Forum
 

Pavels Steinbors, człowiek w masce

Pavels Šteinbors na koncie ma grę w Anglii i w Republice Południowej Afryki. Teraz jest jednym z liderów dobrze prezentującego się na początku sezonu Górnika.
Bramkarz z Łotwy ma bardzo ciekawą karierę. Zaczynał w Akademii Piłkarskiej Skonto Ryga. Wypromował się w FK Jurmala (obecnie Daugava Ryga). Bronił tam na tyle dobrze, że zaczęły się nim interesować zagraniczne kluby. Był na testach w FC Augsburg, a potem wylądował w angielskim Blackpool na zapleczu Premier League. 

Miał być obrońcą

- Mój ojciec był hokeistą. To zresztą sport numer jeden w moim kraju. Potem jest koszykówka i następnie piłka nożna. Ja od razu zacząłem od futbolu. Miałem być obrońcą, ale kiedyś stanąłem w bramce i tak się zaczęło - opowiada.
Treningi w Skonto Ryga, a raczej w Akademii Piłkarskiej tego klubu, rozpoczął w wieku 10 lat. Szybko okazało się, że ma spory talent. Już jako nastoletni junior podpisał profesjonalny kontrakt ze Skonto. Na występy w pierwszym zespole nie miał jednak szans i wypożyczony został do innego łotewskiego zespołu, FK Jurmala.
- Miałem osiemnaście lat. Szybko zadebiutowałem w lidze - podkreśla. W końcu obiecującym bramkarzem zainteresowali się za granicą. Był na testach w grającym wtedy w 2. Bundeslidze FC Augsburg. Potem pojechał na Wyspy Brytyjskie.
- Właścicielem angielskiego Blackpool był biznesmen z mojego kraju. Klub grał w Championship i zaproszono mnie na sprawdziany. Wypadły na tyle pomyślnie, że zostałem do klubu z Anglii wypożyczony na pół roku. Siedziałem jednak na ławce, bo pierwszym bramkarzem był Amerykanin Paul Rachubka, który wcześniej trenował i trochę też grał w Manchesterze United. Ja występowałem w rezerwach. Po sezonie miałem tam zostać na dłużej, ale ostatecznie kluby nie porozumiały się co do transferu i wróciłem do domu - wspomina Steinbors.
Tym razem wylądował w Metalurgsie Lipawa. - Do Metalurgsa przychodziłem jako bramkarz numer 1. Zmienił się jednak trener, no i zmieniła się moja pozycja w zespole. Musiałem ustąpić miejsca Viktorsovi Spole - opowiada. W końcu jednak dostał swoją szansę. W 2011 należał już do najlepszych w lidze.

Oferta z Czarnego Lądu

Latem 2012 roku nadarzyła się okazja do niecodziennego wyjazdu i kontraktu. - Na Łotwie rzadko zdarza się, żeby zawitał jakiś skaut czy menedżer. Okazało się jednak, że spotkania u nas ogląda jeden z Turków. Zapytał mnie, czy nie byłbym zainteresowany grą w lidze w RPA. Trenerem w jednym z tamtejszych klubów był Muhsin Ertugral, który akurat szukał bramkarza. Potem szkoleniowiec zadzwonił do mnie i zapowiedział przyjazd na Łotwę. Początkowo nie dawałem wiary tym słowom, bo gdzie Łotwa, a gdzie Republika Południowej Afryki. A jednak trener z Turcji przyleciał! Obejrzał mnie w dwóch meczach i szybko ustaliliśmy szczegóły kontraktu. Chodziło o klub Golden Arrows z Durbanu - opowiada Steinbors.
Oprócz niego w długą podróż udał się jeszcze jeden z piłkarzy Metalurgsa - obrońca Ritus Krjauklis. Łotysze lecieli z Rygi do Stambułu. Stamtąd do Johannesburga, a następnie do głównego miasta prowincji Kwa Zulu-Natal, Durbanu.
- Z żoną Dianą zamieszkaliśmy w apartamencie z widokiem na Ocean Indyjski w dzielnicy o nazwie Umhlanga. Wspaniałe miejsce. Ledwie pięć minut od centrum treningowego. Żona do dziś tęskni za tym miejscem. Było tam rzeczywiście wspaniale - podkreśla.

Tajemnicze zwyczaje

Na początku Steinbors był szczęśliwy z pobytu w Durbanie i grze dla Golden Arrows. - Pierwszy szkoleniowiec z Turcji, trener bramkarzy z Niemiec, w sztabie był też wielokrotny reprezentant RPA, Shaun Bartlett. Ważniejsze mecze, z Kaizer Chiefs czy Orlando Pirates, rozgrywaliśmy na stadionie Moses Mabhida, arenie mundialu w 2010 roku. Z kolei mniej ważne na kilkunastotysięcznym obiekcie Zwelithini Stadium. Tam było też nasze centrum treningowe. Na nieszczęście po kilku miesiącach pobytu zwolniono trenera Ertugrala, a jego miejsce zajął miejscowy szkoleniowiec. Wtedy wszystko się posypało. Brak dyscypliny, każdy robił, co chciał. Klubem zarządza kobieta, pani Mato Madlala. Kierownikiem zespołu była jej córka. To już nie było to, co na początku. W mojej głowie też wszystko siadło. Po roku miałem dosyć. Poprosiłem o możliwość wcześniejszego rozwiązania umowy, na co mój pracodawca się zgodził - opowiada.
W RPA Steinbors swoje przeżył. - Przed meczem w szatni odbywały się chóralne śpiewy i wojownicze tańce. Durban to przecież królestwo wojowniczego ludu Zulusów - podkreśla. To nie wszystko. Doświadczył też tego, z czym kibicom w Europie kojarzy się afrykański futbol, chodzi o czary. - Przed meczem jeden z piłkarzy zabierał z szatni butelkę wypełnioną wodą czy jakimś płynem. Do dziś nie wiem, co to dokładnie było. Butelka była kładziona w bramce za moimi plecami. Mówiono mi, że ma to nas uchronić przed stratą gola - opowiada z uśmiechem bramkarz z Łotwy.

Telefony od Tkocza

- Jak trafiłem do Górnika? W lipcu 2012 roku, akurat w dniu, w którym wylatywałem do RPA, zadzwonił do mnie trener Jarosław Tkocz. Nie wiem, skąd miał numer. Zapytał, czy nie byłbym zainteresowany przyjazdem na testy do Górnika. Nie było to możliwe, bo przecież już miałem umowę z Golden Arrows. Rok później trener Tkocz zadzwonił jednak ponownie. Przyjechałem na zgrupowanie do Zakopanego, a po tygodniu trener Nawałka zdecydował, żeby podpisać ze mną kontrakt.
Z Górnikiem związał się dwuletnią umową. W lutym doznał bardzo poważnej kontuzji. W ligowym meczu z Legią zderzył się z Antonim Łukasiewiczem i złamał kość jarzmową. Obrońca Górnika był potem pierwszy, który odwiedził Steinborsa w szpitalu. Łotysz przeszedł skomplikowaną operację. Do dziś nad lewym okiem ma cztery metalowe płytki. Z tej przyczyny gra w charakterystycznej masce ochronnej.
- Po maskę pojechałem do Koeln. Tam zrobiono mi ją na wymiar. Lekarz powiedział, że dla bezpieczeństwa lepiej, żebym w niej grał. Latem poczułem się już jednak na tyle pewnie, że w sparingach grałem bez niej. Kiedy żona, która akurat była w domu w Rydze, o tym się dowiedziała, to zadzwoniła i zrobiła mi taką tyradę, że zacząłem ją zakładać z powrotem - mówi bramkarz Górnika.

Czas na kadrę

W Zabrzu, razem z innymi graczami, Steinbors doświadcza teraz ogromnych kłopotów finansowych śląskiego klubu.
- W Golden Arrows pod tym względem nie było dnia zwłoki. Wszystko było regulowane na czas, Co do Górnika, to sytuacja jest trudna, ale ja koncentruję się na grze i treningu - podkreśla.
Na Górnym Śląsku mieszka w Gliwicach razem z żoną Dianą i dwójką synów: 4-letnim Marianem i dziewięciomiesięcznym Davidem. Czują się tutaj bardzo dobrze.
- Wcześniej grałem w klubach, które zawsze były położone nad morzem. Górnik jest wyjątkiem - śmieje się.
Jego celem jest teraz reprezentacja Łotwy. W maju został już powołany do kadry swojego kraju na turniej Baltic Cup, który Łotysze zresztą wygrali. - Na razie siedziałem na ławce, ale mam nadzieję, że przyszłość przede mną. Kolinko ma już 39 lat, a Vanins 34 - mówi. Być może wkrótce Steinbors, którego rodzina ma szwedzkie korzenie, zadebiutuje w narodowym zespole swojego kraju.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online