Danch: Nie chcę pompować "balona"

- To chyba najbardziej bezbarwne derby od kilku lat, ale wolę o takich szybko zapomnieć niż pamiętać 0:3 na Cichej z 2011 roku - mówi Adam Danch, kapitan Górnika. 

Szklanka po derbach jest do połowy pusta, czy pełna?

- Powiem to, co pewnie wszyscy. Szansa na wygranie z Ruchem w Chorzowie była największa od kilku ładnych lat, bo w drugiej połowie na pewno byliśmy od nich lepsi. Z drugiej strony wiemy, że Ruch u siebie nie przegrał od roku, czyli jest na Cichej mocny. O tej szklance porozmawiajmy po rundzie. Dziś jest trochę niedosytu, ale dobrze, że trener w środę na 9:00 zarządził analizę tego meczu. Lepiej szybko to zamknąć i skupić się na Bełchatowie.

Co wyszło na tej analizie?

- Wszystkiego nie mogę powiedzieć, ale na pewno słabiej zagraliśmy pierwszą połowę. Zadziwiająco dużo było niedokładności. U nich i u nas. Takie "flipery" zamiast gry w piłkę. Po przerwie wyglądało to lepiej. Graliśmy piłką, opanowaliśmy środek pola i były 3-4 naprawdę dobre szanse. Strzał Seweryna Gancarczyka "palce lizać". Czasami trzeba mieć trochę szczęścia.

Najlepszą okazję miał jednak Ruch. Zrobiło się "ciepło"?

- Zrobiło. Typowy błąd w komunikacji, sam mogłem doskoczyć do Andrzeja Niedzielana, ale na szczęście dla nas, nie trafił do siatki. Pozytyw jest taki, że drugi raz Ruch takiej akcji już nie był w stanie powtórzyć.

Kibice na was czekali?

- Tak. Oglądali mecz razem w Zabrzu i przyszli na stadion. Podziękowali za grę, było ok, choć myśleli pewnie podobnie, jak my. Mogło być pięknie.

Aleksander Kwiek mógł być noszony na rękach...

- Z autokaru do samochodu... Mógł. Tłumaczył, że chciał jeszcze podawać piłkę do Arka Milika, zamiast strzelać. Dziś wszyscy wiemy, że wybrał źle. Powinien strzelać w "krótki róg". Trudno, trafi w piątek z Bełchatowem.

Wspomnianą niedokładność można tłumaczyć warunkami atmosferycznymi?

- Nie. Ruch bardzo dobrze przygotował murawę, a piłki różniły się tylko kolorem. Taki mecz czasami się zdarza.

Z Koroną słabsza pierwsza polowa, w Chorzowie podobnie... Jakaś prawidłowość?

- Chyba nie. Mecz trwa 90 minut. Akurat w tych spotkaniach potrzebowaliśmy czasu, żeby się rozkręcić, ale nie straciliśmy w tym czasie gola. Chciałbym grać wszystkie mecze na "zero", jak te dwa ostatnie, bo sytuacje stwarzamy i goli też zdobywamy sporo.

Patrzycie na kalendarz rozgrywek i...

- Wiem, co powinienem powiedzieć. Faktycznie, na papierze mamy łatwiejszy rozkład jazdy niż najgroźniejsi rywale, choćby dlatego, że cztery razy gramy w Zabrzu i dwa na wyjazdach, ale nie chcę pompować "balona". Z Bełchatowem i Lubinem nie będzie łatwiej niż w Chorzowie. Dziewięć meczów bez porażki nie jest przypadkiem, ale spokojnie... Teraz liczy się Bełchatów. Wszystko, co za nami, jest już tylko historią.

Akurat pan w kilku meczach z Ruchem już grał. Poniedziałkowy mecz na tle tych wcześniejszych?

- Chyba najbardziej bezbarwny, ale wolę o takim szybko zapomnieć niż pamiętać 0:3 na Cichej z 2011 roku. Było trochę tak, jak u nas rok temu, tylko w drugą stronę i bez goli. Wtedy Ruch "nacisnął" po przerwie i trafił nas dwa razy. My mieliśmy przewagę u nich, ale bez bramek. Poza tym śnieg, brak naszych kibiców, warunki jednak archaiczne, nawet w stosunku do obecnych standardów w lidze, gdzie większość meczów gra się już na nowych, lub choćby budowanych stadionach. To obu drużynom nie pomaga w kreacji widowiska, choć nie chciałbym na otoczenie "zwalać" winy za trochę nijaki mecz. W końcu to my biegamy po boisku.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2021 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera]