Forum
 

Augustyn: Wciąż mogę pograć na wysokim poziomie

Zanim przed rokiem trafił do Górnika Zabrze, grał przeciwko piłkarzom klasy światowej. Jako obrońca włoskiej Catanii pilnował chociażby Antonio Cassano i... Zlatana Ibrahimovicia, którego koszulkę zostawił sobie na pamiątkę. – Pracowałem z Diego Simeone. Nie zjednał sobie naszej szatni – mówi Błażej Augustyn w obszernej rozmowie ze sport.tvp.pl. 

Dziennikarze mówią o panu prawie zgodnie – facet jest szalony.
Błażej Augustyn, obrońca Górnika: - Może kiedyś miałem za długi język. Teraz dużo się zmieniło i już wielu mnie za niego nie pociągnie. Zawsze wychodziłem z założenia, że będę mówił co mi się podoba. Komuś to nie pasuje? Może nie czytać wywiadów ze mną, ani na mnie nie patrzeć.

Odważne podejście. Niektórym może się nie podobać.
– Uważam się za piłkarza z charakterem. Jeśli bym go nie miał, to już nie grałbym. Po tym, co przeszedłem, mogłem się nie podnieść. Znam wielu, którzy będąc w podobnej sytuacji przestawali grać, albo kopali już tylko dla zabawy. Bywało, że przez kontuzje miałem stany depresyjne, ale teraz mam się doskonale. Nie bez powodu w Catanii miałem ksywkę Ivan Drago (jeden z przeciwników Rocky"ego Balboy – red.), a w Górniku wołają na mnie He-Man.

W pierwszym wywiadzie po przejściu do Górnika przeczytałem, że plany zostały pokrzyżowane, ale mimo wszystko jest pan szczęśliwy. Paradoks.
– Byłoby dziwne, gdybym się cieszył. Nigdy w życiu nie zakładałem, że wrócę do Polski tak szybko. Nie zagrałem we Włoszech wielu meczów, ale... przez kontuzje. Ci, którzy otarli się o wielką piłkę, zdają sobie sprawę z wyrzeczeń i wiedzą od kogo musisz być lepszy, żeby tam zagrać.

Ważna jest aklimatyzacja, a ta przeszła chyba bez problemu.
– Nie do końca tak było. Na początku miałem problemy z językiem. Kiedy grałem w Boltonie używałem przez dwa lata angielskiego. Chodziłem do angielskiej szkoły, brałem prywatne lekcje. Trudno było się przestawić. We Włoszech nie przywiązują wagi do języków obcych. W Rimini, dokąd wypożyczyła mnie Legia, jedynym mówiącym po angielsku był trzeci bramkarz.

I dał się pan przekonać?
– Myślę, że każdy młody, ambitny chłopak zrobiłby to samo. Nie jestem z tych, którzy kiedykolwiek dawali sobie w kaszę dmuchać. Wiadomo. Żarty, żartami, ale wiem kiedy muszę być poważny. Starszyzna zawsze traktowała mnie z szacunkiem. Nigdy się nie wywyższałem i ciężko pracowałem. Trener to docenił i zadebiutowałem już w pierwszej kolejce. Niestety, skończyłem mecz z czerwoną kartką.

No właśnie, co się stało? Presja?
– Nie spodziewałem się, że najbardziej doświadczeni zawodnicy tak łatwo mogą wymusić na arbitrze żółtą kartkę. Chyba mają względy u sędziów. Piłkarze najwyższej klasy są tam nietykalni. Nie można ich dotknąć, bo zaraz leżą i płaczą.

Mecz przeciwko Milanowi ze Zlatanem Ibrahimoviciem. Wyjątkowe przeżycie?
– Trochę tak, ale nie podniecałem się. Wyszedłem jak zwykle, skoncentrowany. Na boisku mieliśmy kilka spięć, podczas których wymieniliśmy kilka brzydkich słów i groźne spojrzenia. W tunelu do niego podszedłem. Na spokojnie, przybiliśmy piątkę i wymieniliśmy koszulki. Mam fajną pamiątkę.

Przez kilka miesięcy trenerem Catanii był Diego Simeone. Pamięta pan swoją opinię o nim sprzed kilku lat?
– Powiedziałem, że jest słaby...

Tacy trenerzy nie zdobywają mistrzostwa Hiszpanii i nie docierają do finału Ligi Mistrzów.
– Przyznam, że to było głupie. Tak to jest, jak rozmawiasz z dziennikarzami na luzie, a oni potem wyłapują słowa. Może wyraziłem się wtedy z przesadą, ale mam prawo myśleć o nim to, co mi się podoba. U Simeone zagrałem kilka kolejek, nie we wszystkim mi odpowiadał.

Nie zjednał sobie szatni?
– Nie tylko ja miałem takie zdanie. Nie wymyśliłem sobie tego. Pomiędzy nim, a piłkarzami dochodziło do wielu zgrzytów. Ja nie miałem z nim żadnych spięć, ale pozostali i owszem. W Catanii było wielu jego rodaków, którzy także za nim nie przepadali. Został zwolniony, raczej nie przez przypadek.

Przed Włochami był nieudany epizod w Legii. Największe rozczarowanie w karierze?
– Nie ukrywam, że wiązałem z tym klubem naprawdę wielkie nadzieje. Dla Legii zrezygnowałem z kontraktu w Boltonie Wanderers, a nowy trener, Sammy Lee, przekonywał mnie, żebym został. Odmówiłem, bo byłem napalony na Łazienkowską. Dyrektor Mirosław Trzeciak przyjeżdżał do Anglii, namawiał żebym spróbował, a potem... żałował, że mnie sprowadził.

Skończyło się zesłaniem do Młodej Ekstraklasy...
– Tak, byłem wtedy załamany. Zagrałem kilka meczów. Może nie grałem wybitnie, ale na pewno nie tak słabo, jak pisali o tym dziennikarze. Byłem chłopakiem, potrzebowałem czasu, a w Legii chcieli wszystko "na już". Potem chciałem im udowodnić, że jestem lepszy niż myśleli.

A może trzeba mieć pretensje przede wszystkim do siebie? Nie za dużo było imprez?
– Nie mówię, że imprezowałem codziennie, ale zdarzało się. Byłem szczeniakiem. Zarabiałem więcej niż rówieśnicy. Ciągnęło, żeby gdzieś się zabawić, kogoś poznać, czegoś spróbować. Przyznam też, że byłem ciężkim chłopakiem i często trudno było do mnie dotrzeć. Na treningach zawsze dawałem z siebie maksimum. Ktoś kiedyś powiedział, że Augustyna w Legii przekreśliła ambicja i miał rację. Zawsze chciałem być najlepszy. Za granicą taka cecha jest pozytywna, a w Warszawie niekoniecznie.

Po jednej z najlepszych lig świata - Górnik Zabrze. To tylko przystanek?
– W pewnym sensie tak. Nie jestem już najmłodszy, ale wciąż mogę pograć na wysokim poziomie. Liczę na to, że będę spisywał się tu dobrze, albo nawet bardzo dobrze. Kiedyś pytało o mnie wiele klubów. Byłem w formie, snułem plany, ale na przeszkodzie stanęły kontuzje. Wiem, gdzie mógłbym dojść, ale wciąż mam ambicje, marzenia. Chciałbym zarabiać większe pieniądze. Od nich w końcu zależy moja przyszłość...

źródło: sport.tvp.pl



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online