Forum
 

Zygfryd Szołtysik - aktywny emeryt

Niewielki wzrostem, ale obdarzony ogromnym piłkarskim talentem Zygrfyd Szołtysik był w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych prawdziwym motorem napędowym Górnika Zabrze i reprezentacji Polski. W drużynie narodowej rozegrał 53. spotkania i uwieńczył swoją karierę zdobyciem złotego medalu olimpijskiego w 1972 roku na igrzyskach w Monachium. Z zabrzańskim zespołem siedem razy sięgnął po mistrzowski tytuł, sześć razy wywalczył Puchar Polski, a w europejskich rozgrywkach doszedł z kolegami do finału Pucharu Zdobywców Pucharów w 1970 roku! Chociaż karierę reprezentacyjną zakończył w wieku 30 lat, nigdy nie rozstał się z piłką. Na krajowych boiskach wychowanek Zrywu Chorzów grał jeszcze po czterdziestce w Górniku Knurów. Po przeprowadzce do Niemiec też nie dał się długo prosić i zasilił zespół z Hamm.
- Mam już 62 lata i od listopada ubiegłego roku żyję sobie z niemieckiej emerytury, ale nie omijam żadnej okazji, żeby wybiec na boisko - mówi Zygfryd Szołtysik. - Zabawne były początki mojego pobytu w Niemczech. W Hamm, gdzie mieszkam od 16 lat, pojawiłem się już przecież jako 46-latek. Zgłosiłem się więc do drużyny oldbojów, ale po pięciu spotkaniach rozegranych w zespole starszych panów działacze piątoligowej drużyny wezwali mnie pod broń. Nie żałowali, bo odpłaciłem się im jako grający trener wprowadzając zespół do czwartej ligi. Po pięćdziesiątce zostałem już wreszcie prawdziwym oldbojem i jestem nim do dzisiaj. Gramy z kolegami z drużyny SVA Bockujm Hoevel co tydzień przez cały rok w lidze starszych panów. Zimą w hali, a od wiosny do jesieni na boiskach pod chmurką. Nie wypada się chwalić, ale powiem tylko, że często przeciwnicy delegują swojego najmłodszego zawodnika, czyli 35-latka, bo od tego wieku można grać w oldbojach, żeby pilnował mnie indywidualnie. Ale niewiele im to z reguły daje.
Na boisku Zygfrydowi Szołtysikowi wiodło się przez całe życie bardzo dobrze. Poza murawą już nie było tak różowo. ma za sobą dwa małżeństwa zakończone rozstaniami. Z panią Danutą ma syna Dariusza, z panią Krystyną dwie córki. W Niemczech pracował w fabryce sprzętu turystycznego i był sortownikiem. Rozdzielał zgrzane plastikowe stołeczki i przygotowywał je do pakowania. Poparzone ręce były jego wizytówką przez długie lata. Przyznana przez polskie władze emerytura dla olimpijskich medalistów pozwoliła mu złapać finansowy oddech.
- Teraz już żyję sobie spokojnie - dodaje Szołtysik. - Dużo czasu spędzam w ogródku. Na stadionie Górnika ostatni raz byłem na meczu dla Jasia Banasia. Po dwóch latach zawitałem znowu do Zabrza. Przyjechałem z Zygmuntem Anczokiem. Spotkałem kilku starszych znajomych ze Stasiem Ośliżłą na czele. Mój klub mocno się zmienił. Jego wyniki śledzę na bieżąco przez telegazetę. Teraz miałem okazję zobaczyć jakich ma piłkarzy. Nie będę ich oceniał. Życzę im tylko, żeby poszli naszym śladem.
Przypomnijmy, że ten ślad prowadzi do... sukcesów. Zygfryd Szołtysik już w swoim reprezentacyjnym debiucie 4.09.1963 roku w Szczecinie z Norwegią strzelił dwa gole będąc motorem napędowym zespołu, który wygrał 9:0! Jego ostatnia z jedenastu bramek dla Polski otworzyła drużynie Kazimierza Górskiego drogę do olimpijskiego finału. Wszedł na boisko, gdy biało-czerwoni przegrywali 0:1 z ZSRR. Odwrócił losy mecz, a w dodatku na 3 minuty przed końcem gry strzelił gola dającego Polsce zwycięstwo 2:1! To były piękne chwile.

źródło: Dziennik Zachodni



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online