Z piaskownicy na boisko

Ojca zastąpili mu brat oraz starszy kolega. To dzięki nim Arkadiusz Milik dziś uznawany jest za wielki talent.
Gdzie ten nowy Lubański, co on tu robi - agresywnie pytali kibice. Ktoś z tyłu krzyknął nawet, że młodego trzeba zdjąć, a przecież minęło dopiero pół godziny meczu. Trener Górnika Adam Nawałka nie reagował, już dawno mówił, że Arek Milik ma nieprzeciętny talent. Za chwilę został wycięty w polu karnym przez obrońcę Korony. Najmłodszy zawodnik na boisku sam chwycił piłkę. Przejaw pewności siebie, ale i bezczelności. Miał na koncie już 17 meczów i nawet jednej bramki. Strzelił, a za chwilę wyszedł sam na sam i dołożył drugą. Gdy schodził z boiska, był już innym zawodnikiem niż na początku spotkania. 1 kwietnia 2012 roku zapamięta jako jeden z najważniejszych dni.

Nie powtórzyć błędu

Do Górnika było mu najbliżej, choć konkurencja była spora. Poważną ofertę złożyła Legia, która nie chciała przegapić takiego talentu, tak jak przegapiła Roberta Lewandowskiego. Milik był dwa dni z bratem w Warszawie, Marek Jóźwiak oprowadził go po stadionie, a potem zabrał na obóz do Włoch z Młodą Ekstraklasą. Piłkarz mógł też wybrać Anglię. Zimą zeszłego roku do Katowic, do rodziny swojej żony przyjechał David Lee, pracownik angielskiej grupy menedżerskiej. Poszedł z teściem, wiceprezesem Rozwoju, na mecz juniorów, gdzie zauważył Milika i Wojciecha Króla. Zaproponował im tygodniowy pobyt w Reading. W sparingu drużyn młodzieżowych z Tottenhamem Arek strzelił bramkę i został przez rywali zaproszony do Londynu.
- Wypadł bardzo dobrze, zresztą Wojtek też. Przełożyliśmy powrót do Polski, chłopcy mieli zagrać sparing z Cardiff, ale spadł śnieg i mecz odwołano. Tottenham zaprosił ich na kolejne testy, mieli też ofertę kontraktu z młodzieżową drużyną Reading, ale wybrali Górnika - mówi Lee. - Arka nie interesowały pieniądze, tylko regularna gra - dodaje Anglik. Kluby z Wysp nie miały szans. W grę wchodziły tylko Legia i Górnik. Walkę o piłkarza stoczyli dwaj byli reprezentanci kraju, zajmujący stanowiska dyrektorów sportowych. Marek Jóźwiak, choć oferował więcej, musiał uznać wyższość Tomasza Wałdocha.

Sławek zastąpił ojca

- Warszawa potrafi zgubić, choć decyzję, jak zawsze, Arek podjął sam - mówi Łukasz Milik, starszy o 7 lat brat. Arek zawsze był bardziej dojrzały od kolegów. Brat sądzi, iż wpływ na to miał fakt, że wychowywał się bez ojca, który szybko opuścił rodzinę. - Wybrał swoje towarzystwo, kolegów. Potem nie mieliśmy kontaktu. Raz się spotkaliśmy: "Cześć, co słychać". I tyle. Nie było o czym gadać - mówi Łukasz.
Rolę opiekuna chłopaka przejął Sławek Mogilan. Mieszkali na osiedlu "N" w Tychach. Sławek był utalentowanym piłkarzem Rozwoju, idolem miejscowych chłopaków, którzy podwórkowe mecze grywali między blokami przy piaskownicy. Jedna bramka była z drzew, druga sklecona z desek i taśm. Boisko było krzywe i trzeba było zmieniać połowy, bo każdy chciał grać z górki.
- Dzieciaki siedziały w piaskownicy i się bawiły, a Arek wypatrywał możliwości, żeby z nami zagrać. Lubiliśmy z nim grać, bo widać było jak bardzo tego chce - wspomina Mogilan. W końcu zabrał Milika na treningi juniorów Rozwoju, drużyny będącej chlubą i wizytówką kopalni Wujek.
Trenerem rocznika 91 był Krzysztof Buffi. Arek szybko wszedł do pierwszej jedenastki. Sławeki Łukasz uznali, że piłka będzie dobrym wyborem dla bardzo ruchliwego chłopaka, który szukał przyjaciół w towarzystwie miejscowych nastolatków. - Kręcili się po osiedlu, czasem coś ukradli, palili papierosy. Wyciągnęliśmy go, zanim zdołał wsiąknąć. Szukał grupy, to znalazł ją w klubie - mówi Mogilan. - Nie był najlepszy, bo przecież koledzy byli o trzy lata starsi, ale łapał się w składzie. Kiedy stworzyliśmy rocznik 1994 i zostałem jego trenerem, Arek dołączył do nas - dodaje. Z miejsca Milik został nieformalnym liderem grupy, choć kapitanem był Konrad Nowak, dziś także zawodnik Górnika. Arek miał doświadczenie, w końcu grał ze starszymi. Choć był najlepszy, to nikt nie powiedziałby wtedy, że przewyższa drużynę o klasę. Mogilan położył nacisk na treningi indywidualne. Sporo czasu poświęcili na strzały z prawej nogi, bo lewą zawsze miał znakomitą. - Sławek sam mógł zrobić karierę, ale w odpowiednim momencie nikt go nie poprowadził. Nie chciał, żeby tak było z Arkiem - mówi brat piłkarza. Obaj odnaleźli swoje powołania. Arek chciał zostać piłkarzem, a Sławek, choć na co dzień jest górnikiem, wkrótce został jednym z najbardziej cenionych trenerów młodzieży na Śląsku. Choć jest miedzy nimi 16 lat różnicy odnaleźli wspólny język. Arek chodził do Sławka na mecze, oglądali co się dało. Najchętniej Manchester United z Cristiano Ronaldo i fenomenalnie bitymi przez niego wolnymi, które Milik potem starał się powtarzać na treningach. Jeździli razem do kina, na basen. Starszy kolega zastąpił mu ojca, co Arek często podkreśla. Gdy nie miał się nim kto zająć, wsiadał w autobus z piłkarzami Rozwoju i jechał kilkaset kilometrów na mecz wyjazdowy, był maskotką klubową. Dziś zaraz za wejściem do budynku klubowego Rozwoju na ścianie po prawej stronie stoją dziesiątki pucharów i pamiątek z turniejów młodzieżowych. Gdy chłopcy skończyli 13 lat zaczęli masowo zdobywać nagrody, a Arek zazwyczaj był królem strzelców większości imprez.

Supersynek

- Przez kilka lat wygrywali niemal wszystko, a trenerzy, którzy widzieli Arka zawsze mówili: "To supersynek" - wspomina Mogilan. W Polsce i za granicą, bo jeździli do Anglii, Niemiec czy Danii. Na jednym z turniejów w Dębicy wypatrzył go Bogusław Pietrzak i zaproponował przejście do Ruchu, ale młody napastnik z bratem i Mogilanem uznali, że nie ma sensu przenosić się do większego klubu, skoro w Rozwoju tak dobrze mu idzie. Przełomem był obóz letni Rozwoju w okolicach Tarnowskich Gór w 2009 roku. Kilku chłopców wsiadło w dwa samochody i pojechało na mecz walczącego o powrót do ekstraklasy Górnika z GKS Katowice. 20 tysięcy fanów zrobiło na nich piorunujące wrażenie. Od tego momentu do Górnika było mu bliżej. Być może w decyzji pomogła mu nowa posada brata. Łukasz, który przez wiele lat był kierownikiem drużyny w Rozwoju został "przetransferowany" do Górnika jako pierwszy z rodziny. Dziś jest kierownikiem zespołu Młodej Ekstraklasy.

Nigdzie się nie spieszy

Kontrakt Arka nie rzuca na kolana - 8 tysięcy złotych miesięcznie. - To dobra umowa. Ma godne pieniądze, ale nie takie, które przynosiłyby mu spełnienie - mówi brat zawodnika. Minęło półtora roku od momentu podpisania pierwszej umowy z klubem. Dojrzała decyzja zawodnika i odwaga Nawałki dały reprezentanta kraju i jeden z największych talentów w polskiej piłce. Do Zabrza przyjeżdżają dziś skauci z największych klubów. Był tu Michael Zorc z Borussii, który szuka następcy Lewandowskiego, ludzie z Schalke, Werderu, Evertonu, Hannoveru, Interu, Anderlechtu, Lille, Arsenalu... Lista robi wrażenie. Ale Milik nigdzie się nie spieszy. Wygląda na to, że jeśli trafi zagranicę, to raczej tam, gdzie będzie miał szansę grać. Reszta przyjdzie z czasem.

źródło: Przegląd Sportowy



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2021 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera]