Forum
 

Zmęczenie materiału

Waldemar Fornalik pojawił się na Roosevelta dosyć niespodziewanie, kiedy kończący swoje rządy w Zabrzu Stanisław Płoskoń rozstał się z Antonim Piechniczkiem, człowiekiem-legendą, a krótko potem z Józefem Dankowskim. Dokładnie 9 maja 2001 roku Fornalik siadł na trenerskiej ławce, wygrywając 1:0 z Amicą. Górnik był na krawędzi. Baraży uniknięto dopiero w meczu ostatniej kolejki, remisując na Bukowej 1:1. Gol na wagę utrzymania padł w 89 min, a 38-letniemu wówczas trenerowi nie można odmówić, że "pozbierał" rozbity zespół. Zadanie nie było łatwe. Fornalik był wtedy nieco zapomnianym trenerem. Przyszedł do Zabrza z Krakowa, gdzie prowadził zespół rezerw, a potem juniorów. Było tajemnicą poliszynela, że przychodzi jako forpoczta Edwarda Lorensa, który oficjalnie nie mógł wówczas prowadzić zespołu z Zabrza. Tylko, że ten ostatni do klubu trafił dopiero osiem miesięcy później.

9:0 i Górnik żegna frajera...
Fornalik był ostatnim z długiej listy trenerów, których zwolnił z pracy Płoskoń. Po porażce z GKS, w październiku tego samego roku. I pewnie Fornalik nie przypuszczał, że równie szybko wróci do klubu. W najgorszym dla niego okresie. W styczniu 2002 roku nie było na Roosevelta wody, prądu, a piłkarze strajkowali. Odchodził Płoskoń, pojawił się Koźmiński - na razie senior - w roli prezesa i nieżyjący już Andrzej Daszek jako przewodniczący Rady Nadzorczej. Do klubu przyszedł również Edward Lorens. Oficjalnie jako wiceprezes ds. sportowych, ale nikt nie miał wątpliwości, że to on pociągał za wszystkie sznurki w drużynie. Wcześniej Fornalik był jego podopiecznym w Ruchu, a potem asystentem, kolejno na Cichej, na Roosevelta i w Polonii Bytom.
Górnik pewnie wygrał grupę spadkową podzielonej na grupy ligi, a Lorens jesienią 2002 roku wyjechał na Cypr. Fornalik w poprzednim sezonie pewnie utrzymał zespół w lidze, a pokonując Pogoń Szczecin 9:0, wyrównał rekord ligi sprzed blisko 40 lat. Za jego kadencji eksplodowały talenty Niedzielana i Sikory, których transfery uratowały budżety Górnika na dwa lata.
A jednak coś zaczęło się w zespole psuć. Ponownie zaczynało brakować pieniędzy. Starsi piłkarze grający ze sobą przez lata, zdawali się chodzić innymi ścieżkami, niż trener. Latem ubiegłego roku doszło do pierwszego "wietrzenia" szatni. Dokonał go już Marek Koźmiński, ale Fornalik mówi wprost: - Może nie mam tak dobrych piłkarzy jak miałem, ale przynajmniej jak mówię, to wiem, że w szatni słuchają, co mam do powiedzenia.

Rewolucja nr 2
Jesień była udana. Mimo zmian, Górnik wygrał między innymi trzy ostatnie mecze w ubiegłym roku i pewnie zadomowił się w górnej części tabeli. I przyszedł czas na rewolucję numer dwa. Odeszło kolejnych siedmiu piłkarzy (wcześniej było ich jedenastu!), zatrudniono Włocha Paolo Terziottiego, który odpowiadał za przygotowanie fizyczne drużyny.
I... zaczęły się problemy. Nawet we Włoszech Górnik trenował w śniegu. Po powrocie do Polski było jeszcze gorzej. Poza Brescią zabrzanie nie spotkali się z żadnym poważnym sparingpartnerem, zespół prześladowały kontuzje i choroby. Górnik przegrywał sparing za sparingiem. Fornalik nie na wszystko miał wpływ, ale za wszystko odpowiadał. Nie tylko jego przeciwnicy, których prawdę mówiąc trudno znaleźć twierdzą, że to bardzo dobry trener, tylko zbyt taktowny i uczciwy, by czasami powiedzieć "nie", a każda rewolucja wymaga ofiar. I padło na Fornalika. Dziś milczy. Obie strony zawarły dżentelmeńską umowę, że przez dwa tygodnie nie komentują wydarzeń ostatnich dni. Atmosfera w Górniku była jednak coraz bardziej gorąca. - Drużyny, które Fornalik zimą przygotowywał do rundy rewanżowej, zawsze fizycznie prezentowały się doskonale. W tym roku nie miał w styczniu wiele do powiedzenia - mówi anonimowo jeden z piłkarzy. - Skład ustalał jednak sam. To nie fair, że teraz jest jedynym winnym.

Wracaj do Chorzowa
Kibice coraz częściej wyrażali na trybunach swą dezaprobatę. Okrzyki "wracaj do Chorzowa" były tymi najłagodniejszymi. - Piłkarze widzieli wiosną, że coś jest nie tak. Nie szło. Ogarnęła ich apatia, Fornalika chyba też. Żadna ze stron nie bardzo wiedziała, jak z tej sytuacji wyjść. Ta zmiana powinna wszystkim wyjść na dobre - twierdzi jeden z pracowników klubu. Ponoć o rozmowach z Wernerem Liczką, Fornalik nic nie wiedział, ale był umówiony w poniedziałek na poważną rozmowę z kierownictwem klubu. Chyba też miał dość obecnej, "gęstej" sytuacji. Wczoraj biegał po parku i odbierał dziesiątki życzliwych telefonów od znajomych i przyjaciół. - Jak znoszę pierwszy dzień wolności? Nie narzekam, I na razie nic więcej nie powiem.
Ze znalezieniem pracodawcy nie powinien mieć kłopotu. To o nim Krystian Rogala powiedział kilka lat temu, że jest jego wymarzonym kandydatem na trenera Ruchu . pewnie nie tylko jego. W Górniku nastąpiło zmęczenie materiału, ale wskazywanie na Fornalika jako jedynego winnego zaistniałej sytuacji, jest nadużyciem. Przynajmniej kilka osób może się jeszcze uderzyć w pierś. najprościej jednak zmienić trenera. (przepisał: TomeKSG)

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online