Leszek Ojrzyński: Pracujemy nad fighterami

- Wypada żyć i pracować w Górniku do końca życia, bo tutaj może być pełny stadion co mecz - mówi trener zabrzan, Leszek Ojrzyński.
» Do derbów pozostało już bardzo mało czasu.
Leszek Ojrzyński: - I dobrze, że mecz się zbliża. Nie lubię, gdy moja drużyna gra w niedzielę. Lepiej zawsze grać na początku kolejki, czyli w piątek lub sobotę. Wolałbym, aby derby były wcześniej. Lubię brać byka za rogi a nie czekać niepotrzebnie na spotkanie. Jakie mam oczekiwania? Duże. Tym bardziej po nie najlepszym starcie. To będą moje drugie derby, pierwsze były przegrane w Chorzowie 0:1. Pora na rewanż.

» Sporo ma pan jeszcze wątpliwości odnośnie składu?
- W piątek przekażę piłkarzom, kto znalazł się w czołowej „18”. Paweł Golański jest z nami i trenuje, ale to nie jest jeszcze ten Golański, którego pamiętamy z poprzednich lat. Mam trzy znaki zapytania, dwa dotyczą Łukasza Madeja i Szymona Matuszka. Obaj mają urazy i robimy wszystko, aby byli gotowi na mecz. Jest jeszcze jeden niepewny zawodnik, ale nie chcę zdradzać jego nazwiska. Mam nadzieję, że tym razem nagle przed spotkaniem nie wypadnie mi nikt ze składu. W starciach z Ruchem przerabiałem już to dwukrotnie. Raz, gdy prowadziłem Koronę Kielce, przed spotkaniem z chorzowianami zachorował Maciej Korzym, w ostatnich derbach z kolei kontuzji na rozgrzewce doznał Radosław Sobolewski i jego miejsce musiał zająć Olek Kwiek.

» Czy oglądanie na video meczu z Cracovią nie było torturą dla pańskich graczy, zwłaszcza obrońców?
- Nie tylko defensorzy przegrali to spotkanie, ale cała drużyna. I jak się robi coś źle, to trzeba się z tym zmierzyć. Nie można zapominać o tym, ale z porażek wyciągać wnioski. Wiadomo, że Cracovia gra inną piłkę niż Ruch. My też powinniśmy być w innej dyspozycji, ale musieliśmy przeanalizować ten inauguracyjny mecz.

» W niedzielę zespół zagra na otwarcie kolejnych trybun na stadionie. Ma pan już za sobą mecze, podczas których przecinano wstęgę?
- Na otwarcie obiektu jeszcze nie prowadziłem drużyny, ale zdarzyło się, że moi podopieczni występowali w spotkaniu na stadionie Lechii Gdańsk przy ulicy Traugutta, gdy po raz pierwszy grano przy nowych jupiterach. Byłem wtedy szkoleniowcem pierwszoligowej Wisły Płock. Przegraliśmy 0:1.

» Łukasz Madej przyznał w rozmowie ze „Sportem”, że obawia się trochę tej otoczki wokół meczu, że to może trochę wybić zawodników z rytmu.
- Zawsze może to kogoś usztywnić, zdeprymować, bo są tysiące widzów, większa presja... Ale pracujemy nad tym, aby mieć w drużynie fighterów, którzy wychodzą na boisko i sprawiają radość tej wspaniałej publice. Kibice przecież wstawali o 4 rano, aby dostać bilety i zobaczyć nie tylko stadion, ale przede wszystkim dobrą grę Górnika. Czego więcej chcieć. Wypada żyć i pracować w Górniku do końca życia, bo tutaj może być pełny stadion co mecz. A że kogoś to usztywni. Pracujemy nad tym, aby tak nie było. Wiemy, że mamy doświadczonych zawodników. Oni grali na dużych obiektach. Łukasz Madej ma za sobą derby Śląska, Łodzi czy Polski. Radosław Sobolewski też sporo takich gier. Gorzej byłoby, gdybym przykładowo na boisko wprowadził Pikula, który nie miał okazji grać przy ponad 20 tysiącach widzów.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2021 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera]