje przejścia do innych klubów, ale nie chciał opuścić "Niebieskich", bo panowała tam bardzo fajna atmosfera i co ważne, wtedy regularnie płacono piłkarzom należne im pieniądze.
Wiele razy grał przeciwko Górnikowi, ale szczególnie zapamiętał dwa mecze. Jesienią 1983 roku po raz pierwszy wystąpił na stadionie przy ulicy Roosevelta. Ruch wygrał 2: 1 po dwóch golach Mariusza Siudka. Było to pierwsze zwycięstwo "Niebieskich" w Zabrzu w historii pierwszoligowych potyczek obu zespołów.
Na trzy kolejki przed zakończeniem sezonu 1988/89 Ruch przyjechał do Zabrza. Oba zespoły, a oprócz nich jeszcze GKS Katowice, miały szansę na zdobycie mistrzostwa Polski. Ruch wygrał 2: 1. Na trzy minuty przed końcem Ryszard Cyroń nie wykorzystał rzutu karnego dla gospodarzy. To zwycięstwo zapewniło chorzowianom czternasty tytuł mistrza Polski i pod tym względem zrównali się oni z Górnikiem.

Szkoleniowa ławka
Trenerem II klasy został w wieku 26 lat, a było to w 1989 roku. Wtedy skończył Akademię Wychowania Fizycznego w Katowicach otrzymując tytuł magistra. W 1992 roku ówczesny trener Ruchu Edward Lorens zaproponował mu posadę grającego asystenta. Pracowali na Cichej dwa lata. Kiedy Lorens musiał odejść, Fornalik stanął po jego stronie, zakończył zawodniczą karierę. Wtedy nie przypuszczał, że za dwa miesiące zostanie drugim trenerem u boku Lorensa w Górniku Zabrze. Potem obaj przenieśli się do Polonii Bytom. Kiedy pan Edward opuścił ten klub, Fornalik przez pół roku samodzielnie prowadził bytomian, a następnie wrócił do Ruchu jako asystent Oresta Lenczyka. Następnie pracował z nim w Wiśle Kraków. Kiedy rozwiązano z nimi umowę Waldek przez miesiąc prowadził drużynę juniorów "Białej Gwiazdy". Miał wtedy pod opieką synów słynnych piłkarzy Andrzeja Iwana, Bartosza i Kazimierza Kmiecika, Grzegorza, a także braci Brożków - Piotra i Pawła. 10 maja 2001 roku ponownie trafił do Górnika. Objął ten zespół w bardzo trudnej sytuacji na sześć kolejek, kiedy groził mu spadek do drugiej ligi. Udało się mu go utrzymać w ekstraklasie, a zadecydował o tym remis w ostatniej kolejce z GKS w Katowicach. W sezonie 2001/2002 kiedy ekstraklasę podzielono na dwie grupy, Fornalikowi postawiono zadanie awansu do zespołów walczących o mistrzostwo Polski. Nie udało się, więc po jesiennej rundzie opuścił Zabrze, ale na krótko.

Wytyczony awans
Kiedy w styczniu 2002 roku do Górnika przyszli śp. Andrzej Daszek, prezes Rady Nadzorczej Górnika, obecny prezes klubu Zbigniew Koźmiński i Lorens, który został wiceprezesem do spraw sportowych, ponownie zatrudnili Fornalika. Górnik zajął pierwsze miejsce w grupie spadkowej (9 w ekstraklasie), a w sezonie 2003/2004, jesienią już bez podziału siódme miejsce. Trzeba wspomnieć, że Fornalik pracował w trudnych warunkach, W ostatnich dwóch latach ciągle sprzedawano mu najlepszych piłkarzy. Wystarczy wspomnieć, że z Górnika odeszli Andrzej Niedzielan, Ivica Kriżanac i Adrian Sikora, którzy pod jego okiem szlifowali swój wielki talent.

Rodzina najważniejsza
Waldek ożenił się w 1987 roku z Katarzyną. Mają dwóch synów, 16-letniego Jakuba i 11-letniego Pawła. Starszy z nich chodzi do liceum humanistycznego i chce zostać dziennikarzem sportowym. Młodszego fascynuje historia. Rodzina Fornalików preferuje sportowy tryb życia. Cała czwórka jeździ na rowerach, a ma gdzie, bo mieszkają w Tychach, niedaleko lasów paprocańskich. Wielką wagę przywiązują do świątecznych tradycji. Jeżeli tylko istnieje taka możliwość, to razem chodzą święcić potrawy. Synowie choć już sporo podrośli szukają prezentów od zajączka. Wprawdzie w domu gotuje żona, ale Waldek potrafi przyrządzić świetną jajecznicę na boczku i fasolkę po bretońsku. Wiele czasu poświęca na dokształcanie się, gdyż w tym zawodzie jest to wręcz konieczne.

źródło: Dziennik Zachodni



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online