Milik: Plotki transferowe tylko mnie śmieszą. Do stycznia nie ma tematu

Arkadiusz Milik długo opierał się przed agentami, aż w końcu jeden go do siebie przekonał. - Mocno zabiegał o współpracę ze mną nie tylko wtedy, gdy zmieniałem klub i mógł coś na mnie zarobić, ale również wtedy, gdy byłem jeszcze w Rozwoju Katowice, a potem już w Górniku Zabrze. Udowodnił, że nie chodzi mu tylko o chwilowe korzyści i szybki zarobek. Sprawdził się - opowiada w obszernym wywiadzie dla 2x45.com.pl 18-letni napastnik Górnika.

- Miały być Wielkie Derby Śląska, a było wielkie rozczarowanie. Walkę oczywiście mieliśmy, ale poziom czysto piłkarski bardzo niski...
Arkadiusz Milik: - Trzeba przyznać, że spotkanie trochę rozczarowało. Słabo to wyglądało. Po części tłumaczyć może nas pogoda, warunki były trudne. Do tego stawka meczu: obie strony chciały przede wszystkim nie stracić gola, nie kwapiły się do odkrycia. Było dużo "badania się" i skończyło się remisem. Moim zdaniem sprawiedliwym.

- Mówisz remis sprawiedliwy, ale chyba raczej ze wskazaniem na Górnika...
- Mogę się zgodzić. Ruch miał stuprocentową sytuację na początku, Andrzej Niedzielan jej nie wykorzystał, a potem już praktycznie nam nie zagroził. To my dominowaliśmy, w drugiej połowie mieliśmy kilka okazji. Ciągle brakowało kropki nad "i", dokładnego podania na dwudziestym metrze. Trudno, teraz myślimy o Bełchatowie.

- Nie wiem, czy czytałeś, ale "Fakt" już pisze, że po tym meczu ty i Prejuce Nakoulma oddaliliście się od zagranicznego transferu.
- (śmiech). Z takich rzeczy wyłącznie się śmieję. Dziennikarze czasem piszą takie głupoty, że inaczej nie można zareagować. Nie chcę zagłębiać się w te kwestie, bo to nie ma sensu. Media zawsze muszą mieć jakiś temat, podgrzewać atmosferę. Raz jestem już blisko jednego klubu, a zaraz potem daleko. Nie interesują mnie plotki, mam sezon i na tym się skupiam.

- Ale dopuszczasz do siebie myśl, że mógłbyś odejść już zimą, czy od razu nastawiasz się, że dograsz ten sezon do końca?
- To znaczy, na pewno rozważę każdą ofertę, jeśli jakaś nadejdzie, ale wszystko na spokojnie. Do końca rundy liczą się wyłącznie kolejne mecze, a potem można o czymś pomyśleć, jeśli będzie o czym.

- Agent odcina cię teraz od wszystkich tego typu spraw?
- Tak i również sam tego chciałem. Takie rzeczy nie są mi dziś do niczego potrzebne, tylko namąciłbym sobie w głowie.

- Już kilka razy dość jednoznacznie dałeś do zrozumienia, że jesteś cięty na agentów. Czym więc przekonał cię Przemysław Pentak?
- Jest bardzo lojalny wobec mnie. Wiem, że mogę mu zaufać. Mocno zabiegał o współpracę ze mną nie tylko wtedy, gdy zmieniałem klub i mógł coś na mnie zarobić, ale również wtedy, gdy byłem jeszcze w Rozwoju Katowice, a potem już w Górniku Zabrze. Ten kontrakt podpisałem na własną rękę, bez jego wiedzy i w tym momencie większość agencji menadżerskich w jednym momencie przestała być zainteresowana, a on się nie poddawał. Został jako jedyny i postanowiłem się z nim związać umową.

- Krótko mówiąc: przeszedł próbę?
- Dokładnie. Udowodnił, że nie chodzi mu tylko o chwilowe korzyści i szybki zarobek. Sprawdził się.

- Był jakiś agent, który w mediach od razu zaczął cię porównywać do Włodzimierza Lubańskiego i ponoć z tego powodu zakończyłeś z nim współpracę. Tak było?
- Prawda była taka, że on nawet nie był moim agentem, niczego z nim nie podpisywałem, za to wypowiadał się, jakby mnie reprezentował. Takich ludzi to już w ogóle nie trawię. Między innymi przez to jestem bardzo czujny jeśli chodzi o agentów piłkarskich. A co sądzę o porównywaniu mnie do takich postaci jak Włodzimierz Lubański, mówiłem już wiele razy.

- Kolejni agenci dzwonią i obiecują złote góry?
- Dzwonią, dzwonią. Wtedy jednak za długo z nimi nie rozmawiam. Podaję numer mojego agenta i jeśli chcą o czymś porozmawiać, niech się z nim kontaktują. Ja tematami transferowymi nie chcę się zajmować.

- Co sprawiło, że nagle tak wystrzeliłeś? Od początku tamtego sezonu grałeś dużo, często byłeś w pierwszym składzie, ale przez długi czas prezentowałeś się nijako. Brakowało sytuacji, strzałów, niczym specjalnym się nie wyróżniałeś. I w pewnym momencie wszystko się odmieniło...
- Na początku mi nie szło, trzeba przyznać. Byłem żółtodziobem, to był dopiero mój pierwszy sezon w naprawdę seniorskiej piłce i do tego od razu w Ekstraklasie. W Rozwoju to się mieszało - raz grałem juniorach, a raz w seniorach. Było ciężko, musiałem się przystosować. Potrzebowałem trochę czasu, aż w końcu nastąpił przełom w meczu z Koroną Kielce. Strzeliłem dwa gole, wygraliśmy i wtedy nabrałem pewności siebie. Potrzebowałem takiego spotkania, w którym mógłbym się przekonać, że ta liga nie jest taka straszna. Doczekałem się i potem już poszło.

- Pewnie masz już opinię o naszych ligowych obrońcach. Któryś dał ci się już szczególnie we znaki?
- Jeśli mam być szczery, to żaden. Są lepsi obrońcy, są gorsi, ale nikt jakoś wyjątkowo nie uprzykrzył mi życia na boisku.

- Masz 18 lat, ale z wyglądu nie przypominasz debiutanta. Oni przeważnie są drobni, chucherka jakieś, a ty od razu miałeś czym powalczyć bark w bark. Geny czy wiele godzin na siłowni?
- Jedno i drugie. Mam dobre geny, a do tego często chodzę na siłownię, wzmacniam mięśnie i są efekty.

- Nie uciekniemy od tematu reprezentacji. Możesz w ogóle jakoś ocenić swoje występy przeciwko RPA i Anglii?
- Dostałem szansę, cieszę się. Nie miałem jednak zbyt dużo czasu na pokazanie się. Z RPA jeszcze trochę pograłem, mogłem nawet strzelić gola, ale z Anglią to był tylko epizod. Trudno było się wyróżnić.

- Wielu Anglicy mocno rozczarowali, w końcu chodziło o gwiazdy Premier League. Ciebie też?
- Może nie byłem w szoku, ale trzeba przyznać, że sprawili niemiłą niespodziankę swoim kibicom. Wszyscy spodziewali się lepszej gry z ich strony, a w telewizji pewnie i tak wyglądało to korzystniej niż na boisku. Nie ma też jednak co stwierdzać, że Anglicy są słabi. To za dobrzy piłkarze, żeby przesądzać po jednym meczu. O klasie zawodnika decyduje postawa w całym sezonie.

- Ostatnie miesiące musiały wywrócić do góry nogami twoje życie. Nagle stałeś się rozpoznawalny, wyrastasz na ważną postać ligi, w wieku 18 lat grasz w kadrze przeciwko Anglik. Jak udaje ci się w tym wszystkim nie odpłynąć?
- Staram się twardo stąpać po ziemi, tak zostałem wychowany. W rodzinie wpojono mi, żeby zachowywać skromność, nie wywyższać się, bo to pomaga w życiu.

- No i twoim trenerem jest Adam Nawałka. Przy nim raczej trudno odpłynąć...
- Trener Nawałka ma smykałkę do rozwijania talentów młodych piłkarzy. Umie nimi kierować i trzymać w ryzach. Kiedy widzi pierwsze objawy "sodówki", od razu kasuje wszystko w zarodku. Gwiazdorskie zachowania są u niego tępione, ktoś zachowujący się w ten sposób nie może z nim współpracować.

- Popularność bardziej cię cieszy, czy smuci, bo dziennikarze dzwonią, ludzie patrzą na ulicy, jest mniej prywatności?
- Bardziej mnie cieszy. To przyjemne, gdy ktoś podchodzi i słyszysz parę miłych słów, alby gdy jesteś rozpoznawalny w świecie piłki, nieraz przez bardzo ważne osobistości.

- A jak reagujesz, gdy Adam Nawałka lub eksperci mówią, że masz większy potencjał niż Lewandowski? Połechtanie ego, czy dodatkowa presja?
- Na pewno miło się czyta takie rzeczy. To motywuje do jeszcze cięższej pracy, bo chcę pokazać, że te komplementy nie są na wyrost i może za rok, dwa lub trzy zbliżę się do tego, co prezentuje Robert. Na razie on gra na poziomie, o którym mogę tylko pomarzyć.

- Co jeszcze musi poprawić Arkadiusz Milik, żeby być lepszym napastnikiem?
- Są takie rzeczy. Wiem, nad czym muszę pracować, ale nie chciałbym tego publicznie mówić. Po co ułatwiać sprawę obrońcom rywali? (śmiech).

- Górnik Zabrze jest teraz trzeci w tabeli i chyba nikt z was nie powie, że do szczęścia wystarczy jedynie spokojne utrzymanie?
- Oczywiście, że nie. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Chcemy być jak najwyżej w tabeli i jeśli będzie szansa powalczyć o coś konkretnego, postaramy się nie zmarnować okazji. Mamy umiejętności i ambicje, żeby zajmować czołowe lokaty w lidze.

- Masz w Górniku jakichś bliższych kumpli?
- Nie za bardzo. Mocniej trzymam jedynie z Konradem Nowakiem, z którym wcześniej grałem w Rozwoju. Z innymi kolegami rzadko spotykam się poza boiskiem. Jeśli już mam czas wolny, staram się go spędzić z rodziną, bo tego czasu jest niewiele.

- Jesteś z Tychów, ale domyślam się, że teraz bywasz tu rzadko...
- Zgadza się. Mieszkam w Katowicach, wynajmuję tam mieszkanie. W Tychach ostatnio za często nie jestem. Czasem tylko odwiedzę mamę.

Rozmawiał: Przemysław Michalak

źródło: 2x45.com.pl



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2021 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera]