Forum
 

Dominik Sadzawicki: Wymagam od siebie więcej

Sezon 2013/14 dla Dominika Sadzawickiego nie był udany w I-ligowych Katowicach. Ale latem sięgnął po niego Górnik. I kibic GieKSy zawojował Zabrze.
» Nigdy nie krył się pan z tym, że jako kilkunastoletni chłopak jeździł pan na mecze GKS-u Katowice z "grupą sławkowsko-olkuską". Po pańskiej przeprowadzce na Roosevelta, grupa też przeniosła się do Zabrza?
Dominik Sadzawicki: - Nie! Koledzy - kolegami, ale będąc kibicem, nie zmienia się klubu! Mimo sympatii łączącej fanów obu drużyn, dla mojej ekipy zawsze Bukowa będzie wyborem numer 1. Choć czasami widuję znajome twarze na... meczach wyjazdowych Górnika; kibice GieKSy mają przecież swój udział w tych wyprawach zabrzan. Wiem, że chłopaki z mojej grupy byli na przykład w Poznaniu.

» A panu udało się jesienią zajrzeć czasem na Bukową?
- Zazwyczaj trudno dopasować terminy. Mecze ligowe Górnika, przedmeczowe zgrupowania... Ale gdy tylko mogę, to się na spotkaniach GieKSy pojawiam. Bodaj na czterech byłem. Zawsze fajnie spotkać znajomych z wspólnej szatni.

» Nie mieli żalu, kiedy ich pan latem zostawił?
- Przecież zmiana klubu to normalna rzecz, wpisana w piłkarską przygodę. Tym bardziej oczywista, kiedy przychodzi oferta z wyższej ligi. Nie powiem; trochę żartów, a nawet "szydery" było; zwłaszcza w samochodzie, w drodze z Olkusza do Katowic - bo przecież dojeżdżałem na Bukową m.in. ze Sławkiem Dudą i Adrianem Jurkowskim. Ale głównie dlatego, że moja przeprowadzka po prostu przyszła z zaskoczenia.

» Szczęka im opadła?
- Najbardziej opadła... mnie. Przecież po całkiem udanej wiośnie 2013 roku, kiedy grałem regularnie u trenera Góraka, kolejny sezon był dla mnie nieudany. Trener Moskal na mnie nie stawiał - i to bez informacji, dlaczego zostałem odstawiony. Moje nadzieje - rozbudzone sygnałami od menedżera, że coś się wokół mnie zaczyna dziać, że jest mną zainteresowanie w lidze - de facto runęły. Nie było łatwo; na szczęście wspomniany menedżer mocno mnie wspierał.

» Bartłomiej Bolek?
- Tak, ale też współpracujący z nim Daniel Chylaszek i Bartek Chwalibogowski. Strasznie ważną rolę wtedy odegrali. Zawsze powtarzają, że jeśli coś jest nie tak, jeśli zawodnik nie gra, przyczyny powinien szukać w sobie, a nie w każdym dookoła. To ty jesteś problemem, nie twój trener - powtarza swym zawodnikom Bartek Bolek.

» Brutalne!
- Ale zwykle prawdziwe. Wśród polskich piłkarzy popularne jest narzekanie na wszystkich i bagatelizowanie własnej roli w kłopotach. A ja posłuchałem opinii mojego otoczenia i doszedłem do wniosku, że jest w tym racja. Po debiutanckiej rundzie w GieKSie zbyt szybko uznałem, że teraz może być już tylko dobrze. I - mam wrażenie - później nie dawałem z siebie stu procent. Może trener Moskal wyczuł ten mój brak determinacji? Na to wszystko nałożyła się dobra forma Alana Czerwińskiego i w efekcie wylądowałem na ławce. Prawie na cały sezon, z wyjątkiem kilku ostatnich meczów, wiosną 2014 roku.

» Traf chciał, że to właśnie na nie zajrzeli ludzie z Górnika...
- Tak naprawdę przyjechali na spotkanie z GKS-em Tychy (3:3 - dop. red.) oglądać właśnie Alana. Zagraliśmy jednak obaj - on na prawej pomocy, ja na prawej obronie. No i wpadłem im w oko. Tyle że kompletnie o tym nie wiedziałem. Bartek nie uprzedza swych zawodników o zainteresowaniu jakiegoś klubu do momentu, w którym nie pojawia się z tamtej strony konkretna oferta. Byłem autentycznie zaskoczony, kiedy pojechałem - towarzysko! - do Zabrza na mecz, w którym żegnano Pawła Olkowskiego i Prejuce Nakoulmę. Któryś z trenerów grup młodzieżowych zagadnął mnie: To co, przymierzasz się do Górnika?, a ja... zgłupiałem! Dopiero wtedy dopytałem mojego menedżera i okazało się, że rzeczywiście jest temat.

» Swoją drogą nie był to pierwszy flirt z Górnikiem, prawda?
- Jeszcze w czasach gry w Gwarku dostałem kiedyś w nagrodę za dobre sprawowanie dwa tygodnie treningów z pierwszym zespołem Górnika. Ja i paru kolegów. Ale wtedy nie robiliśmy sobie nadziei; wiedzieliśmy, że to jeszcze nie ten moment. Odstawaliśmy i fizycznie, i umiejętnościami. Mnie na przykład trudno było wyobrazić sobie siebie rywalizującego ze wspomnianym Olkowskim.

» Tymczasem dziś idzie pan jego tropem: GKS, teraz Górnik. Będzie i Bundesliga?
- Nie myślę o tym, co będzie za 2-3 lata - a przecież tyle zabrał Pawłowi przeskok z Zabrza do ligi niemieckiej. Piłkarsko żyję z dnia na dzień. I pracuję, świadomy swoich braków.

» Przekonanie teraz będzie już tylko dobrze - jak kiedyś w GKS-ie - już panu nie grozi?
- Człowiek uczy się na błędach. Wtedy się zachłysnąłem za bardzo. Ale kiedy przy podsumowaniu jesieni 2013 w gronie ludzi z agencji menedżerskiej usłyszałem: Masz pół roku w plecy, postanowiłem sobie, że już więcej powtórki tych słów nie będzie. Dlatego dziś - patrząc na jesień 2014 w Górniku - mówię sobie: "Nie było szału". Bo teraz wymagam od siebie więcej. Do osiągnięcia tego zaś potrzeba dużo więcej, niż tylko dwóch godzin dziennie na treningu. Potrzeba indywidualnej pracy nad własnymi niedoskonałościami.

» Czyli?
- Techniką użytkową i szybkością - dwoma kluczowymi cechami w dzisiejszym futbolu.

» Jak można nad nimi pracować?
- Nad techniką? A choćby poprzez siatkonogę, z kilkoma chłopakami, po treningu. A nad szybkością? Poprzez poprawę techniki biegu. Są specjaliści w tej dziedzinie. Do jednego z nich - który współpracował w tym zakresie z Kubą Błaszczykowskim i Łukaszem Piszczkiem - się wybieram.

» Praca - pracą, ale szczęście jest nieodzowne. Skauci Górnika przyjechali akurat na te mecze, w których pan zagrał. A w Zabrzu "pomógł" panu niefart Ołeksandra Szeweluchina...
- To prawda. Ale szczęściu trzeba pomóc. Kiedy Szewa doznał kontuzji w pierwszych minutach meczu z Cracovią, a trener rzucił mi hasło "Wchodzisz", tylko przez sekundę zrobiłem wielkie oczy: przecież po mojej lewej i prawej stronie siedzieli doświadczeni ligowcy, a alternatyw było wiele. Ale nie miałem czasu tego roztrząsać ani zastanawiać się nad własnymi obawami wewnętrznymi. Trzeba było wejść i zagrać najlepiej, jak się umie.

» Wygraliście, nie straciliście gola; kiedy opadł bitewny kurz, przyszła euforia?
- Nie. Ani ten, ani żaden następny występ nie należał do kategorii "Łał!". Robiłem, co do mnie należało, ale nic ponadto.

» Tydzień po debiucie czekał pan z niepokojem na ogłoszenie podstawowego składu na kolejne spotkanie?
- Niespecjalnie. O ile przed meczem z Cracovią trudno mi było uwierzyć, że mogę być zawodnikiem wyjściowej jedenastki, o tyle po nim pomyślałem sobie: "Skoro trener nie bał się pchnąć mnie na boisko, czemu ja mam się bać, czy podołam kolejnym wyzwaniom?". Więc czekałem spokojnie.

» Po 0:5 z Wisłą stracił pan jednak miejsce w jedenastce.
- Po takim blamażu trener wręcz powinien dać szansę paru tym, co wcześniej siedzieli na ławce. Ale nie obleciał mnie strach, że wrócę na ławę na dłużej. Raczej poczułem większą motywację do pracy.

» Swoją drogą chyba ani ta ekstraklasa nie taka straszna, jak ją malują, ani też gra trójką środkowych obrońców nie jest specjalnie skomplikowana. Pan nauczył się jej...
- ... w miesiąc? W każdym razie tyle trenowałem z Górnikiem, nim w praktyce zastosowaliśmy ten system w lidze. Bo też od gry czwórką w linii różni się tylko tym, iż trzeba szybciej przesuwać się całą formacją.

» No i jeszcze rzadziej biega się do przodu. A pan - jak pamiętam - będąc bocznym obrońcą, biegał do przodu chętnie...
- To prawda, bo każdy lubi strzelać bramki (śmiech). W sparingach przed ligą przychodziły mi do głowy myśli: "idź na obieg". Ale trener z miejsca je stopował. Jednak ta trójka stoperów raczej powinna się trzymać własnej połowy....

» Taktyka to jedna nowość w Górniku w stosunku do pańskiej przeszłości w GKS-ie. Druga - to pewnie rzeczywistość, o której informują media. Ta finansowa oczywiście. Da się żyć?
- Gdybym przychodził do Zabrza z Legii czy Zagłębia Lubin, pewnie mógłbym być przerażony. Ale przychodziłem z GieKSy, w której też się nie przelewało. Też były w Katowicach zaległości, choć nie na skalę, o której "się słyszy" w Górniku. Ja tu jestem dopiero nieco ponad pół roku, więc mnie ten problem aż tak bardzo jeszcze nie dotknął; choć oczywiście poślizgi w wypłatach denerwują.

» Czy Górnik byłby dziś - dajmy na to - trzeci, a nie szósty, gdyby było "normalnie"?
- Nie można przeliczać kłopotów finansowych na punkty. Może to oklepane zdanie, ale kiedy wychodzimy na boisko, naprawdę zapominamy o tym, co złego dzieje się wokół nas. Oczywiście mogliśmy po jesieni mieć parę punktów więcej, ale tylko względy czysto sportowe spowodowały, że ich nie mamy. Jednak nie narzekajmy; byliśmy chyba jedną z niespodzianek jesieni. Gdyby finanse klubu dorównywały jesiennej grze drużyny, to... mielibyśmy dziś kilka wypłat więcej na kontach (śmiech).

» Ma pan za sobą pierwszą zimę z klubem ekstraklasowym, pierwsze zgrupowanie zagraniczne, znacznie krótszy okres przygotowawczy niż w I lidze. Wrażenia?
- Pozytywne. Ośmiotygodniowe przygotowania - bo tyle trwają w I lidze - są naprawdę męczące mentalnie dla zawodników. Nawet te pięciotygodniowe w ekstraklasie to też pewne wyzwanie. Chciałbym - jak na Zachodzie - grać już w drugiej połowie stycznia! Dajcie nam za to nieco więcej wolnych chwil latem po sezonie. Niech to nie będzie 10 wolnych dni...

» Z innej beczki na koniec; ucieszył się pan, że finały młodzieżowych mistrzostw Europy w 2017 roku będą w Polsce?
- Ucieszyłem się, bo to dobra promocja dla kraju.

» A indywidualnie?
- A ja wiem, co będzie za dwa lata? Nie wiem, czy rozwinę się na tyle, by wtedy jeszcze zasługiwać na miejsce w tej reprezentacji. Na razie trener Dorna mnie w niej widzi - i fajnie. Ale pewni miejsca w finałach MME - o ile zdrowie im nie nawali - mogą być dziś Tomek Kędziora czy Piotrek Zieliński. Ja muszę na to pracować każdego dnia w ciągu tych najbliższych dwóch lat.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online