Forum
 

Milik: Nie zawsze taki byłem

- Gdy miałem 5-6 lat wpadłem w złe towarzystwo i często szlajałem się do późnych godzin nocnych robiąc różne głupie rzeczy. Później zacząłem żyć według zasad, często kosztem wielu wyrzeczeń. Dziś chyba są tego efekty - w rozmowie z PilkaNozna.pl wyznał Arkadiusz Milik z Górnika Zabrze. 

- Jak radzisz sobie z szumem medialnym, który wytworzył się wokół twojej osoby?
Arkadiusz Milik: - Spokojnie do tego podchodzę. Staram się twardo stąpać po ziemi. Patrząc na to co dzieje się mediach można zwariować, szczególnie gdy jest się tak młodym człowiekiem. W moim życiu nie brakuje jednak ludzi, którzy mnie przed tym chronią i dbają, aby moja uwaga koncentrowała się na intensywnej pracy na treningach i jak najlepszych występach w kolejnych meczach.

- Śledzisz materiały na swój temat?
- Jest ich tak dużo, że nawet gdybym chciał je wszystkie przeglądać to byłoby to bardzo trudne, dlatego raczej nie zawracam sobie tym głowy. Oczywiście zdarza się, że przeczytam jakieś teksty o sobie, ale podchodzę do nich z dystansem. Pochwały, które się w nich pojawiają często są przesadzone.

- Nie drażnią cię częste telefony od dziennikarzy?
- To kwestia przyzwyczajenia. Wiem, że ci ludzie, tak jak ja, chcą jak najlepiej wykonywać swoją pracę, ale wszystko musi odbywać się w swoim czasie. Oprócz obowiązków sportowych i tych wobec dziennikarzy potrzebuje mieć jeszcze czas dla siebie i moich najbliższych. Pogodzenie tego wszystkiego nie jest łatwe, ale myślę że radzę sobie coraz lepiej.

- Masz osiemnaście lat, grasz i zdobywasz bramki w ekstraklasie, a ponadto jesteś reprezentantem Polski. To niezły dorobek jak na osiemnastolatka. Masz świadomość tego, że wielu marzących o piłkarskiej przygodzie chłopców może ci zazdrościć?
- Jestem bardzo szczęśliwy, bo w ostatnim czasie rzeczywiście wszystko zaczyna mi się układać, zarówno pod względem sportowym jak i prywatnym. Czy mi ktoś zazdrości? Tego nie wiem. Wiem jednak, że każdy ma swoje życie i sam decyduje jaką drogą przez nie przejdzie.

- W przeszłości również miałeś tyle szczęścia?
- Bywało różnie, ale patrząc na to co teraz robię to chyba nie powinienem narzekać. Z mamą zawsze miałem dobre relacje, z tatą niestety tak różowo nie było. Z perspektywy czasu, myślę że doświadczenia które przeżyłem wyszły mi na dobre. Stałem się silny psychicznie, co pomaga na boisku jak i poza nim.

- W jednym z wywiadów wspomniałeś, że gdy byłeś mały to ojciec porzucił waszą rodzinę...
- ...ale na szczęście szybko znalazł się ktoś, kto go zastąpił. Mój dawny trener Sławomir Mogilan nie jest wprawdzie moim prawnym opiekunem, ale był i jest dla mnie kimś ważnym. Ten człowiek bardzo mi pomógł zarówno pod względem sportowym, jak i osobistym. Głównie osobistym. Jestem mu wdzięczny za to, że wychował mnie na kogoś, kogo nie musi się wstydzić.

- Wszyscy którzy cię znają lub uważają, że cię znają mówią, że jesteś bardzo grzeczną, skromną i ułożoną osobą.
- Nie zawsze taki byłem. Gdy miałem 5-6 lat wpadłem w złe towarzystwo i często szlajałem się do późnych godzin nocnych robiąc różne głupie rzeczy. Mama nigdy nie będzie dla syna takim autorytetem jak ojciec. W moim życiu go zabrakło, ale Sławomir Mogilan mi go zastępował i robi to nadal. W pewnym momencie ten człowiek wyciągnął do mnie pomocną dłoń zaprowadzając mnie na pierwszy trening, przez co moje życie diametralnie się zmieniło. Zacząłem żyć według zasad, często kosztem wielu wyrzeczeń. Dziś chyba są tego efekty.

- Na pierwszy trening trafiłeś jako bardzo młody chłopiec. Wiedziałeś wówczas, że futbol będzie twoim sposobem na życie?
- Wtedy była to przede wszystkim ucieczka od złego towarzystwa. Za wszelką cenę chciałem być na każdym treningu, bo kochałem grać w piłkę i nadal kocham to robić. Nie potrafię malować, ani śpiewać, a na boisku chyba nie najgorzej sobie radzę. Zawsze marzyłem o piłkarskiej przygodzie. Kiedyś pomyślałem, że może ciężką i systematyczną pracą uda mi się to marzenie zrealizować, więc postanowiłem spróbować. Dziś nie żałuje tamtej decyzji. Gram w lidze polskiej, cały czas się rozwijam, mam oferty z klubów zagranicznych i bardzo się z tego cieszę.

- Jak na twoją pasję zareagowała mama? Wielu piłkarzy z którymi rozmawiam, mówi, że mamy początkowo sceptycznie podchodzą do tego, że ich pociecha chce być piłkarzem zamiast na przykład lekarzem i ganiają synów do nauki...
- Mama od zawsze mnie wspiera, ponieważ zależy jej na tym, żebym był szczęśliwy. Pamiętam taki okres, gdy chodziłem do podstawówki to mama zwolniała mnie z lekcji, żebym tylko mógł uczestniczyć w treningach. Mieszkaliśmy wówczas w Tychach, a zajęcia piłkarskie obywały się w Katowicach o bardzo wczesnych porach. Zwolnienia były tak częste, że doczekaliśmy się interwencji nauczycieli. Mama jednak dalej mnie zwalniała, dlatego w czwartej klasie musiałem zmienić szkołę i przeniosłem się do Katowic.

- Patrząc na to, co wyprawiasz na boisku mama chyba dziś nie żałuje tego, że zwalniała cię z lekcji?
- Mama na dobre interesuje się piłką od niedawna, ale śledzi większość moich meczów. Niedzielne spotkanie z Zagłębiem obejrzy najprawdopodobniej z trybun. Pierwszy raz będzie miała ku temu okazje, ponieważ wcześniej uniemożliwiały jej to problemy zdrowotne.

- Mama to jedyna kobieta w twoim życiu?
- Nie, mam jeszcze dziewczynę. Jessica Ziółek nie jest jednak jeszcze moją narzeczoną jak to można było przeczytać w niektórych mediach. Jessica bawi się w „modeling", a ponadto chodzi do liceum o profilu dziennikarskim. Jesteśmy parą od dziewięciu miesięcy, ale proszę nie kojarzyć tego z ciążą (śmiech).

- Twoja sympatia interesuje się piłką nożna?
- Jeszcze jak! Jeśli tylko może to jest każdym moim meczu. Jak zagram dobrze to mi gratuluje, ale jak coś „schrzanię" to nie szczędzi mi słów krytyki. Czasem śmieję się z jej uwag, bo niemal zawsze ma dla mnie jakąś cenną radę.

- Wskazówki Jessiki chyba ci służą, bo cała piłkarska polska, w ostatnim czasie mocno się tobą zachwyca. Masz jakieś wady?
- Tych boiskowych zdradzać nie będę, ale zapewniam że mam nad czym pracować. Na co dzień natomiast jestem bardzo nerwowy.

- Na boisku jednak tej nerwowości nie pokazujesz...
- Staram się i chyba nieźle mi idzie, bo nie kojarzę, aby sędzia musiał sięgać po kartki przez moje złośliwe faule.

- Za coś w końcu ci płacą. Osiem tysięcy to optymalne wynagrodzenie dla takiego piłkarza jak ty?
- Jeśli rzeczywiście by takie było, to wystarczające. Jeżeli byłoby większe to wówczas musiałbym oddawać część tych pieniędzy potrzebującym, bo dla mnie byłoby ich za dużo (śmiech).

- Aston Villa, Everton, Fulham, Borussia Dortmund, Hannover 96, Stuttgart, Juventus, Udinese oraz Basel to kluby, które według doniesień medialnych z ostatnich miesięcy chcą cię zatrudnić.
- Nic na temat nie wiedziałem, ale to miła informacja. A tak na poważnie... To nie jest dobry moment, aby rozmawiać o transferach, bo obecnie trwa liga i to jest dla mnie najważniejsze. Nad moją przyszłością pomyślę w grudniu, gdy skończy się runda jesienna. Wówczas usiądę do rozmów i zastanowię nad tym co robić dalej.

- Jest szansa, że pograsz w Górniku przynajmniej do końca sezonu czy bliżej ci do transferu zimą?
- Myślę, że jestem bliższy pozostania w Górniku. Mamy świetny zespół, który ma o co walczyć. Nie chciałbym jednak składać żadnych deklaracji. Co wydarzy się w przerwie zimowej, czas pokaże...

źródło: PilkaNozna.pl



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online