Szymon Matuszek: Pełny stadion może tylko pozytywnie na nas wpłynąć

- Mam szansę nadrobić minione lata i zaliczyć trochę gier w ekstraklasie - przyznaje pomocnik Górnika, Szymon Matuszek, dla którego niedzielne derby mogą być pierwszymi w karierze.
Gdy pytamy się piłkarzy i trenerów o Szymona Matuszka, za każdym razem przewijają się te same słowa: duży potencjał, dziw bierze, że nie grał od lat w ekstraklasie. Pomocnik, który talent miał nie mniejszy niż Kamil Glik, z którym rozpoczynał prawdziwą przygodę z piłką, przez wiele lat nie potrafił dostać się i usadowić w krajowej piłkarskiej elicie. Teraz staje przed taką szansą, ale najpierw musi pomóc Górnikowi oddalić się od czeluści ligowej tabeli.

» Zanim spotkaliśmy się na rozmowie, trochę czasu spędził pan u masażystów. Istnieje niebezpieczeństwo, że nie zagra pan w niedzielnych derbach?
Szymon Matuszek: - Problem z bólem w kolanie pojawił się przy okazji sparingu z Wisłą Kraków. Z Cracovią zagrałem na środkach przeciwbólowych, bo bardzo mi zależało, aby pomóc drużynie. Teraz odstawiłem tabletki i ból jeszcze jest, ale chcę trenować i zagrać w meczu z Ruchem.

» 0:3 z Cracovią na inaugurację daje wam mocnego kopa przed derbami z Ruchem?
- Pierwsze chwile po meczu nie były mobilizujące, a wręcz byliśmy lekko załamani, bo cała praca na obozach nie dała efektu w pierwszym meczu. To minęło i myślimy tylko o zwycięstwie w derbach. Dla nas tak naprawdę każdy mecz jest na wagę złota, bo walczymy o życie. Trzeba zrobić wszystko, by dogonić "górę" i by łatwiej było po podziale punktów.

» Jeśli pan zagra, to będą pana pierwsze Wielkie Derby Śląska...
- Dla każdego piłkarza derby, to duża sprawa. Poza tym jest to otwarcie stadionu i po raz pierwszy zasiądzie prawie 25 tysięcy kibiców. Nie ma nic lepszego niż udział w takim spotkaniu. Z pewnością różnica w liczebności stadionu i kibiców na trybunach pomiędzy Dolcanem a Górnikiem jest olbrzymia. Miałem przyjemność grać na obiekcie Cracovii, jako piłkarz Dolcanu i też było sporo widzów. Jednak gdy się wychodzi na murawę to się nie słyszy co się dzieje. Człowiek odcina się i żyje tylko tym zielonym prostokątem, po którym biega.

» Czuć rosnącą atmosferę przed derbami?
- Otoczka wokół derbów jest duża, ale o paraliżu mowy być nie może. Mamy niezwykle doświadczony zespół, a pełny stadion może tylko pozytywnie na nas wpłynąć.

» Życie piłkarza bywa przewrotne i tak naprawdę niewiele zabrakło, a w niedzielę być może zagrałby pan po drugiej stronie. Wraca pan do tego, dlaczego Ruch nagle zrezygnował z pana zakontraktowania?
- Nawet samemu nie zagłębiałem się w to, dlaczego tak się stało. Skauci Ruchu oglądali mnie w meczach Dolcana, omówiliśmy już nawet warunki, przeszedłem badania medyczne i nagle kontakt się urwał. To było jednak dla mnie kolejne doświadczenie, że nie ma co się nastawiać, gdy nie ma podpisanego kontraktu. Nie ma o czym już mówić. Nie jest to dla mnie dodatkowym smaczkiem, nie chcę nikomu się odgryzać. To będzie dla mnie kolejny ważny mecz.

» Latem był jeszcze temat Piasta, a przed Górnikiem, Podbeskidzia...
- Faktycznie. Byłem na rozmowach z trenerem Robertem Podolińskim i prezesem Wojciechem Boreckim. Zaprosili mnie nawet na domowy mecz z Ruchem, negocjacje były na pewnym etapie, ale Górnik się ostro włączył, było widać jego determinację i sporą chęć zakontraktowania mnie, stąd jestem właśnie w Zabrzu. Jeśli chodzi o rangę klubu to nie było się nawet nad czym zastanawiać.

» Sześć lat czekał pan jednak na kolejny mecz w ekstraklasie. Wiele osób dziwiło się, że tak długo nie grał pan w ekstraklasie. Dlaczego tak się stało?
- Sporo lat na zapleczu i nawet trzy miesiące w drugiej lidze, jako piłkarz Chojniczanki. Może tak miało być? Może o to chodziło, żebym wrócił silniejszy? W końcu jednak znów jestem w ekstraklasie i nie chcę zawieść nikogo, w tym także siebie. Mam szansę nadrobić minione lata i zaliczyć trochę gier w ekstraklasie. Chcę utkwić w pamięci polskich kibiców.

» Czas w Górniku traktuje pan jako najważniejszy etap?
- Jestem świadom, że to moja wielka szansa, ale nie mogę zwariować. To ważny moment, bo mogę na lata wyrobić sobie ekstraklasową markę. Mam wybrany tor, którym chcę podążać, ale najważniejsza jest gra i dopasowanie się do drużyny.

» O wyjeździe za granicę pan zapomniał?
- Ależ skąd! Marzenia o zagranicznej lidze mam nadal, bo trzeba marzyć i mierzyć wyżej.

» Utrzymuje pan kontakt z Kamilem Glikiem, Kamilem Wilczkiem i Krzysztofem Królem, z którymi był pan jako nastolatek w Hiszpanii?
- Z Krzyśkiem kontakt zanikł, z Kamilem Wilczkiem staram się utrzymywać kontakt m.in. przez sms-y. Z Kamilem Glikiem czasem się widzimy, na przykład w Jastrzębiu. Ostatnio pomógł mi załatwić bilety na mecz reprezentacji Polski w Warszawie. Nie są to wielkie przyjaźnie, ale kontakt jest. Nie zapominamy o sobie.

» Otwarcie pan mówi, że umiejętności zadecydowały, że pana kariera nie potoczyła się tak, jak choćby Kamila Glika...
- Trzeba twardo stąpać po ziemi, nie będę zwalał winy na brak szczęścia czy inne rzeczy. Prawda jest taka, że Kamil Glik miał większe możliwości i je wykorzystał. Oczywiście, że chciałbym mu dorównać. Kamila jednak omijały kontuzje i to też mogło mieć wpływ. Ja w Jagiellonii straciłem pół roku, w Płocku kolejne pół roku, a czas uciekał. Może zabrakło stabilizacji?

» Wyjazdu do Hiszpanii pan jednak nie zaliczy do straconego czasu?
- Gdyby nie wyjazd do Hiszpanii, gdy byłem nastolatkiem, to z pewnością byłbym słabszym zawodnikiem. Tamtych treningów przez 2,5 roku odbyłem więcej i były to lepsze zajęcia niż mieli moi rówieśnicy w Polsce. Siłownia nie była tak ważna, liczyła się gra z piłką. Miałem wtedy 16-19 lat i to dla mnie był świetny okres.

» Często musi pan przytaczać anegdoty związane z pobytem w Realu i kontaktem choćby z wielkim Raulem?
- Sam nie wracam do tamtych czasów. Nie chcę, żeby ktoś pomyślał, że się chwalę, czy żyję tylko przeszłością. Z jednej strony to była dla mnie nie do końca wykorzystana szansa, ale z drugiej widziałem piłkę od tej najlepszej strony. Wolę patrzeć do przodu niż do tyłu.

» Kibicem „Królewskich” jest pan nadal?
- Sympatia do Realu pozostała, zawsze w derbach kibicuję Realowi. Teraz w Górniku mamy takiego jednego Katalończyka (Jose Kante przyp. red.), ale to nie przeszkadza w naszych relacjach. Pomagam mu w Polsce, a także mogę sobie przypomnieć język hiszpański, bo przez ostatnie lata nie miałem kontaktu z hiszpańskojęzycznymi piłkarzami.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2021 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera]