Radosław Janukiewicz: Wszyscy odpowiadamy za tę klapę na inaugurację

W najbliższą niedzielę Górnik Zabrze w derbach Śląska podejmie Ruch Chorzów. Nastroje w obozie zabrzańskim po inauguracyjnym 0:3 z Cracovią są kiepskie - czego nie kryje Radosław Janukiewicz, bramkarz Górnika.
» W poniedziałek dostaliście od trenera dzień wolnego. Chyba dobrze; mentalnie się przyda, prawda?
Radosław Janukiewicz: - Trudno powiedzieć... Po takim laniu, jak to sobotnie, dzień odpoczynku i „niemyślenia” o piłce dobrze robi. Z drugiej strony - jest chęć jak najszybszego „odbicia się”, rewanżu, rehabilitacji.

» Kiedy ostatnio miał pan uczucie podobnego „kaca” po zejściu z boiska?
- Parę razy się zdarzyło, niestety... Po raz ostatni - chyba w okresie gry w Pogoni, gdy na Wiśle dostaliśmy „piątkę” (30 maja 2014 - dop. red.). Uczucie było podobne.

» Coś nie służy panu ten Kraków... Choć z drugiej strony - akurat z Kałuży szczecinianie zazwyczaj punkty wywozili.
- Fakt. To moja pierwsza porażka z Cracovią w ekstraklasie. Szkoda, że w takich okolicznościach, na inaugurację rundy.

» Co się dzieje w głowie zawodnika - na przykład w autokarze, w drodze powrotnej do domu - gdy rozpamiętuje trzy bramki stracone w pierwszych 30 minutach?
- Różne myśli się kłębią. W tym jedna główna: źle weszliśmy w mecz. Sami nakręciliśmy rywala własną niemocą. Cracovia grała to, co lubi, a my musieliśmy się próbować pozbierać mentalnie już w trzeciej minucie. Co - jak wiadomo - nam się nie udało.

» A „złe wejście w mecz” to kwestia braku koncentracji?
- Chyba niefartu.

» ?
- Bartek Kapustka uderzył na siłę. Starałem się obronić ten strzał nogą, ale piłka prześlizgnęła mi się po niej i wpadła do siatki tuż przy słupku. Ciut więcej szczęścia i ten strzał byłby obroniony... Analiza tej sytuacji jeszcze przede mną, ale trzeba już chyba o niej przestać myśleć i skupić się na tym, co przed nami.

Zanim przejdziemy do derbów, jeszcze pytanie o to, czy w przerwie w szatni nie zabrakło wam już wiary?
- Przy 0:3 trudno o hurraoptymizm, ale mówiliśmy sobie, że szybko strzelony gol być może pozwoli nam jeszcze wrócić do gry, odmienić losy meczu. Ale nic wpaść nie chciało.

» Nawet jak nie chce wpaść, grając „na zero z tyłu” można zdobyć punkt. Gra obronna Górnika była jednak w sobotę po prostu kiepska. To wynik roszad w tej formacji w stosunku do ostatnich sparingów?
- Nie szukajmy usprawiedliwień w ustawieniu personalnym i nie szukajmy pojedynczych winnych. Po prostu nie zastosowaliśmy się do założeń gry jako całość, jako drużyna. Wszyscy za tę klapę na inaugurację odpowiadamy. Ale - szukając na siłę pozytywów - wolę raz przegrać 0:3 niż trzy razy 0:1.

» Był zimny prysznic przy Kałuży, był - po waszym po powrocie - i przy Roosevelta. W każdym razie otuchy transparent wywieszony przez kibiców dodać wam nie mógł...
- I dla nich, i dla nas niedzielne derby to mecz równie ważny. Dla nas - bo sami potrzebujemy potwierdzenia własnych umiejętności i pracy wykonanej zimą. Dla nich - bo dwa razy w roku mają święto piłkarskie tej wagi. A teraz dochodzi do tego jeszcze otwarcie stadionu, wypełnione po brzegi trybuny nowego obiektu... Nie dziwię im się, że chcą nas w ten sposób zmotywować.

» Nie za nerwowo przypadkiem?
- Nie mnie to oceniać. Ale rozumiem ich; dla nich to pewnie coś więcej niż tylko klub i coś więcej niż zwykły mecz ligowy. Nie ma się co obrażać, tylko... brać się do roboty i sprawić, by byli z nas dumni.

» Zdarzyła się już panu w przeszłości taka forma „motywacji”?
- Owszem. Kiedy miewaliśmy słabsze momenty w Pogoni, kibice też przychodzili na zajęcia i nas - na swój sposób - motywowali. Mnie takie sytuacje naprawdę nie przeszkadzają.

» Pochodzi pan z Dolnego Śląska, więc atmosfery i znaczenia derbów - w tamtym przypadku wrocławsko-lubińskich - nie trzeba pewnie panu tłumaczyć...
- Nie trzeba. Wiem, że w takich meczach czasem ważniejsze od stylu jest zwycięstwo. Ale my w niedzielę chcielibyśmy i wygrać, i zagrać dobrze dla 24 tysięcy na trybunach.

» Rzucił pan już okiem na to, co zaprezentował Ruch w piątkowym meczu z Zagłębiem?
- Widziałem fragmenty. Wynika z nich, że „Niebiescy” może nie zagrali świetnie, Matusz Putnocky wybronił im parę groźnych strzałów, no i punkt zdobyli. A to się liczy najbardziej.

» I jeszcze na koniec - trochę przekory. Z jednej strony - gratulacje za wygranie rywalizacji z Sebastianem Przyrowskim i Grzegorzem Kasprzikiem. Z drugiej - pytanie o to, czy akurat w sobotę przy Kałuży nie wolałby pan siedzieć na ławce...
- Broń Boże. Trenuje się po to, by grać. A jak się gra, to... nie zawsze można wygrać. Sport to przecież także porażki. Trzeba je „brać na klatę”, bo to również część naszego zawodu. Ale zaręczam, że w niedzielę będzie nam chodzić tylko o zwycięstwo. Bo tylko dzięki niemu zatrzymamy te 24 tysiące widzów na kolejne nasze mecze. A o to przecież chodzi!

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2021 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera]