Opóźnienia w budowie stadionu Górnika

Nie ma praktycznie żadnych szans, by w tym roku oddano do użytku stadion przy Roosevelta. Zamiast planowanych dwudziestu miesięcy budowy, zapowiada się około trzydziestu.
Gdyby trzymać się pierwotnych ustaleń, Górnik już najbliższe derby z Ruchem powinien grać na nowym stadionie. Konkretnie - przy trzech otwartych dla publiczności trybunach mogących pomieścić 24000 widzów. Kiedy na Roosevelta rozpoczynała się budowa, zakładano jej zakończenie po dwudziestu miesiącach od wbicia pierwszej łopaty.

Trzeci termin

Termin wydawał się o tyle realny, że budująca stadion firma Polimex Mostostal stawiała wcześniej obiekt Legii na Łazienkowskiej i Piasta przy Okrzei. Opóźnień w budowie nie było praktycznie żadnych. Latem ubiegłego roku prace na stadionie w Zabrzu jednak stanęły i było wiadomo, że kwietniowy termin nie zostanie dotrzymany. Jeszcze kilka tygodni temu Tadeusz Dębicki, prezes spółki "Stadion", mówił na naszych łamach: "Wykonawca deklaruje, że zrobi wszystko, by we wrześniu obiekt był oddany do użytku". Władze firmy zapewniały ponoć prezydent Zabrza, Małgorzatę Mańkę-Szulik, że stadion uda się otworzyć wczesną jesienią.
Dziś już wiemy, że ten termin także jest nierealny. Już od pewnego czasu coraz głośniej mówiło się w mieście o mało prawdopodobnym terminie wrześniowym, a oficjalnie stwierdzono ten fakt na wtorkowym posiedzeniu rady nadzorczej. - Musimy szczerze sobie powiedzieć, że będzie bardzo trudno, by Górnik w tym roku kalendarzowym zagrał na nowym obiekcie - mówi Krzysztof Lewandowski, wiceprezydent Zabrza, które finansuje budowę.
- To nie jest dobra wiadomość. Jest połowa kwietnia, do września zostało pięć miesięcy... Teraz prace budowlane toczą się w imponującym tempie, ale trudno uwierzyć, by w tak krótkim czasie nadrobiono wszystkie zaległości - to z kolei słowa Tomasza Młynarczyka, przewodniczącego rady nadzorczej spółki Górnik Zabrze.

Za dużo "chciejstwa"?

Krzysztof Lewandowski spokojnie wypowiada się o kolejnym przesunięciu terminu, choć z naszych informacji wynika, że prezydent Zabrza, dla której budowa stadionu to sprawa prestiżowa i priorytetowa, była - łagodnie mówiąc - zdenerwowana ostatnimi informacjami.
- Oczywiście, że przyjemne to nie jest: dla nas, jako inwestora - bo mamy przygotowane środki na budowę; dla kibiców - bo już 20 miesięcy oglądaja mecze na budowie i tylko w liczbie 3000; i dla klubu - bo traci finansowo - mówi wiceprezydent. - Z drugiej strony, nie żyjemy w oderwaniu od rzeczywistości. Jest ogromny kryzys na rynku budowlanym, wykonawca też miał swoje problemy i przez pewien czas groziła mu upadłość. Oczywiście są przesłanki do nałożenia kar za niedotrzymanie terminu, ale przede wszystkim skończmy budowę. To dziś sprawa absolutnie priorytetowa. Poza tym sama budowa nie będzie trwała wiele miesięcy dłużej. Chyba zbyt optymistycznie, na zasadzie "chciejstwa" zakładaliśmy, że procedura odbiorcza zajmie miesiąc. Doświadczenie podobnych inwestycji uczy, że może potrwać do trzech miesięcy. Być może zdążymy na początek grudnia, może będzie to styczeń... W tym drugim wypadku pierwszy mecz odbyłby się na inaugurację wiosennego grania w 2014 roku i na pewno nie planowalibyśmy jakiegoś szczególnego meczu na otwarcie, co raczej miałoby miejsce w wypadku dotrzymania terminu wrześniowego - twierdzi Krzysztof Lewandowski. - Na tak wielkiej inwestycji zawsze pojawiają się pewne problemy, mające wpływ na termin jej ukończenia. Kilka razy zmienialiśmy projekt, ostatnio pojawił się kłopot z atestem na membrany zakładane na stadionie. Oczywiście zostanie rozwiązany, ale takie sprawy wpływają na termin efektu końcowego.

Strata kilku milionów

- Wiemy, że budowa wymaga wyrzeczeń. Na pewno jest to dla nas ważna wiadomość, bo czeka nas kolejna runda grania dla zaledwie 3000 ludzi, czyli brak przychodów z "dnia meczowego". Niczego jednak nie zmienimy. Dobrze, że obecnie prace trwają zgodnie z planem i wiosną 2014 roku stadion będzie. To dziś - w trudnej sytuacji gospodarczej - jest najważniejsze, dlatego nie dramatyzujemy. Choć zdajemy sobie sprawę z rozczarowania kibiców. Najbliższą jesień musimy wspólnie wszyscy przetrwać - zaznacza Artur Jankowski, prezes Górnika. Symulacje finansowe zakładają, że klub w ciągu roku z biletów powinien osiągnąć przychód w wysokości 5 mln złotych. Jedna runda to połowa tej kwoty, ale warto pamiętać, że jesień nowego sezonu ma się zacząć już w połowie lipca, a w 2013 roku piłkarze mają rozegrać więcej niż 15 kolejek... Mimo kolejnego przesunięcia terminu oddania stadionu, Górnik może być spokojny o licencję - przynajmniej w zakresie infrastruktury. Kluby, które budują stadiony, mają "zielone światło" na grę w mocno spartańskich warunkach.
- Mamy nadzieję, że to ostatnia zła wiadomość. Nie chciałbym też, by tych kilka miesięcy wpłynęło na ocenę całości inwestycji - kończy wiceprezydent Zabrza.
Wszystko, co związane jest z budową stadionu przekłada się też na plany strategiczne Górnika. Z jednej strony - jest sportowa chęć zajęcia pierwszego od 19 lat miejsca na podium, z drugiej - wszyscy doskonale zdają sobie sprawę, że Górnik meczów pucharowych prawdopodobnie nie mógłby grać na Roosevelta, tylko w Sosnowcu lub w Gliwicach (o ile to drugie rozwiązanie w ogóle wchodziłoby w grę).

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2020 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online