Danch: Chcemy być najlepsi na Śląsku

- Pośpiewałem, ale to chłopaki na boisku wykonali kawał solidnej roboty. Zobaczyliśmy takiego Górnika, jakiego wszyscy znali z jesieni - mówi kapitan zabrzan, śląskiej drużyny Adam Danch.
Adam Danch pierwszy raz w tym sezonie nie zagrał w lidze. Kapitan zabrzan pauzował z powodu kartek, a wygraną zespołu w Lubinie oglądał w niecodziennych okolicznościach. Razem z Michałem Bembnem oraz Krzysztofem Majem, członkiem zarządu Górnika, Danch pojechał na mecz autokarem z kibicami i razem z nimi siadł w sektorze gości.

Śpiewał pan "My jeździmy na wyjazdy..."
- Tak. Jak się siedzi wśród kibiców, to nie ma wyjścia. Przyznam, że nie wszystkie piosenki znałem od początku do końca, bo na boisku koncentrujemy się jednak na grze, ale generalnie szybko wpadają w ucho. Fajnie, że tak się ułożył ten mecz, bo atmosfera była świetna od początku, a od czwartej minuty już kapitalna.

Trafił pan na mecz, kiedy nie trzeba było intonować "Co wy robicie..."
- Tego bym nie śpiewał. Piłkarze, którzy grają, naprawdę chcą wygrywać, tylko nie zawsze wychodzi. Słabszy dzień, czasami umiejętności, często trochę szczęścia... I jeszcze rywal, który też chce wygrać.

Okazało się, że przynieśliście drużynie szczęście.
- Gdyby tak było, to musiałbym skończyć karierę i jeździć na każdy mecz. Pośpiewałem, ale to chłopaki na boisku wykonali kawał solidnej roboty. Tak naprawdę zobaczyliśmy takiego Górnika, jakiego wszyscy znali z jesieni. Było to wszystko, co wtedy stanowiło naszą siłę. Graliśmy agresywnie, mądrze taktycznie i tym razem po naszej stronie było szczęście, bo nie zawsze się zdarza, że dwa pierwsze strzały zostają zamienione na bramki. Co nie znaczy, że wygraliśmy szczęśliwie. Górnik był w tym meczu lepszy.

Wróćmy jeszcze do waszej podróży. Rozumiem, że karta kibica jest?
- Tak. Do końca nie wiem, na czym to polega, bo zawsze wchodziłem na stadion w nieco innej roli, ale coś mi chłopaki ze Stowarzyszenia wyrobili... Na mecz i tak chciałem jechać, ale samochodem z żoną. Lubin to chyba jedyny ligowy stadion, na którym jeszcze nigdy nie grałem. Raz kontuzja, potem kartki... Teraz też z tego powodu pauzowałem, ale byłem na wszystkich tych trzech meczach. W tym wypadku chodziło o pokazanie, że jesteśmy razem z kibicami i ciągniemy ten wózek w jedną stronę. Uważam zresztą, że zawsze tak było, bo nie wyobrażam sobie, by komuś nie zależało na sukcesach Górnika. Trochę nieporozumień jednak się pojawiło i dobrze, że zostały wyjaśnione. Rozmawialiśmy najpierw w klubie, a potem w autokarze, w drodze do Lubina. Oprócz mnie jechali jeszcze Michał Bemben i dyrektor Maj, więc grupę mieliśmy silną.

Po czyjej stronie leżała wina?
- Gdzieś pośrodku, o ile w ogóle używamy słowa "wina". Jak nie idzie, to pojawiają się ogromne emocje, dlatego trzeba rozmawiać. To wszystko pokazuje też, jak wielkie jest w Zabrzu zapotrzebowanie na sukces. Wciąż realny, mimo nie najlepszej wiosny. Z drugiej strony bolały nas zarzuty oddawania meczów bez walki, czy przegrywania, bo nie chcemy być na podium. Bardzo chcemy, bo wielu z nas nigdy tego nie doświadczyło, a kontrakty mamy tak skonstruowane, że dobry wynik to dobre pieniądze.

Które trzeba jeszcze dostać... Ponoć jako kapitan mówił pan głośno, że w kwietniu ważniejsza od najbliższej wypłaty jest licencja klubu na nowy sezon?
- A nie jest? Tę wypłatę i tak dostaniemy, a licencja dla klubu to sprawa absolutnie priorytetowa. Zdaję sobie sprawę, że nie jest łatwo zarządzać klubem, który już prawie dwa lata gra na stadionie mogącym pomieścić 3000 ludzi. Trzeba to przetrwać. Zespół podszedł do tego podobnie, bo mamy nadzieję, że ten dobry w sumie sezon to nie koniec, ale początek czegoś, co powstaje w Zabrzu.

Przed meczem z Zagłębiem był jednak Bełchatów, a potem trening o 6.00. Zabolało?
- Już raz to przerabialiśmy, choć wtedy chyba w mediach było o tym cicho. Kiedy przegraliśmy na początek sezonu z Flotą w Pucharze Polski, zajęcia też były bardzo wcześnie. Kilka dni później zaczęła się liga i wygraliśmy z Piastem w Gliwicach 2:1, a potem przez trzy miesiące nie przegraliśmy w lidze meczu. Może teraz będzie podobnie. A czy zabolało? To decyzja trenera, który odpowiada za całość. Skoro wygraliśmy w Lubinie, to znaczy, że było warto. Przy okazji już chyba nikt nie powie, że Górnik nie chce walczyć o podium.

Kto z trybun podobał się panu najbardziej?
- Na pewno wzmocniły jakość i pewność gry powroty Seweryna Gancarczyka i Mariusza Przybylskiego, ale dla mnie numerem jeden był "Olo" Kwiek. "Trzymał" grę w drugiej linii, która na pewno była lepsza od Zagłębia i strzelił ważnego gola. Być może teraz wróci do gry Michał Bemben. To ważne, bo jednym z powodów naszych sukcesów jesienią była stabilna kadra. Wiosną w każdym meczu graliśmy innym składem.

Są tacy, którzy twierdzą, że mobilizuje was... Piast.
- Na pewno chcemy być najlepsi na Śląsku. Górnik w historii tyle razy był przed Piastem, że dla nas aż tak ważne to nie jest, ale byłoby lepiej skończyć ligę przed lokalnym rywalem. To jest sprawa prestiżowa, ale patrząc na to szerzej, fajnie, że po nie wiem ilu latach dwa śląskie kluby mają w połowie maja szansę na puchary.

Po meczu piłkarze podeszli do trybuny i dali kibicom koszulki. Panu coś wpadło?
- Mam swoją, więc się nie pchałem. Za to dostaliśmy od kibiców koszulkę w trójkolorową kratkę. Będzie na pamiątkę.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2020 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online