Kuś: W Górniku mam grać, a nie zarabiać

- Nie przyszedłem do Zabrza zarabiać. Nie jestem tutaj dla pieniędzy, ale po to, żeby grać - mówi w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego" nowy piłkarz Górnika Zabrze Marcin Kuś. 

Podpisał pan kontrakt z Górnikiem i pojawiły się głosy, że z klubu robi się dom spokojnej starości. Do emerytów zaliczono też Jelenia, Bonina i Zahorskiego.
Marcin Kuś: - To złośliwy komentarz, ale w Polsce często jest tak, że zagląda się piłkarzom w metrykę. Tak być nie powinno, ale ja nikogo nie przekonam. Dlatego nie będę z tym poglądem walczył.

Gdzieś przeczytałem, że Kuś to bardzo dobry piłkarz, ale po co on Górnikowi potrzebny?
- Każdy ma prawo do wyrażenia swojego zdania. W Polsce mamy czterdzieści milionów ludzi i każdemu się wydaje, że byłby świetnym trenerem. Poczekajmy, za chwilę się okaże, czy się Górnikowi przydam.

Negatywne opinie pewnie biorą się stąd, że gdy zawodnik po trzydziestce wraca do kraju, to jest takie przekonanie, że już tylko będzie odcinał kupony.
- W moim przypadku piłka to jest hobby, które w pewnym momencie przerodziło się w zawód i sposób zarabiania na życie. To nie jest tak, że wróciłem i już nie mam motywacji, już mi się nie chce. Chce, bo granie w piłkę ciągle mnie cieszy, bawi i czuję, że mam przed sobą jeszcze kolejne wyzwania. Po trzydziestce naprawdę nie jest się emerytem. Będę nim, gdy skończę 60 lat. Gdy już zakończę karierę, to dalej będę grał, tyle że w oldbojach.

W Orłach Górskiego?
- Nie, bo ja tam żadnym orłem nie jestem.

W reprezentacji pan grał. Kiedyś Zbigniew Boniek mówił, że Kuś zrobi wielką karierę.
- Był wtedy trenerem i jako pierwszy powołał mnie do kadry. Ostatecznie nie wszystko poszło zgodnie z planem. Na pewno swoje zrobiły kontuzje. Wyhamowały mnie w najważniejszych momentach. Piętno na moim rozwoju odcisnęły też problemy, jakie miałem z moim pierwszym klubem, Polonią Warszawa. Ale do tego nie chcę wracać.

Dwa lata temu mówił pan w wywiadach, że chce wrócić do kadry. Dalej pan chce?
- Już mi nie wypada o tym marzyć. Kadra to już temat zamknięty. Kiedy kilka lat temu wyjeżdżałem do Turcji, powiedziałem, że będzie mi bliżej do reprezentacji. Okazało się, że było dalej.

Może problemem jest to, że liga turecka jest w Polsce trochę niedoceniana.
- A nie jest łatwo się tam dostać. Menedżer musi wykonać dużą pracę, żeby zainteresować tamtejsze kluby zawodnikiem z Polski. Turcy wiele razy oglądali mnie na żywo, filmowali moje występy i dopiero po jakimś czasie podjęli decyzję. A potem musiałem ostro walczyć na treningach, żeby się przebić do składu. Wychodząc z szatni na trening trzeba było pamiętać o ochraniaczach, bo jeden drugiego nie oszczędzał. Nikt niczego mi nie dał za ładne oczy. I mogę się pochwalić, że przez dłuższy czas udawało mi się grać. Dopiero po zmianie trenera wypadłem z obiegu.

Kiedyś powiedział pan, że w Turcji o skład walczy trzydziestu zawodników, a w Polsce trzynastu, czternastu, bo reszta jest na dokładkę. Dalej tak jest?
- Za krótko jestem w Górniku, żeby snuć jakieś precyzyjne porównania. Gdybym miał o problemie mówić szerzej, to chyba jednak nadal tak jest. To wynika po prostu z zamożności. Tureckie kluby kupują gwiazdy europejskiego formatu, dysponują wielkimi budżetami, a trener ma po dwóch, trzech graczy na każdą pozycję.

Pana były turecki klub Istanbul BB akurat zbyt wielkiego budżetu nie miał.
- Kiedyś rozmawiałem z menedżerem i powiedział, że mają trzynaście, czternaście milionów euro. Czołowe polskie kluby są blisko tej kwoty.

Mówi się o pana przypadku, że Górnik szykuje piłkarza Legii. Prezes stołecznego klubu powiedział niedawno, że jeśli w Zabrzu się pan odrodzi, to oni latem pana wezmą.
- Trudno mi się odnosić do słów prezesa Legii. Trenuję z Górnikiem, jestem zawodnikiem tego klubu, a co będzie za trzy miesiące, tego nie wiem. Nie jest wykluczone, że przedłużę umowę w Zabrzu. Życie nauczyło mnie, że niczego nie można wykluczać. Na razie jednak chcę dobrze i ciężko trenować, żeby powalczyć o grę w Górniku.

W Zabrzu poszła plotka, że podpisał pan śmiesznie niski kontrakt.
- Nie przesadzajmy. Nie przyszedłem do Zabrza zarabiać. Nie jestem tutaj dla pieniędzy, ale po to, żeby grać.

Marcin Robak po powrocie z Turcji potrzebował dziewięciu minut, żeby strzelić gola. Ile pan potrzebuje?
- Marcin jest napastnikiem, stąd tak szybka reakcja. Zresztą byłem na meczu Piasta i gratulowałem mu trafienia. Ale ja już także strzeliłem. Na razie w sparingu z Pniówkiem Pawłowice (Górnik wygrał 4:1 - przyp. red.). Zagrałem na stoperze, choć nominalnie jestem prawym obrońcą. Radzę sobie jednak na środku, a na lewej obronie też dałbym radę.

Na kiedy jest pan szykowany do gry?
- Zrobię wszystko, żeby znaleźć się w osiemnastce na Widzew, ale łatwo nie będzie. W każdym razie robię na zajęciach wszystko, żeby trener Adam Nawałka miał ból głowy, żeby miał nad czym myśleć zestawiając skład.

Podobno pański menedżer bardzo namawiał pana na Górnika mówiąc, że u Nawałki szybko się pan odbuduje.
- Nie musiał mnie specjalnie namawiać. Rzucił temat Zabrza, a mnie przypadł on do gustu. Zobaczyłem miejsce Górnika w tabeli, zobaczyłem, jakiego mają trenera, jaki zespół i tych plusów zebrało się tyle, że po prostu musiałem się na to rozwiązanie zdecydować. Zresztą 10 lutego wypowiedziałem kontrakt w tureckim klubie. Przestali płacić, a zaległości robiły się coraz większe. Po rozstaniu miałem do wyboru: czekać te trzy miesiące do zakończenia sezonu, albo podjąć nowe wyzwanie. Nie chciałem tracić czasu.

Jak wyglądały pańskie treningi w Turcji w momencie, kiedy wypadł pan z drużyny? Nie trafił pan przypadkiem do tamtejszego Klubu Kokosa?
- W Klubie Kokosa były ekstremalne treningi, z bieganiem po schodach włącznie. W Turcji nas jednak nie katowano. Piłkarze, którzy zostali skreśleni z kadry, mieli swojego trenera. Przychodził do nas, doglądał, wszystko odbywało się w cywilizowanych warunkach. Jednak to nie były normalne zajęcia. Raz było nas czterech, innym razem ćwiczyłem sam. Brakowało mi kontaktu z zespołem.

Jest coś związanego z Turcją, za czym będzie pan tęsknił?
- Na pewno nie będzie mi brakowało nawoływania imama do modlitwy w meczecie. Mieliśmy jednak z żoną swoje ulubione miejsca i restauracje. Bardzo odpowiadał nam turecki klimat. W ogóle byliśmy pozytywnie zaskoczeni. Wyjeżdżaliśmy pełni obaw, a teraz będziemy tam z radością wracali, żeby odwiedzić znajomych. Ale powrót do gry w lidze tureckiej już nie wchodzi w rachubę. Córka jest w wieku szkolnym i to jest przeszkoda. Mała tęskni za Turcją, ale edukację trzeba potraktować poważnie.

Polska liga, do której pan wrócił, jest lepsza od tej, z której pan wyjeżdżał?
- Są postępy. Malutkimi kroczkami idziemy do przodu. Potrzebne są jednak większa nakłady, żeby rozbudować sieć skautingu i potworzyć szkółki dla młodzieży. Potrzeba też gruntownej zmiany filozofii, dania trenerom komfortu pracy. Mój opiekun w Istanbule Abdullah Avci był najdłużej pracującym szkoleniowcem w lidze. Stworzył ten zespół, awansował z nim do ekstraklasy, w końcu trafił do kadry.v

A Górnik po kiepskim początku wiosny może jeszcze osiągnąć jakiś sukces?
- Ostatnie trzy mecze to porażki, ale spokojnie, bo wiele kolejek zostało do końca i wiele punktów jest do zdobycia. Teraz trzeba się skoncentrować na Widzewie, wydrzeć mu trzy punkty, co łatwe nie będzie, a potem można myśleć dalej. Drużyna jest dobrze przygotowana i zmobilizowana. To nie przypadek, że jesienią zabrzanie robili furorę na ligowych boiskach.

źródło: Przegląd Sportowy



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2021 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera]