Forum
 

Brakujące ogniwo Górnika

W latach 80. Robert Warzycha był jednym z liderów Wielkiego Górnika. Teraz będzie odbudowywał pozycję śląskiego klubu.
To był polski dream team. Stworzony przez Huberta Kostkę w połowie lat 80. i prowadzony później również przez Antoniego Piechniczka i Marcina Bochynka zespół w naszej lidze nie miał sobie równych. Seryjnie zdobywał mistrzowskie tytuły, dobijał się, choć bez efektów, do Europy. Do drużyny, która trzy razy z rzędu wygrała ligę, dołączył w 1987 roku Robert Warzycha. Twardy, imponujący sprawnością fizyczną chłopak z Siemkowic, który poprzednie półtora roku spędził w Górniku Wałbrzych, dla zabrzan był brakującym ogniwem, którego bardzo potrzebowali.
Górnik miał świetną drugą linię. Z lewej strony Jan Urban, w środku Waldemar Matysik z Ryszardem Komornickim, z prawej Marek Majka. – W lidze czuliśmy się bardzo mocni, wiedzieliśmy, że nikt nam nie podskoczy. Każdy z nas miał motywację, bo marzył o wyjeździe za granicę, choć w Polsce też nie żyło się wtedy piłkarzom źle. Te wszystkie przywileje, etaty w kopalni, talony, sklepy górnicze – wylicza Urban.

Szlachta na zagrodzie...
W 1987 roku jeszcze nikt nie miał stuprocentowej pewności, że za chwilę w gospodarce ostatecznie zawali się system nakazowo-rozdzielczy. W Górniku panem na włościach był Jan Szlachta, prominentny przedstawiciel władzy ludowej, który był wówczas ministrem górnictwa i energetyki. To on organizował życie klubu i znajdował środki na spełnianie transferowych zachcianek trenerów. Latem 1987 roku – po zdobyciu mistrzostwa Polski – z klubem rozstał się Piechniczek, było też zielone światło na odejście ważnego piłkarza – Matysika, uczestnika dwóch mundiali. Trzeba było te dziury błyskawicznie załatać.
Najpierw Szlachta zatrudnił trenera Marcina Bochynka, którego wszyscy chwalili za odważne promowanie młodzieży w Górniku Knurów. Zabrzański boss chciał mu zrekompensować utratę Matysika. – Do drugiej linii chciałem Roberta Warzychę, który świetnie radził sobie w Wałbrzychu i wcześniej w kadrze Warzycha oczywiście nie mógł zastąpić Matysika w skali 1 do 1, bo grał na prawym skrzydle, ale akurat to miało drugorzędne znaczenie. Chciałem mieć zawodnika, który myśli na boisku, walczy za dwóch i umie zawzięcie biegać od linii do linii – wspomina Bochynek.
Podczas spotkania trenera z szefem klimat zrobił się jak w bajce o rybaku i złotej rybce, więc rozochocony szkoleniowiec poprosił dodatkowo o Janusza Górę ze Śląska Wrocław, bo zależało mu też na wzmocnieniu boków obrony, jednak okazało się, że imperium Górnika nie było już tak potężne, jak jeszcze kilka lat wcześniej, kiedy na życzenie Huberta Kostki do Zabrza za ciężkie pieniądze sprowadzono Urbana i Andrzeja Iwana. – Pan Szlachta zaprosił mnie do siebie i mówi: panie trenerze, wiem, jakie drużyna ma potrzeby, ale sytuację mamy taką, że muszę postawić sprawę jasno. Proszę wybierać: ale Góra, albo Warzycha. Wybrałem Roberta – opowiada Bochynek.

Lekkoatleta
Wyciągnięcie Warzychy z Wałbrzycha wcale nie było łatwe. Żaden inny klub nie byłby w stanie tego dokonać bez spełnienia śmiałych żądań finansowych Dolnoślązaków. Warzycha jako pracownik wałbrzyskiej kopalni był chroniony przed powołaniem do wojska, na jego przełożonych wrażenia nie robiły żadne perswazje i nakazy. Z wyjątkiem perswazji i nakazów Jana Szlachty. W końcu był resortowym ministrem, a więc dla wałbrzyskich prezesów – szefem wszystkich szefów. Mimo to sprawa się ciągnęła. Warzycha nie mógł grał od razu, uciekł mu początek sezonu, bo urabianie działaczy z Wałbrzycha musiało jednak potrwać.
– Jasne było, że Robert na prawym skrzydle docelowo może zastąpić Majkę, choć dla mnie Marek to jeden z najbardziej niedocenianych piłkarzy w tamtych czasach. Miał pecha, bo nie dostawał powołań do reprezentacji Polski w przeciwieństwie do praktycznie wszystkich pomocników i napastników Górnika. To od razu stawiało go na niższej pozycji w oczach dziennikarzy, ale nie w naszych – zapewnia Urban. – Nie traktowałem Roberta jak rywala, bo szybko się przekonałem, że to wzmocnienie drużyny. I trener nie skreślił mnie jako skrajnego pomocnika. Nikt nie miał patentu na granie – tłumaczy Majka, który po roku przeniósł się do SC Freiburg.
Warzycha musiał więc udowodnić, że na grę zasługuje. Nie tylko mediom i kibicom, nie tylko trenerowi i ministrowi Szlachcie, ale przede wszystkim nowym kolegom z szatni. Nie miał z tym problemu. Solidnie trenował, dbał o siebie również poza boiskiem, co przecież nie musiało być oczywiste, zważywszy że w Górniku grał wtedy znany z rozrywkowego trybu życia Iwan. – Gdyby Robert był lekkoduchem, nie miałby takiej wydolności i siły, więc nigdy nie zaistniałby w tak wymagającej lidze jak Premiership – twierdzi Bochynek. – Ależ ten chłop miał zdrowie do biegania! – mówi Piotr Rzepka, który do Górnika trafił rok później. – Zanim zaczął grać w piłkę, trenował lekkoatletykę i to było widać. Niemal w każdym meczu potrafił zdominować prawe skrzydło, zasuwał aż miło – dodaje.

Pokonał Napoleona
Okazało się, że Bochynek potrafił ustawiać na skrzydle i Majkę, i Warzychę. Tak było w meczu z ŁKS, wówczas rewelacją rozgrywek, który w tabeli zajmował drugie miejsce, tuż za zabrzanami. – Trener Leszek Jezierski odgrażał się, że pokaże wszystkim, jak się wygrywa na stadionie lidera. Zabrzmiało niepokojąco, bo Napoleon nie lubił się bezpodstawnie odgrażać. Chwilę później dostałem jednak sygnał, że nie zagra Jacek Ziober, świetny lewoskrzydłowy. To był nas klucz do sukcesu – opowiada Bochynek, ujawniając tajniki strategii: – Myślę sobie: uderzymy prawą stroną, bo tam ŁKS miał słaby punkt, skoro brakowało najlepszego piłkarza. W związku z tym zaryzykowałem grę trójką obrońców, by wzmocnić ofensywę. Aby to było możliwe, na prawą obronę potrzebowałem bardzo mocnego i wytrzymałego zawodnika. To mógł być tylko Robert. A przed nim ustawiłem Majkę. Jak oni pięknie współpracowali! I jak mecz pięknie się układał! Robert strzelił gola, wygraliśmy 4:0, tak zupełnie na luzie, jakby bez wysiłku. To był nokaut – nawet dzisiaj na wspomnienie tamtego spotkania ożywia się były szkoleniowiec Górnika. Podobno Jezierski był w szoku. – Po meczu podszedł do mnie i, naśladując śląską gwarę, zapytał: Pierunie, cóżeś ty zrobił, jakżeś drużynę dzisiaj ustawił? W jego ustach to był największy komplement, jaki mogłem usłyszeć – chwali się doświadczony trener. – Chcieli z nami wygrać, a mówiąc delikatnie zostali rozjechani właśnie przez tę naszą prawą stroną – śmieje się Majka.

Postraszyli Beenhakkera
Górnik z Warzychą w składzie obronił tytuł. Nad drugim w tabeli GKS Katowice miał aż 11 punktów przewagi. Zaczynał się kolejny sezon, w którym Szlachcie marzył się podbój Europy. W walce o ćwierćfinał Puchary Mistrzów na drodze Polaków stanął wielki Real Madryt – z Sanchisem, Schusterem, Vasquezem, Sanchezem, Butragueno. I z Leo Beenhakkerem na ławce. Na Stadion Śląski przyszło 55 tysięcy ludzi. Zabrzanie zagrali znakomicie, podjęli walkę i byli bliscy sukcesu. Skończyło się jednak typowo po polsku, czyli 0:1. Co z tego, że świetnie funkcjonowała druga linia, skoro w ataku wszystko marnował Krzysztof Baran. To już nie były te czasy, kiedy za strzelanie goli w Górniku odpowiadali Iwan czy Andrzej Pałasz.
Ale szansa na awans i tak była, bo w rewanżu na Santiago Bernabeu zabrzanie jeszcze na kwadrans przed końcem prowadzili 2:1! Górnik jednak nie przeskoczył gigantycznej przeszkody, przegrał 2:3. – W końcówce zabrakło nam sił, ale początkowo były minuty, że graliśmy piłką, a wielki Real za nami biegał. Rywale byli zdziwieni, ale my też. Mieliśmy naprawdę niesamowitą paczkę. Jednak nie oszukujmy się, to już był schyłek. Upadał PRL i kończył się wielki Górnik. Już nie zdobyliśmy kolejnego mistrzostwa, zresztą do dzisiaj nie udało się go Górnikowi zdobyć – przyznaje Rzepka.
Warzycha w Zabrzu grał jeszcze dwa lata – na jego oczach z drużyny do lepszej piłkarskiej Europy odchodziły kolejne gwiazdy – z Komornickim, Urbanem i Rzepką na czele. W końcu odszedł i Warzycha, szybko stając się cenionym piłkarzem Evertonu.

źródło: Przegląd Sportowy



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online