Kto postraszy Ruch?

Zabrzanie strzelili wiosną sporo, bo aż dziesięć goli. Do siatki nie trafił jednak żaden z dwójki najbardziej ofensywnie ustawionych piłkarzy.
Akurat zabrzanie na skuteczność narzekać nie mogą. Poza ostatnim meczem z Lechią w Gdańsku w każdym z wcześniej rozegranych w tym roku strzelali gole. Dwukrotnie nawet po trzy w ciągu 90 minut, o czym wiele innych klubów może tylko pomarzyć. Inna rzecz, że obu tych spotkań nie wygrali. Problem polega na tym, że poza trafieniem Szymona Skrzypczaka w pierwszym meczu z Koroną, żaden kolejny gol nie był autorstwa piłkarza grającego nominalnie na pozycji numer 9.

Czegoś brakuje
Było pewne, że po sprzedaniu do Chin Mateusza Zachary Górnik będzie miał problem ze znalezieniem jego następcy. Na zgrupowaniu w Turcji dobrze spisywał się jednak Wojciech Łuczak i to na niego postawił w pierwszych meczach Robert Warzycha. Wyszło... średnio. Łuczak bardzo się starał, wykonywał na boisku mnóstwo pracy, jednak w decydujących momentach brakowało go pod bramką rywala. Zagrał w pięciu meczach i nie dość, że nie strzelił gola, to nawet trudno wyliczyć jego okazje bramkowe. - To oczywiste, że nie jest typowym egzekutorem. Bardzo chce, wykonuje na boisko sporo ciężkiej roboty, i dobrze sprawdza się w roli pierwszego obrońcy, bo fajnie przeszkadza defensorom rywala w rozegraniu piłki, ale... biegać, a biegać mądrze to dwie różne rzeczy. Może dlatego brakuje go pod bramką, kiedy jest tam najbardziej potrzebny? Inna rzecz, że Łuczak nie ma strzeleckiego instynktu. Brakuje mu jednego kroku, czy metra, by dojść do sytuacji strzeleckiej. Tak przynajmniej było do tej pory – mówi Grzegorz Bonk, były pomocnik Górnika.

Wściekły Iwan
Łuczak jesienią ubiegłego roku miał bardzo dobry okres w mniej więcej na tym etapie rozgrywek, który ma miejsce teraz. Jego gol zapewnił Górnikowi jesienny remis z Lechią, a piękna bramka strzelona na Cichej pozwoliła wyrównać z Ruchem. Po przerwie na 2:1 trafił Łukasz Madej. - Wydawało się, że wtedy zaskoczy, ale było o tyle łatwiej, że grał też Zachara. To na nim bardziej koncentrowali się obrońcy – to jeszcze raz Bonk. Z Łuczaka chciał zrobić napastnika już Adam Nawałka. Wystawił go na szpicy w kilku meczach i zrezygnował. Duet Warzycha - Dankowski spróbował tej wiosny pięć razy.
W Gdańsku Łuczaka zabrakło, ale nie dlatego, że stracił zaufanie trenerów, tylko z powodu urazu. - Postawiliśmy na Bartka Iwana licząc na jego dobrą grę głową, czy zgrywanie piłek do kolegów. Efekt na pewno nie był zadowalający, ale Bartek dostawał niewiele piłek. Lechii udało się odciąć naszą silną broń, czyli dośrodkowania piłki w pole karne – mówi Józef Dankowski. - Obaj nie są napastnikami i nigdy nie będą. Górnik musi w ofensywie funkcjonować jako całość. Tylko to będzie jego siłą – twierdzi Marek Piotrowicz, przed laty obrońca, a potem trener zespołu z Zabrza. Iwan w Gdańsku nie krył frustracji, kiedy został zmieniony w drugiej połowie. Wściekły kopnął nawet w sprzęt leżący przy ławce rezerwowych. - Akurat jego piłka bardziej niż Łuczaka szuka w polu karnym. Wiosną ma pecha, bo mógł strzelić już 3-4 gole. Z Koroną, ze Śląskiem, czy w Gliwicach... Brakowało naprawdę niewiele. Wtedy jednak Górnik grał bliżej bramki rywala, miał wiele dośrodkowań, atakował... Bartek ma słabą motorykę, więc szybkością i startem do piłki nigdy rywala nie pokona. Ale ustawieniem, techniką strzału i doświadczeniem – jak najbardziej. W Gdańsku był skazany na niepowodzenie – przekonuje Bonk.

Za to w drugiej linii...
W odwodzie jest wspomniany Szymon Skrzypczak. Jego gol dał Górnikowi remis z Koroną, ale w kolejnych meczach w pierwszym składzie już nie wychodził. To dziś zawodnik trzeciego wyboru. Kto w takim razie będzie 6 kwietnia straszył w derbach Ruch? Pierwszym wyborem raczej ponownie będzie Łuczak. Większa będzie jednak rywalizacja wśród ofensywnych graczy drugiej linii, gdzie do rywalizacji o miejsce na boisko włączył się zdrowy już Armin Cerimagić, a są jeszcze Łukasz Madej, Robert Jeż, Roman Gergel, Rafał Kurzawa i wspomniany Iwan! Czy to zrekompensuje brak klasycznej 9? Jedno jest pewne. Ruch na tej pozycji ma - przynajmniej na papierze – potencjał nieporównywalnie większy. Grzegorz Kuświk, Michał Efir, Eduards Visnakovs... - Ok, ale to my z naszymi piłkarzami mamy na koncie osiem punktów więcej. I więcej strzelonych goli. Mamy zaufanie do drużyny, przecież nikt nie zdobył od nas więcej bramek w tym roku. Jeżeli zagramy pewnie w obronie, to o ofensywę mimo wszystko jestem spokojny – kończy trener Dankowski.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2021 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera]