Łukasz Madej: Odciąć się od orkiestr i skupić na grze

- Widziałem w Zabrzu, jak ludzie stali po bilety na mecz i przypomniały mi się dziecięce lata – mówi pomocnik Górnika, Łukasz Madej.
» Grał pan w derbach Łodzi i Górnego Śląska. Które z tych spotkań wywoływały u pana największe emocje?
Łukasz Madej: - Jestem wychowankiem ŁKS-u Łódź, tymi meczami żyłem jako dziecko, czyli starcia naszej drużyny z Widzewem były dla mnie niesamowicie ważne. Pamiętam, jak szedłem jako kibic w pochodzie, zmierzającym na stadion. Było nas ponad dwa tysiące i miałem na sobie, podobnie jak inni fani, szalik... To była fajna sprawa. Wychowałem się w dzielnicy Polesie, gdzie wszyscy kibicowali ŁKS-owi. To było przekazywane z pokolenia na pokolenie, mój ojciec też był fanem tego klubu. Zabierał mnie zresztą na mecze. Marzyłem, by zagrać kiedyś w derbach Łodzi i dopiąłem tego. Kiedy widziałem, jak kilka dni temu w Zabrzu ludzie stali po bilety na niedzielny mecz, od razu przypomniały mi się dziecięca lata. Wielkie Derby Śląska też jednak zajmują w moim sercu bardzo ważne miejsce. Jeden z najbardziej istotnych momentów w moim życiu to nasza wygrana w październiku 2014 roku na Cichej. Zdobyłem wtedy gola na 2:1 i zwyciężyliśmy po 18 latach (!) przerwy na stadionie w Chorzowie.

» Jaki jeszcze mecz derbowy najbardziej utkwił panu w głowie?
- W kwietniu 2008 roku pokonaliśmy u siebie Widzew 2:0. To było bardzo emocjonujące starcie. Kibice przygotowali świetną oprawę a my przeszliśmy do historii, bo pokonaliśmy u siebie odwiecznego rywala po 16 latach pauzy. Wyjątkowy moment i wtedy właśnie jedyny raz wygrałem w derbach, rozgrywanych na stadionie ŁKS-u.

» Fani Górnika lubią czasami przyjść na trening tuż przed derbami, aby was dodatkowo zmobilizować. Odwiedzili was już?
- Na razie nie. Spotkali się z nami po naszym przyjeździe z Krakowa, gdzie przegraliśmy 0:3 z Cracovią. Motywowali nas, mówili, że mają nadzieję, że w niedzielę nie dojdzie do powtórki. Te rozmowy toczyły się raczej w spokojnej atmosferze. My jednak nie potrzebujemy dodatkowej motywacji. Każdy ma świadomość, że to dla nas arcyważna konfrontacja. Na trybunach siądzie 24 tysiące widzów, zostanie otwarty stadion, gramy z takim rywalem, a plasujemy się na przedostatnim miejscu w tabeli i naprawdę nie ma co już tego balona pompować. W niedzielę chciałbym znowu przeżyć takie chwile, jak jesienią 2014 roku. Bramka zdobyta w 87 minucie był jedną z najważniejszych. Mocno zżyłem się z Górnikiem, a to dzięki temu trafieniu wygraliśmy po tylu latach na Cichej. Gdy zakończę karierę pozostaną medale, trofea i właśnie te piękne momenty. Dla takich chwil się trenuje, gra... Gdy wróciliśmy do Zabrza fani podrzucali nas do góry. Usłyszałem wtedy również bardzo wiele miłych słów, które utkwiły mi w głowie.

» Przed niedzielnym starciem kibice zaczepiają pana na ulicy?
- Mieszkam w Katowicach i spotykam fanów Górnika, ale również GKS Katowice, którzy nam sprzyjają. Każdy chce, abyśmy wygrali.

» W niedzielę będzie siedem orkiestr dętych. Przed spotkaniem zostanie odegrany nowy hymn Górnika. Będą również inne atrakcje...
- Obawiam się trochę, aby nie wpłynęło to na nas negatywnie. My musimy się jednak odciąć od górniczych orkiestr i innych około boiskowych wydarzeń. Trzeba wyjść na rozgrzewkę, a później koncentrować się na meczu. Pamiętam, gdy grając w Śląsku Wrocław, rywalizowaliśmy w meczu ligowym z Lechią Gdańsk i otwierano właśnie z pompą Stadion Miejski. Na trybunach było ponad 40 tysięcy widzów i... zjadła nas trema. Rozegraliśmy jedno z najgorszych spotkań w tamtym okresie. Mimo to wygraliśmy 1:0. Przed spotkaniem byliśmy nabuzowani, a w trakcie meczu balon pękł. Nie możemy teraz dopuścić do takiej sytuacji. Trzeba wyrzucić z siebie negatywne emocje.

» Ale pan jako bardzo doświadczony piłkarz chyba nie stresuje się przed derbami?
- Na razie nie czuję jeszcze emocji związanych ze spotkaniem, tremy nie będę miał, ale podczas takich starć odczuwam pozytywny stres.

» W środę spędził pan trochę czasu u masażysty.
- Mam lekki uraz, ale zrobię wszystko, aby być w stu procentach gotowy na mecz. Na takie wydarzenie się czeka. Derby są esencją ligi.

» W 2001 roku trafił pan do Ruchu i spędził przy Cichej 1,5 roku. Twierdzi pan jednak, że to był zły wybór.
- Nie byłem wtedy jeszcze gotowy na przenosiny. To były inne czasy, a w chorzowskim klubie źle mnie potraktowano i dlatego chciałbym zapomnieć o tym epizodzie. To już dla mnie bardzo odległa przeszłość. Od kilku lat jestem w wielkim klubie i to dla mnie się liczy. Jako gracz Ruchu ani razu nie zagrałem w derbach przeciwko Górnikowi. I dobrze. W tej kwestii mam po prostu czystą kartę.

» Chciałby pan wymazać ze swojego CV pobyt przy Cichej?
- Skądże, w życiu wybiera się dobrze, jak również popełnia błędy. Moje przejście do Ruchu było złym posunięciem, ale nie oznacza to, że wymazałbym występy w Ruchu. Człowiek uczy się też przecież sporo na błędach.

» Czy często mógł pan liczyć na dodatkowe premie za triumf w derbach?
- W przeszłości zdarzyła się taka sytuacja. Byłem jeszcze młodym graczem w łódzkim zespole i działacze zaoferowali bonus finansowy. Obecnie tak nie ma. To raczej było modne w dawnych czasach.

» W meczu z Cracovią obrona Górnika zagrała fatalnie. Nie miał pan pretensji do kolegów?
- Każdy z nas miał pretensje do siebie, bo wszyscy powinniśmy wypaść lepiej. Nie można zwalać winę na defensywę. Podsumowałbym krótko tę inauguracyjną wpadkę. Cracovia w prawie każdym elemencie była lepsza od nas.

» Zygmunt Anczok, były znakomity gracz Górnika, przypuszcza, że przed pierwszym meczem wiosny bardzo ciężko trenowaliście i stąd taki występ.
- Czasami ludzie z zewnątrz, stojący z boku, widzą lepiej... W piłkarskim żargonie mówimy, że forma może zginąć na dwa dni, ale można ją również szybko odzyskać. W poprzedniej rundzie w starciu z Łęczną wypadliśmy słabo, a później pokonaliśmy Piasta 5:2. Oby teraz było podobnie.

» Oglądał pan meczu Ruchu z Zagłębiem?
- Tylko fragmenty, ale doskonale wiem, że Ruch wchodzi powoli w sezon. Początki ma takie sobie, a później dobrze wygląda fizycznie. Tam dalej hołdują szkole, która była również wdrażana, gdy ja grałem w Chorzowie 15 lat temu. Miałem kontakt ze świętej pamięci doktorem Jerzym Wielkoszyńskim zarówno przy Cichej, jak i grając w Śląsku Wrocław. Ruch kontynuuje tę filozofię. To drużyna, która jest dobrze fizycznie przygotowana do rozgrywek, ale potrzebuje czasu.

» Ma pan w Chorzowie jeszcze jakiś kolegów?
- Sympatię darzę Łukasza Surmę. Utrzymuję z nim kontakt, ale przed derbami nie wymienialiśmy się smsami. To bardzo ważny gracz drużyny. Na boisku wszystko się wokół niego kręci. Prezentuje wysoką kulturę gry, trzyma środek pola, potrafi przytrzymać piłkę oraz dobrze gra w defensywie. Bez niego Ruchu bardzo dużo traci. Kolejny bardzo wartościowy zawodnik to Marek Zieńczuk.

» Ale jest tam również wielu młodych graczy.
- Zgadza się, najbardziej podoba mi się Patryk Lipski. Duży talent, sporo potrafi zrobić z piłką. Pochwalić również muszę Mariusza Stępińskiego. Bez jego bramek Ruch byłby w zdecydowanie gorszej sytuacji w tabeli.

» Na koniec pytanie, za którym piłkarze nie przepadają, jaki pan stawia wynik?
- Mam strzelać? Strzelać to można z łuku. Stawiam, że wygramy, a ile, to bez znaczenia. Najważniejsze będzie zwycięstwo i to, że zainkasujemy trzy punkty.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2021 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera]