Forum
 

Przybylski: Ludzie odchodzą, a zespół się rozwija

- Jeżeli dziś widzę różnicę między nami a innymi zespołami czołówki, to jest jedna, która działa na naszą niekorzyść - mówi Mariusz Przybylski.
Dziś jest jednym z weteranów Górnika. W styczniu skończył 30 lat, a na pierwszym treningu przy Roosevelta pojawił się zimą 2008 roku, kiedy Górnik był zagrożony spadkiem z ekstraklasy. Przeżył w Zabrzu spadek z ligi, awans, a dziś gra w zespole, który może walczyć o czołowe miejsca w lidze. Wiele wskazuje na to, że Mariusz Przybylski niebawem podpisze nowy kontrakt przy Roosevelta, który będzie obowiązywał przez kolejne 2,5 roku.

- Cofnijmy czas o kilka lat. We wrześniu 2009 roku przyjechała do Zabrza Pogoń Szczecin...
Mariusz Przybylski: I nas ograła 3:1. Nie działo się wtedy w klubie najlepiej. Po spadku zaczęliśmy sezon dobrze, ale z czasem wszystko zaczęło się „rozłazić”. Pamiętam, że dziwny to był mecz, bo w końcowce było 1:1, graliśmy z przewagą jednego zawodnika i straciliśmy dwa gole.

- Tę „czerwień” dostał Maksymilian Rogalski. Pana kolega jeszcze z czasów Rakowa.
Mariusz Przybylski: Powiem więcej, dostał ją po faulu na mnie! Pamiętam też gola dla Pogoni na 2:1. Hrymowicz przebiegł z piłką od własnego pola karnego do naszego, dobre 60 metrów i trafił do siatki, choć nas było więcej... Nikt go nie zaatakował.

- Zostańmy na moment przy pańskim koledze z Częstochowy. Ostatnio strzelił piękną bramkę...
Mariusz Przybylski: Zawsze to potrafił. Swego czasu w internecie można było jeszcze znaleźć film z meczu Rakowa w Głogowie. Kręcił go jakiś Niemiec. „Rogal” oddał strzał z ponad 40 metrów, bo stał blisko za kołem na środku boiska. W samo „okno”! Wszyscy zgłupieli, bo takie gole ogląda się raz na kilka lat. Do dziś mam to przed oczami. Jak ktoś dobrze poszuka, to może znajdzie.

- Ilu was z „tamtego” Rakowa wyszło w świat?
Mariusz Przybylski: Chyba trzech. Pierwszy Piotrek Malinowski, który trafił do Zabrza. A potem przyszła kolej na nas. Jednej zimy. „Maks” trafił do Płocka, a ja do Bytomia. Przeżyliśmy w Częstochowie wiele fajnych chwil. Jest rok młodszy i dołączył do nas w juniorach starszych, a potem graliśmy razem kilka sezonów, zaliczając awans do trzeciej ligi... Takie rzeczy zawsze się miło wspomina, niezależnie od tego, w której lidze człowiek gra.

- Na boisku biegaliście obok siebie?
Mariusz Przybylski: On musiał biegać szybciej, bo wtedy praktycznie nie opuszczał prawej strony boiska. To przez lata była „jego” pozycja, więc byłem trochę zaskoczony, kiedy w sparingu z Pogonią, który graliśmy latem we Wronkach, zobaczyłem go na pozycji defensywnego pomocnika. Radzi sobie tam świetnie. Na pewno trzeba być czujnym.

- Jakiś kontakt macie?
Mariusz Przybylski: Rzadko. Osiadł w Szczecinie, znalazł tam żonę... Widujemy się w grudniu na turnieju halowym w Częstochowie, gdzie przyjeżdżają Jurek Brzęczek, Kuba Błaszczykowski i wielu ludzi związanych z Rakowem. Pewnie w tym roku też przyjedzie. Fajny kolega. Spokojny i poukładany.

- Wróćmy do Górnika sprzed trzech lat. Gdyby wtedy nie doszło do zmiany trenera i zostałby Ryszard Komornicki?
Mariusz Przybylski: To faktycznie gdybanie, ale po jesieni coś musiało się wydarzyć, bo sytuacja była „gęsta”. W takich sytuacjach zwykle zmienia się trenera. Na szczęście od tego czasu żadnej zmiany już nie było.

- Trener Nawałka wtedy i dziś?
Mariusz Przybylski: Trener chyba niewiele się zmienił. Raczej my przyzwyczailiśmy się do jego metod treningowych. Inna rzecz, że z tamtego składu zostało nas może 3-4.

- Rozumiem, że przyzwyczailiście się do ciężkiej pracy.
Mariusz Przybylski: Dokładnie. Ciężkiej, ale sensownej. Pracowałem powyżej II ligi z kilkoma trenerami. O nikim nie powiem słego słowa, każdy miał warsztat i pomysł, ale u trenera Nawałki zajęcia są najdłuższe i najbardziej intensywne. Na początku to był pewien szok i nie powiem, że dla wszystkich było to proste i oczywiste, ale człowiek ma tę zdolność, że jak chce i widzi sens, to potrafi się przystosować. Między innymi dlatego jestem do dziś w Zabrzu i nigdzie się nie wybieram. Fajnie, jak przekłada się to potem na wynik i grę, a my gramy w piłkę. Jak najdłużej staramy się ją „klepać”, by przygotować sytuację bramkową, co na razie się sprawdza.

- Z piątki sprowadzonej przez trenera Kasperczaka został już tylko pan.
Mariusz Przybylski: To chyba świadczy na moją korzyść? Nie lubię częstych zmian i jak widzę, że coś zmierza w dobrą stronę, to nie „noszą” mnie przeprowadzki. Drużyna gra dobrze, stadion rośnie, klub jest w miejscu, na które swoją historią zasłużył, więc czuję się tutaj dobrze.

- To zapowiedź podpisania nowego kontraktu?
Mariusz Przybylski: Nie chcę wychodzić przed szereg, ale wiele wskazuje na to, że to tylko formalność. Szczegóły zostały uzgodnione i mam nadzieję, że wkrótce będą kontretne ustalenia.

- Które oblicze Górnika jest prawdziwe. To z meczu przeciwko Lubinowi czy choćby z Warszawy?
Mariusz Przybylski: Skoro zagraliśmy jeden mecz słaby i mniej więcej dziesięć dobrych, lub bardzo dobrych to raczej wskazałbym na to drugie. Lubin traktujemy jako bolesny, ale wypadkek przy pracy. Z Polonią już graliśmy dobrą piłkę, powinniśmy do przerwy prowadzić nawet 2:0 i wtedy nawet karny dla Polonii nie byłby wielkim problemem. Jeżeli dziś widzę różnicę między nami a innymi zespołami czołówki, to jest jedna, która działa na naszą niekorzyść. Nie potrafimy wygrywać meczów „stykowych”, jak choćby Lech. I zbyt często tracimy wypracowaną przewagę. Prowadziliśmy na Jagiellonii, Widzewie i Polonii, byliśmy lepsi w Poznaniu. Skończyło się czterema remisami. Z drugiej strony chyba tylko raz zdarzył się mecz, kiedy graliśmy gorzej, a wyciągnęliśmy remis. Myślę o Legii w Zabrzu.

- Na drugą połowę grudnia planuje pan jakieś wakacje?
Mariusz Przybylski: Nie. Córka w Mikołaja, czyli 6 grudnia, kończy roczek. Nigdzie się nie wybieramy. A niby dlaczego?

- Kadra w ligowym składzie ma zgrupowanie.
Mariusz Przybylski: Faktycznie... Przez głowę mi nie przeszło, że może na mnie paść.

- Rozmawiacie w szatni o ewentualnych osłabieniach w zimie?
Mariusz Przybylski: Trudno, żeby nie... Jest trochę "szydery" z tych, którzy są na pierwszej linii ognia, bo słyszymy o tych tabunach menedżerów. To jednak dowód, że gramy fajną piłkę i się rozwijamy. Zawsze szkoda, ale my świata nie zmienimy. Słyszę, że mają odejść ludzie z Legii, nie wiadomo, co będzie z Lechem, Polonią, Śląskiem... Życie pokazało, że ludzie z Zabrza odchodzą, a zespół się rozwija. Oby tak dalej.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2019 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online