Jeleń: Ojciec kibicował

- Mecz ze Śląskiem może być kluczowy w walce o podium. Legia jednak "odjechała", ale za nią może wydarzyć się wszystko - mówi napastnik Górnika, Ireneusz Jeleń. 

Jak czuje się ojeciec?
- Dziękuję, teraz lepiej. Nie leży już w szpitalu i mecz z Widzewem oglądał w domu, w telewizji. Myślę, że miał powody do satysfakcji. Rodzina tak samo czekała na tego gola, jak ja.

Mam wrażenie, że w lepszych sytuacjach niż ta wykorzystana w meczu z Widzewem, pan pudłował.
- Miałem cztery okazje bramkowe, trafiłem raz... Czyli rezerwy są. W pierwszym wypadku strzelałem na siłę i piłka przeszła obok bramki. Chwilę po drugiej bramce Olka Kwieka byłem sam na sam z bramkarzem i chciałem go minąć. To był zły wybór, mogłem strzelać. W drugiej połowie mam wrażenie, że po moim strzale ktoś z Widzewa zagrał piłkę ręką w polu karnym, ale to już historia. Ważne, że w końcu wpadło. Akurat w tej sytuacji wszystko było autoamtyczne. Świetne podanie Olka Kwieka i strzał bez żadnego kombinowania.

Ireneusz Jeleń jest już przygotowany na 90 minut gry w lidze?
- Tak, choć to jeszcze nie jest optymalna dyspozycja. Fajnie, że odwdzięczyłem się golem za zaufanie trenera i kolegów. Oni ciężko pracują, a napastnik ma sprawić, że ich wysiłek nie idzie na marne. Dlatego jest frustrujące, kiedy długo nie trafia się do siatki. Gdybym musiał, pewnie grałbym z Widzewem do końca, ale ławkę mamy długą i lepiej wpuścić na boisko "świeżego" zawodnika. Jeszcze można poprawić dynamikę, jeszcze są rezerwy w wytrzymałości, ale dla mnie każdy tydzień to nadzieja, że będzie lepiej.

Na boisku mistrza Polski?
- Mam nadzieję... Już widać, że będzie to kluczowy mecz w walce o podium. Legia jednak "odjechała", ale za nią może wydarzyć się wszystko. Jeżeli wygramy we Wrocławiu, to możemy na dłużej siąść na podium, a widać, że ruszyliśmy z miejsca. Nie może się zdarzyć tylko jedno - taki przestój, jak w meczu z Widzewem przez kwadrans po przerwie. Mieliśmy mecz pod kontrolą i na własne życzenie sprawiliśmy, że zrobił się problem.

Już pewnie nikt nie liczy minut bez gola...
- Chyba nie... Mój przykład pokazuje, że nie da się oszukać organizmu. W Podbeskidziu grałem po dziewięciomiesięcznej przerwie w grze. Podpisałem kontrakt i za kilka dni nieprzygotowany wyszedłem na boisko. Jak nie ma siły i szybkości, to w decydujących momentach traci się pewność i zawsze czegoś zabraknie. Centymetrów, precyzji, ułamka sekundy... Tutaj pięć tygodni pracowałem, zanim dostałem szansę gry od pierwszej minuty. Różnicę chyba widać.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2021 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera]