Forum
 

Sagi transferowe Prejuce'a Nakoulmy

Reprezentant Burkina Faso stał się obiektem kpin, tymczasem jest ofiarą zagmatwanego układu.
Prejuce Nakoulma był już sprzedawany do Chin, Turcji, Rosji i w inne mniej lub bardziej egzotyczne miejsca. Kolejni menedżerowie maczający palce w transferach skrzydłowego puszczali kontrolowane przecieki do mediów, zaprzeczali, potwierdzali, na końcu dementowali, by po chwili łakomym na newsy dziennikarzom szeptać w największej oczywiście tajemnicy nazwy kolejnych klubów. Teraz, w związku z fiaskiem negocjacji z Besiktasem Stambuł, na tapecie dość niespodziewanie pojawiła się Legia Warszawa.

Wygląda to trochę na działanie Legii w stylu inspirowanym przez Bayern Monachium. Nie tyle chodzi o wzmocnienie własnego zespołu – mistrzowie Polski na skrzydłach mają z pewnością najsilniejszą obsadę w ekstraklasie. Wprawdzie potrzebują napastnika, ale Nakoulma typową dziewiątką nie jest. Główny cel to wykrwawienie Górnika jednego z rywali w walce o tytuł. Prezes, a od niedawna także współwłaściciel Legii, zapewnia, że Burkińczyk jest jednym z zawodników, którego zaakceptował nowy trener Henning Berg. Z rozbrajającą szczerością przyznaje jednak, że jeszcze z piłkarzem o finansach nie rozmawiał.

Nakoulma stał się ostatnio niemal synonimem mało rozgarniętego piłkarza, niezdecydowanego „chłopka-roztropka”, który sam nie wie, czego chce. Taka łatka nie może dziwić. Latem 2012 roku przebywał na zgrupowaniu Tereka Grozny. Ustalił warunki indywidualnego kontraktu, działacze też się dogadali, ale w ostatniej chwili z transferu i tak nic nie wyszło. Ponoć rozmyślił się sam piłkarz. Teraz też nie udało się dopiąć przenosin do Besiktasu.

Jego agent Daniel Weber przekonuje, że chcieli go trener i dyrektor sportowy, ale veto postawili szefowie. Nic nie jest oczywiście wykluczone, ale nie brzmi to do końca wiarygodnie, by chciało go dwóch ludzi teoretycznie odpowiedzialnych za transfery, a transakcja mimo to nie doszła do skutku. W międzyczasie były jeszcze przecież Chiny, gdzie piłkarz mógł zarobić gigantyczne pieniądze, ustawiające go do końca życia – podobnie zresztą jak w Tereku – ale także wówczas nie zdecydował się na opuszczenie Zabrza.

Nie może więc dziwić, że kolejne doniesienia o transferze Nakoulmy kibice kwitują pobłażliwym uśmiechem i wzruszeniem ramion. „Wiadomo, że nic z tego nie wyjdzie, przecież ten facet nie wie czego chce”. Do tego dochodzi obraz piłkarza, który łamaną polszczyzną, szczerząc się w uśmiechu, mówi do kamery słynne zdanie, o tym, co zrobi z kogutem przyznawanym najlepszym zawodnikom Górnika po meczach. Kultowe już „będę go zjadł” jest w równej mierze znakiem rozpoznawczym Nakoulmy, jak jego wieczne niezdecydowanie przy kolejnych propozycjach transferowych.

źródło: Przegląd Sportowy



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2019 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online