Forum
 

Wyjść na prostą

Poznali się w 1990 roku, grając wspólnie w reprezentacji juniorów makroregionu podkarpackiego. Po 13 latach Rafał Niżnik i Jarosław Popiela znowu zagrają obok siebie w jednej drużynie - Górniku Zabrze. Nic dziwnego, że zamieszkali w jednym pokoju. - Czujemy się tak, jakbyśmy się znali od zawsze - przyznają zgodnie.
Trener Waldemar Fornalik nie ukrywa, że pokłada w nich spore nadzieje. - Rafał to bardzo poukładany piłkarz i człowiek. Może mieć bardzo dobry wpływ na drużynę, a także na jej grę w środku boiska. Natomiast Jarek to jeden z wyróżniających się lewych pomocników w całej lidze. Powinien być sporym wzmocnieniem - uważa szkoleniowiec zabrzańskiej jedenastki. 
Dziś mają po 29 lat i za sobą sporo piłkarskich i życiowych doświadczeń. Ich kariery układały się różnie, często wchodząc w ostre zakręty. Dziś obaj chcieliby wyjść na prostą w barwach zabrzańskiego Górnika.

Z Bieszczad w świat
Rafał Niżnik urodził się w Żarach (tam skąd pochodzą choćby Edward Lorens czy Andrzej Niedzielan), ale rodzice szybko przenieśli się na przeciwległy wschodni kraniec Polski i osiedli w Bieszczadach. Mały Rafał zaczynał kopać w piłkę w małym klubiku nad Soliną - Szarotce Uherce. Stamtąd trafił do Igloopolu Dębica, choć klub okres sportowego boomu miał już za sobą, spadając coraz niżej w ligowej hierarchii.
Podczas rocznego pobytu w II-ligowym Okocimskim Brzesko przypadł do gustu działaczom ŁKS Łódź i tak, jesienią 1995 roku, trafił na I-ligowe boiska. Z łódzkim klubem w 1998 roku świętował tytuł mistrza Polski.
Zespół szybko jednak się rozpadł - najlepsi piłkarze zostali sprzedani. Jednym z nich był Niżnik. Z ofertą wyszło Broendby Kopenhaga, które potrzebowało lewego pomocnika. Po testach w marcu 1999 kontrakt był podpisany.
- Miałem pecha: zaraz w pierwszym sezonie doznałem kontuzji więzadła krzyżowego. Potem ciężko było się już przebić do drużyny i zostałem wypożyczony do II-ligowego klubu. Po l roku wróciłem do Broendby i wywalczyłem miejsce w drużynie. I wtedy zostaliśmy mistrzem Danii - opowiada Niżnik.

Laudrup robi czystkę
W następnym sezonie trenerem klubu został słynny piłkarz, m.in. Barcelony, Michael Laudrup.
- Zrobił w drużynie czystkę, ale mnie zostawił. Wydawało się, że będę grał. Przyplątały się jednak problemy z pachwiną. W efekcie zostałem odstawiony na bok - wspomina piłkarz.
Zimą 2003 r. został wypożyczony do innego stołecznego klubu, występującego w II lidze Fremu. Drużynie szło bardzo dobrze, a Niżnik miał spory udział w jej awansie do I ligi.
- Zrobiłem swoje. Kontrakt z Broendby mi się skończył, a ja chciałem już zmienić otoczenie. W Danii nie było możliwości, bo tam są tylko dwa zawodowe kluby - najbogatszy 1. FC Kopenhaga i najsłynniejszy - Broendby. Oferta z Górnika była dla mnie kusząca, bo ten klub to jest firma - uważa Niżnik.
Spokojnie waży słowa. Ponad czteroletni pobyt w Skandynawii chyba ukształtował bardzo zrównoważonego człowieka: - To rzeczywiście spokojny kraj, nikt nigdzie się nie spieszy, co czasami dla nas Polaków jest denerwujące. Natomiast w drużynach jest duża rywalizacja, bo za sprawą prawa Bosmana na rynku jest wielu piłkarzy. Każdy tam na boisku myśli o sobie, a już na pewno nie pomoże obcokrajowcowi - opowiada Niżnik.

Przekopy w Ostrowcu
Jarosław Popiela nie grał w żadnym zagranicznym klubie, ale przez ostatnich kilka miesięcy przeżył tyle, że jego o 7 miesięcy młodszy kolega może się skryć. W sumie wyszłaby z tego niezła książka.
Pochodzi z Tarnowa i jest wychowankiem tamtejszej Unii. Potem jego piłkarski szlak wiódł przez Płock (Orlen), Ostrowiec Świętorzyski (KSZO), znowu Płock (już Wisła) i ponownie Ostrowiec.
Popiela był w grupie 11 piłkarzy, którzy z powodu zaległości płacowych zastrajkowali przed pierwszym meczem rundy wiosennej. Wszyscy przynieśli zaświadczenia lekarskie o niezdolności do gry.
- Klub nas zawiesił na pół roku, ale Polski Związek Piłki Nożnej uznał nasze racje i rozwiązał nasze kontrakty z KSZO. Być może więc już należnych mi pieniędzy nigdy nie odzyskam, ale upomnę się jeszcze o nie poprzez PZPN - zapowiada Popiela. Klub z Ostrowca też jednak nie złożył broni i drogą sądową zażądał od "strajkowiczów" 4 miliony odszkodowania za poniesione straty w związku ze spadkiem do II ligi. - To jakiś absurd, bo przecież już PZPN przyznał rację nam - uważa zawodnik. - To fakt, mogliśmy spokojnie się utrzymać, bo w drużynie była fajna atmosfera, ładny stadion... Szkoda, ale to nie nasza wina.

Z deszczu pod rynnę
Popiela mógł zmienić barwy, ale widać wszystkich nieszczęść było jeszcze mało. Na końcówkę sezonu trafił do Zagłębia Lubin. Tam wypłaty były niezłe i na czas, ale nie było drużyny. Zespół co prawda wykaraskał się ze strefy spadkowej, ale baraże z Górnikiem Łęczna skończyły się kompromitacją. Na boisku omal nie doszło do rękoczynów...
- Pod moim adresem w Lubinie nikt szczególnych pretensji nie wyrażał, ale ten epizod w mojej karierze nie należał do przyjemnych - przyznaje piłkarz.
W przeciwieństwie do Niżnika, z Górnikiem kontraktu jeszcze nie podpisał.
- Z prezesem Zbigniewem Koźmińskim warunki mamy uzgodnione. Ale po moich ostatnich doświadczeniach chciałbym, żeby umowie przyjrzał się jeszcze mój prawnik. Muszę wyciągnąć wnioski z tego, co się stało. Ja uważam, że zawsze można się dogadać. Na wykłócanie się i kopanie po kostkach szkoda czasu, pieniędzy i nerwów - wyjaśnia Jarosław Popiela.

źródło: Trybuna Śląska
nadesłał: Blachol



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online