Forum
 

Łukasz Wolsztyński: Gdybym nie trafił w okienko dostałbym burę, że nie podałem ()

Po pierwszej kolejce rundy wiosennej w I lidze wszyscy kibice Górnika Zabrze pozostają pod wrażeniem strzału Łukasza Wolsztyńskiego. Skrzydłowy zabrzan huknął z 25 metra i trafił w okienko ustalając wynik meczu z GKS Tychy. – Dziewczyna mnie namawiała, żebym spróbował strzelić z dystansu więc uderzyłem – wyjaśnia autor pięknego trafienia. 

Czy to był strzał życia?

Łukasz Wolsztyński: - Na pewno to było jedno z najważniejszych wydarzeń w moim dotychczasowym życiu. Graliśmy przecież przed 18-tysięczną widownią, a mój gol dał Górnikowi zwycięstwo. Od razu po uderzeniu, kiedy piłka leciała w stronę bramki wiedziałem, że wpadnie do siatki i zacząłem się cieszyć. Na długo zapamiętam ten dzień, tak samo jak 19 sierpnia ubiegłego roku, czyli datę debiutu w pierwszej drużynie Górnika przeciwko Pogoni Siedlce i 13 listopada, bo wtedy dobitką z bliska strzeliłem Wiśle Puławy swojego pierwszego gola w I lidze. Ale jeżeli chodzi o sam strzał z meczu z GKS Tychy to nieskromnie powiem – były lepsze.

Lepsze od „bomby” z 25 metrów w okienko?

- W juniorach, gdy graliśmy ze Stadionem Śląskim w Chorzowie, zrobiłem mniej więcej to samo już w 1. minucie meczu, a gdy gościliśmy w Zabrzu GKS Katowice przyjąłem piłkę na pierś i strzeliłem przewrotką.

Jak zaczęła się Pana, a raczej Wasza, przygoda z piłką, bo od początku graliście razem z bratem bliźniakiem Rafałem?

- Tata, który grał kiedyś w Polonii Leszno w III lidze, swoje ambicje sportowe postanowił przenieść na synów i w wieku pięciu lat był naszym pierwszym trenerem... na podwórku. Uczyliśmy się podawać wewnętrzną częścią stopy, główkować, strzelać. Później trafiliśmy do Concordii Knurów, a gdy skończyliśmy gimnazjum zdecydowaliśmy, że przeniesiemy się do liceum w Zabrzu i do Górnika. Tu graliśmy w juniorach, Młodej Ekstraklasie i III-ligowych rezerwach, a do seniorskiej piłki na szczeblu centralnym wprowadzał nas Ryszard Wieczorek, który najpierw na pół roku zimą 2015 roku sprowadził nas do II-ligowej Limanovii, a rok później do Legionovii, także grającej w II lidze.

Dla wielu kibiców Pana wyjście w wyjściowej jedenastce Górnika na mecz z GKS Tychy było zaskoczeniem. Kiedy Pan się dowiedział, że zagra od początku od początku rundy wiosennej?

- Kilka dni przed meczem byłem już pewien, że trener Marcin Brosz postawi na mnie. Powiedziałem o tym wszystkim najbliższym i na trybunach miałem sporą grupę fanów z tatą i moją dziewczyną na czele. Angelika jest zresztą na każdym moim meczu. Nawet gdy grałem w Limanovii, przyjeżdżała na moje mecze, a w Legionowie była już razem ze mną. Zna się na piłce i dużo z nią rozmawiam o mojej grze. To ona pytała mnie ostatnio dość często, dlaczego nie strzelam z dystansu, skoro mam tak dobre uderzenie. Namawiała mnie więc uderzyłem, a kiedy piłka wpadła do siatki, podobno miała łzy w oczach. Ja też byłem zresztą niezmiernie szczęśliwy. Taki gol na oczach tylu widzów... Poczułem się bohaterem meczu.

Jaka jest Pana ulubiona pozycja na boisku?

- Od początku grania byliśmy z bratem ustawiani jako napastnicy. W juniorach zostałem przesunięty na środek pomocy, a Rafał został na „dziesiątce”. Najlepiej czuję się w środku boiska jako „ósemka”, ale skoro trener Marcin Brosz ustawia mnie na skrzydle, to gram na tej pozycji i staram się to robić najlepiej jak potrafię. Teoretycznie w meczu z GKS Tychy nie powinno mnie być w tym miejscu, z którego strzeliłem gola. Ale czasem, co trener często podkreśla, warto odejść od schematu.

Czy myśli Pan o tym, że w czerwcu w Polsce są mistrzostwa Europy U21, w których mógłby pan zagrać?

- Urodziłem się 8 grudnia 1994 roku, a więc rocznikowo mieszczę się w tej grupie, która może grać na UEFA EURO U21 w Polsce, ale realnie patrzę na swoje miejsce. Arkadiusz Milik gra w SSC Napoli, Mariusz Stępiński w FC Nantes, a ja jestem zawodnikiem I-ligowego klubu w Polsce i w ośmiu występach na zapleczu ekstraklasy strzeliłem dwa gole. Dlatego na razie koncentruję się na tym żeby grać i zdobywać bramki w Górniku Zabrze, bo to było moje marzenie, które się spełniło. A jeżeli już będę „etatowym” snajperem Górnika, zacznę marzyć o następnych wyzwaniach. Do mistrzostw Europy pozostały jednak tylko 3 miesiące. Patrzę więc realnie w przyszłość.

Jaki ma Pan więc cel na rundę wiosenną?

- Grać w Górniku walczącym o awans do ekstraklasy. Piątkowe zwycięstwo zbliżyło nas do czołówki tabeli, a mnie dało pewność tego, że powinienem częściej strzelać z dystansu. Oczywiście nie za często, bo kiedy składałem się do strzału w meczu z GKS Tychy to widziałem kątem oka biegnącego po skrzydle Rafała Kosznika. Gdybym nie trafił w okienko dostałbym pewnie burę, że nie podałem, ale ponieważ wpadło, starsi koledzy mnie pochwalili. Trener Marcin Brosz za bardzo się jednak nad tym golem nie rozwodził. Przybił piątkę gdy schodziłem z boiska, a moje miejsce zajmował Dawid Plizga. Co prawda chwilę wcześniej widziałem na tablicy zmian numer 21, czyli Sandiego Arczona, ale nawet nie mam zamiaru pytać trenera, dlaczego w następnej chwili zmienił decyzję i ściągnął mnie z boiska. Trener wie co robi, a ja na treningach i podczas kolejnych spotkań muszę po prostu udowodnić, że mogę dać drużynie taką jakość, jakiej ona potrzebuje.

źródło: laczynaspilka.pl



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2017 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online