Forum
 

Robert Warzycha: Nie zasłużyłem na zwolnienie

- Zniżki formy można było uniknąć. Wystarczyły wzmocnienia na dwóch pozycjach. Na dwóch! - mówi w rozmowie z "Polska The Times" Robert Warzycha, były już trener Górnika Zabrze. 

Zna Pan anegdotę o Janie Himilsbachu, który miał dostać dużą rolę w zachodnim filmie, ale pod warunkiem, że nauczy się języka angielskiego?
- I nie dostał, bo się nie nauczył?

Tak. A zapytany, dlaczego, podobno odpowiedział: "Oni się rozmyślą, a ja zostanę z tym angielskim jak ten ch...". Niektórzy już żartują, że z Pana maturą jest podobnie.
- A ja tam nie żałuję, że poszedłem do szkoły, zdałem egzamin dojrzałości i ukończyłem te wszystkie niezbędne kursy. Na pewno mi się to jeszcze przyda. I tak chciałem to ogarnąć, a w Zabrzu dodatkowo dostałem możliwość łączenia nauki z pracą. Byłbym niemądry, gdybym teraz narzekał.

Może Pan dziś z czystym sumieniem powiedzieć, kim Pan był w Górniku?
- Trenerem, dyrektorem sportowym, menadżerem? Moim zdaniem trenerem. Na pewno nie byłem dyrektorem sportowym, bo nie podejmowałem bezpośrednich decyzji odnośnie do spraw transferowych, personalnych. Mogłem tylko pewne rzeczy sygnalizować. I to właśnie robiłem. Walczyłem przecież o kilka istotnych dla klubu kwestii, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. Widocznie miałem zbyt słabą pozycję. Po tym, jak coś zakomunikowałem, mogłem tylko czekać. Okazało się, że nasze potrzeby nie zostały spełnione, a nas - mnie i Józka Dankowskiego - zwolniono.

Przeszkadzało Panu dzielenie tej funkcji z trenerem Dankowskim?
- Wręcz przeciwnie. Z Józkiem dogadywaliśmy się bardzo dobrze. Wzajemnie sobie pomagaliśmy. Dobrze jest się wesprzeć kimś doświadczonym, kto dodatkowo jest twoim kolegą. Oczywiście, że ta sytuacja powinna być od jakiegoś czasu uregulowana, co najmniej od początku sezonu, bo wtedy dostałem przecież licencję warunkową. Z różnych powodów tak się nie stało. Mojej winy w tym nie było, bo spełniłem wszystkie wymagane warunki. Ktoś zdecydował jednak, że status quo ma być zachowany.

Uważa Pan, że został Pan zwolniony słusznie?
- W tej chwili nie czuję, że na to zasłużyłem. Wyniki, które były w tym sezonie, na pewno nie są zadowalające, ale zniżki formy można było uniknąć. Wystarczyły wzmocnienia na dwóch pozycjach. Na dwóch! Chcieliśmy napastnika za Mariusza Zacharę, który odszedł do Chin, i środkowego obrońcę mogącego wypełnić lukę po wytransferowanym do Szkocji Błażeju Augustynie. Dwaj piłkarze, którzy by zasilili Górnika, zmieniliby bardzo dużo. Mieliśmy gotowych kandydatów, ale co z tego? Dziś okazuje się, że miałem rację. Klub w tej chwili snajpera i stopera potrzebuje jak tlenu.

Pożegnanie odbyło się z klasą?
- Było normalnie. Ktoś mnie poprosił do gabinetu i oświadczył, że to koniec. A jak miałoby to wyglądać inaczej?

Mariusz Walter zwolnił kiedyś Jana Urbana, wysyłając mu SMS. O szalonych zwolnieniach Józefa Wojciechowskiego nie będę nawet wspominał...
- Bez przesady. Wszystko odbyło się po męsku. Nie było to łatwe ani dla klubu, ani dla mnie, ale jesteśmy dorosłymi ludźmi i daliśmy radę.

W Pana zwolnieniu pomogli piłkarze? Przed laty wywalili z Górnika Ryszarda Komornickiego.
- Nie wydaje mi się, bo w tym sezonie naprawdę próbowali grać w piłkę. Przecież specjalnie nie trafiali w słupki czy poprzeczki. Chcieli wygrywać. Oczywiście, że w każdej drużynie trzeba przewietrzać szatnię, aby nie wkradł się marazm, ale obserwując zaangażowanie chłopaków na treningach, mogę powiedzieć, że ja tego marazmu nie zauważyłem. Zabrakło szczęścia albo umiejętności, ale na pewno nie zaangażowania.

A co by się zmieniło, gdyby zarządcy Górnika pozwolili Panu pracować dalej? Drużyna zaczęłaby grać lepiej?
- Tego nie wie nikt. Ja nie mam wątpliwości, że Górnik zacznie wygrywać, ale nie wiem kiedy… Widziałem pewne problemy, chciałem je korygować i zgłaszałem to, ale do naprawy potrzeba narzędzi. Ja tych narzędzi nie otrzymałem.

Są decyzje, których Pan żałuje?
- Kilka na pewno. Dwie, może trzy. To decyzje personalne. Raz mogłem postawić na kogoś innego, innym razem posadzić kogoś na ławce. Mądry jednak Polak po szkodzie. Nie ma sensu prać teraz starych brudów.

Oceniając te kilkanaście miesięcy, jaką wystawiłby Pan sobie ocenę?
- Niech oceniają mnie inni. Ja z pobytu w Zabrzu jestem bardzo zadowolony. Pracowałem co prawda w trudnych warunkach, mieliśmy cały czas problemy finansowe, ale sobie z tym radziliśmy. Miałem możliwość przebywania w bardzo bliskim mi klubie, poznałem tu świetnych ludzi. Zostałem zwolniony, ale to nie zmienia mojego stosunku do Górnika. Gdybym cofnął się w czasie i jeszcze raz otrzymał taką szansę, na pewno bym z niej skorzystał.

Będzie Pan odwiedzał stadion przy Roosevelta?
- Na pewno. Niezależnie od tego, gdzie pracuję, jestem kibicem Górnika.

I usiądzie Pan wtedy wśród kibiców, czy na trybunie VIP?
- Jeśli będę musiał kupić normalny bilet, to nie będzie to dla mnie problemem.

Ekstraklasa jest tak dobra, jak byśmy chcieli, czy tak słaba, jak czasami mówimy?
- Na pewno mogłaby być lepsza, ale ta liga ma kilka trapiących ją chorób.

Proszę je zdiagnozować.
- Jedna to na pewno transfery z klubów. Jeżeli ktoś tylko się pokaże, za chwilę wyjeżdża za granicę. Z mojego Górnika wyemigrowali Zachara i Augustyn. W Jagiellonii Michała Probierza wyróżnili się Piątkowski, Tuszyński, Dzalamidze czy Pazdan i wszystkich już ich w klubie nie ma. Zamiast tego grają w Chinach, Szkocji, na Cyprze czy w Turcji. Jeden Pazdan odszedł do Legii i chwała mu za to. Tak byłoby najlepiej: wyróżniający się zawodnicy zostają w lidze, ale zmieniają kluby. Wtedy w Polsce zostają i piłkarze, i kasa. Niestety to tylko pojedynczy przypadek, bo obecnie nie możemy rywalizować z Turkami czy nawet 2. Bundesligą...

Inne schorzenia?
- Nie powiem nic odkrywczego, jeśli wymienię tu bazę treningową. My w Zabrzu mamy jedno sztuczne boisko, na którym trenuje kilka grup. Tak jest w całej Polsce. Szkolenie kuleje, nie dlatego, że trenerzy są słabi, ale dlatego, że oni nie mają gdzie prowadzić swoich zajęć. To największe utrapienia ligi.

Wciąż daleko nam do MLS?
- Gonimy ją medialnie, bo polska piłka opakowana jest coraz ładniej. Kiedyś były dwie kamery, a dziś jest piętnaście. Wszystko można obejrzeć w telewizji, w internecie. Sportowo nadal będziemy Amerykanom ustępować, bo oni pompują olbrzymie pieniądze w swoją ligę. Mają rozgrywki, które się rozwijają. U nas jest pewna stabilizacja, a może nawet stagnacja. Dlatego w tej chwili nie można porównać Ekstraklasy z MLS.

Stęsknił się Pan za Stanami?
- Zawsze marzyłem o tym, aby mieszkać w Polsce, aby tu wrócić, ale w USA mieszkają moje dzieci, więc za Ameryką też tęsknię. Teraz z żoną zostaniemy jeszcze w Polsce, odpoczniemy, a później zaczniemy krążyć między Columbus a Polską.

Polska Pana zmieniła? Jan Urban powiedział mi kiedyś, że sobą staje się dopiero w Pampelunie, gdy jeździ tam na wakacje. A Pan?
- Jestem otwartym człowiekiem, powiedziałbym nawet, że ciepłym, lgnę do ludzi. To się raczej nie zmieniło. Trochę jednak ewoluowałem, bo trzeba się dostosowywać do środowiska, w którym się przebywa. Polski klimat jest specyficzny, z pewnością inny niż amerykański. Odczułem to. Wydaje mi się jednak, że wciąż jestem tym samym człowiekiem. Mam luz i pozytywną energię.

Teraz poszuka Pan pracy?
- Na pewno wciąż chcę być trenerem. Lubię to. Nie po to także robiłem licencję, aby teraz powiesić ją na ścianie. Mam jeszcze siłę, motywację. Nie wiem jednak, co mnie czeka i gdzie będę pracował. Jeśli zgłosi się jakiś polski klub, to z chęcią podejmę rozmowy. Nawet z drużyną z I ligi. Przez ostatni rok pojawiały się także pewne sygnały z MLS, byli chętni, aby mnie zatrudnić, więc nie wykluczam, że do pracy wrócę za oceanem. Zresztą świat jest dziś mały. Grałem już w Anglii, na Węgrzech. Żadnego kierunku nie mogę wykluczyć.

Tak też myślał Pana kolega Piotr Nowak, który po zwolnieniu z Philadelphia Union tak długo czekał na oferty, że w końcu skusił się na pracę na małej karaibskiej wysepce...
- Jeśli nie otrzymam żadnych propozycji, to na pewno nie będę siedział w domu i udawał emeryta. Jestem jeszcze młody, mam chęć do działania. Mogę zająć się czymś innym, bo żadnej pracy się nie boję. Kocham futbol, ale wiem, że na piłce świat się nie kończy.

źródło: Polska The Times



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2019 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online