Wiceprezydent Zabrza: Problem? Jest....

- Budżet klubu - w związku z budową stadionu - jest mocno ograniczony, więc kwota ponad czterech milionów stanowi jego spory procent. W tym wypadku jest to o tyle bolesne, że pieniądze praktycznie leżały na stole - zamieszanie wokół Prejuce'a Nakoulmy komentuje Krzysztof Lewandowski, wiceprezydent Zabrza.
Gmina Zabrze jest większościowym właścicielem spółki Górnik, więc musi być żywotnie zainteresowana przyszłością Prejuce'a Nakoulmy, który od poniedziałkowego wieczoru jest na zgrupowaniu zabrzan w Słowenii.  Piłkarz z Burkina Faso w niedzielę - kiedy jego transfer do Tereka Grozny wydawał się formalnością - zrezygnował ze złożenia podpisu pod umową z czeczeńskim klubem.

- Jest pan zaskoczony takim obrotem spraw? - zapytaliśmy Krzysztofa Lewandowskiego, wiceprezydenta Zabrza.
- Wszystko znam tylko z „drugiej ręki”, więc nie chciałbym wygłaszać jednoznacznych sądów. Zaskoczony jednak jestem. Wiem, że kluby były już dogadane, a skoro piłkarz pojechał kolejny raz do Austrii, by parafować umowę, to chyba miał też ustalone warunki kontraktu indywidualnego.

- Może Czeczeńcy zmienili reguły gry i ostatecznie zaoferowali mniej niż pierwotnie obiecali?
- Przy rozmowach nas nie było, ale wydaje mi się mało prawdopodobne, by Terek na coś się umówił, a potem w ciągu 48 godzin zmienił zdanie.

- Jest pan w stanie wytłumaczyć sobie decyzję Nakoulmy? Ponoć oferowano mu nieporównywalnie większe pieniądze od tych, jakie zarabia obecnie.
- Nigdy z nim osobiście nie rozmawiałem, więc nie wiem, co nim kierowało, ale myślę, że przyczyny mogą być dwojakie. Raz - może faktycznie panicznie obawia się wyjazdu na wschód, nawet jeżeli docierają do niego głosy piłkarzy tam grających, że warunki treningowe i baza są nieporównywalne - na korzyść - z tym, co widzimy w Polsce. Robi więc wszystko, by umowy nie podpisać. Dwa – może uznał, że rok w Zabrzu jeszcze wytrzyma i nawet jeśli zarobi tutaj dużo mniej, to za dwanaście miesięcy - będąc już „wolnym” zawodnikiem - dostanie dużą kwotę za samo podpisanie kontraktu w lidze, którą sobie wymarzył. A może jeszcze awansuje z Burkina Faso na MŚ do Brazylii i pokaże się całemu światu? Czyli prowadzi rodzaj gry. To jednak myślenie bardzo ryzykowne, bo wszyscy ludzie znający piłkarskie realia są zgodni: żaden zachodni klub nie da mu kwoty zbliżonej do Tereka. Pomijam już, że w lidze rosyjskiej są bardzo niskie podatki, więc sporo zarobionych pieniędzy zostaje w kieszeni.

- Nakoulma nie jest pierwszy, który tak myśli. Mówię o dotrwaniu do końca kontraktu.
- Oczywiście i nie chcę nawet oceniać jego decyzji, bo - tutaj musimy być zgodni - ma do niej prawo. Jeżeli nie chce, to na siłę nikt sprzedać go nie może, ale rok w życiu piłkarza to długo... Są kontuzje, nie zawsze jest się w najwyższej formie, poza tym nie wiemy, czy Nakoulma będzie w Górniku regularnie grał i czy z reprezentacją osiągnie kolejny sukces. Jeżeli nie, to za rok może być piłkarzem mocno anonimowym.

- "Casus Strąka" Górnik już przerabiał. Myśli pan o czymś podobnym, czyli odsunięciu piłkarza od pierwszej drużyny?
- Chyba nie byłby to dobry pomysł. W tym wypadku zabieram głos bardziej jako kibic, bo przecież nie władze miasta będą podejmowały takie decyzje. Od tego są zarząd i trener. Na odsunięciu Strąka do rezerw Górnik nic nie wygrał. Piłkarz swoje zarobił i dostał chyba wszystko, do ostatniej złotówki, a odsuwając go, klub przekreślił szansę na ewentualny transfer, czyli jakąkolwiek szansę odzyskania choćby części zainwestowanych pieniędzy. Myślę o czymś innym. Nakoulma ma kilka tygodni zaległości treningowych, a na lewą stronę Górnik ściągnął bardzo dobrego pomocnika, Macieja Małkowskiego. Nie wiem, czy Nakoulma od początku rundy będzie regularnie grał. Liga rusza za dziewięć dni, a on trenuje zdaje się od... dwóch. Czy wytrzyma trudy jesieni, kiedy grania będzie naprawdę sporo, w dodatku jeżdżąc na mecze kadry? A może jest coś, o czym nie wiemy i ma jakąś ofertę, którą z menedżerem trzymają w „rękawie”? Okienko transferowe dopiero się otworzyło i wcale nie wykluczam, że Nakoulma jednak latem wyjedzie.

- Jeżeli nie, to Górnik będzie miał wielki problem?
- Na pewno problem będzie. Budżet klubu - w związku z budową stadionu - jest mocno ograniczony, więc kwota ponad czterech milionów stanowi jego spory procent. W tym wypadku jest to o tyle bolesne, że pieniądze praktycznie leżały na stole. Wystarczył obiecany podpis Nakoulmy i dziś byłyby na klubowym koncie, pozwalając spłacić sporo zaległości wobec piłkarzy, innych podmiotów i zaplanować budżet na najbliższe miesiące. Dlatego nie dziwię się, że zarząd spółki, który odpowiada za finanse, zastanawia się bardzo mocno, jak z tej sytuacji wybrnąć.

- Trzeba będzie sprzedać kogoś innego?
Te decyzje leżą w gestii zarządu, ale pamiętam, że założenie było bardzo ambitne i planowano w budżecie na ten sezon kwotę 7 milionów złotych z transferów. 1.25 miliona euro za Nakoulmę miał stanowić jej sporą część, ale nie sto procent. Teraz może być tak, że trzeba ją próbować uzbierać bez tego transferu, a to będzie bardzo trudne, bo wszyscy widzimy, co dzieje się na rynku. Też słyszę o sondowaniu przez menedżerów możliwości transferów Łukasza Skorupskiego czy Pawła Olkowskiego, ale nie wiem o żadnych konkretach.

- Wspomniał pan o stadionie. Miał być w kwietniu, sierpniu, listopadzie... Coraz częściej słychać, że ten termin też jest zagrożony.
- Więcej będziemy wiedzieli w czwartek, bo jako władze Zabrza spotykamy się z nowym zarządem Polimexu. Na razie o kolejnym przesunięciu terminu końca budowy nie słyszałem, ale nawet jeżeli okazałoby się, że trzeba dołożyć jeszcze 1-2 miesiące, bo w najgorszym wypadku chyba o takie przesunięcie mogłoby chodzić, to i tak jesteśmy zdecydowanie bliżej końca. Nie jest też zagrożone finansowanie inwestycji.

- Kończąc, trudno nie zapytać o pojawienie się nowego Górnika w Zabrzu. Myślę o piłkarzach ręcznych, kiedyś grających pod szyldem Pogoni, a ostatnio NMC Powem Zabrze. Pana zdaniem to dobry pomysł?
- Od dłuższego czasu przekonywał do niego prezes NMC Powenu Zabrze, Bogdan Kmiecik. Podawał przykłady wielu miast, w których jest bardzo znany klub piłkarski, mający wyrobioną markę. Kluby piłki ręcznej funkcjonują w nich pod tą samą nazwą i ponoć się to sprawdza. Będą to dwa osobne podmioty, o żadnej fuzji nie ma mowy. Nazwa Górnika została użyczona bezpłatnie, a mówimy o klubie, który zagra jesienią w pucharach i ma na tyle mocny skład, że będzie walczył o medal. To powinno jeszcze bardziej wzmacniać nazwę „Górnik”, a zdaniem prezesa łatwiej będzie pozyskiwać sponsorów i przygotować ciekawą ofertę marketingową. Nazwa powinna też przyciągnąć do hali nowych kibiców, a zapewniam, ze jest na co patrzeć. Projekt jest nowy, ale myślę, że ciekawy. Zabrze od ponad 50 lat jest w Polsce i Europie kojarzone jednoznacznie z Górnikiem. Więc dlaczego tego nie wykorzystywać.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2021 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera]