Forum
 

"Niech Milik nie wyjeżdża"

- Trzy lata pracy Adama Nawałki zrobiło swoje. Na Górnika przyjemnie się patrzy, bo walczy - mówi Andrzej Pałasz, były piłkarz Górnika Zabrze w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego". 

Ludzie pamiętający stare czasy patrzą na Arkadiusza Milika i mówią, że Andrzej Pałasz też miał kiedyś takie wejście smoka.

Andrzej Pałasz: - I mnie też, jak teraz Milika, porównywano do Włodzimierza Lubańskiego. Nawet koszulkę od mojego idola dostałem. To się działo przed pożegnalnym meczem Włodka. Górnik grał z Lokeren. Wtedy Lubański symbolicznie przekazał mi pałeczkę.

Drugim Lubańskim pan jednak nie został.

- Może nie miałem nim być? Może za mały byłem? Zapewniam, że bardzo chciałem, ale nie dorównałem poprzednikowi. Zresztą porównania są głupie. Każdy ma swoją drogę.

Diego Maradonie też pan nie dorównał.

- Następne porównanie... Z Maradoną było tak, że on i ja graliśmy w mistrzostwach świata juniorów w 1979 roku. Diego i Ramon Diaz wyprzedzili mnie w klasyfikacji strzeleckiej turnieju. Nigdy mi jednak przez myśl nie przeszło, że mógłbym tym gościom dorównać.

Pan nie ma się czego wstydzić. Trzy tytuły z Górnikiem, a do tego dwa mundiale, w tym srebrny w Hiszpanii.

- Kiedyś przeczytałem, że koledzy w kadrze mnie nie akceptowali.

Bo w półfinale trener wpuścił na zmianę pana, a nie Andrzeja Szarmacha.

- Andrzeja szanuję, ale też chciałem grać. Kiedy wszedłem z Włochami w drugiej połowie, chciałem pomóc. Straciliśmy jednak drugą bramkę i nie udało się. Czasami wracam do tamtego spotkania, zastanawiam się, co mogłem zrobić inaczej. Gdybym wtedy zagrał lepiej, dopiero byłaby historia. Wówczas jednak nie czułem, że ktoś krzywo na mnie patrzy. Nie sądziłem, że starsi koledzy mogą myśleć, że trener Piechniczek mnie faworyzuje. Zresztą sam jestem teraz szkoleniowcem i nie wierzę, że pan Antoni mógł się kierować osobistymi sympatiami.

Jest pan trenerem?

- Od zadań specjalnych, ale nie tylko. Mam szkółkę piłkarską, a poza tym pracuję z dziećmi ze szkoły specjalnej. To jest dopiero trudny temat. Jest wielu Turków. To są młodzi ludzie, którzy mają problemy z nauką i przystosowaniem się do nowego środowiska. Integrują się bardzo powoli, albo wcale. Futbol jest po to, żeby im wskazać jakiś cel w życiu. Żeby nie włóczyli się po ulicy i nie robili głupot. Nie palili, nie pili i nie ćpali. Lepiej, jak będą kopać piłkę. Trochę bałem się tej pracy. Pomyślałem, że nie mam przecież żadnego doświadczenia jako pedagog czy psycholog. Już podczas pierwszych zajęć moi zawodnicy wzięli się za łby. Bójek na boisku było całe mnóstwo. Te dzieci są tak naładowane frustracją i jakąś taką agresją, że wystarczy jeden nieostrożny gest, jakieś niepotrzebne słowo i dochodzi do eksplozji.

Jak pan reaguje?

- Na bójki? Spokojnie. Podchodzę, rozdzielam, a potem siadamy na ławce i tłumaczę moim wojownikom cierpliwie, że tak nie wolno. Mówię, że pięścią nie rozwiązuje się problemów. Proszę, żeby takie sytuacje się nie powtarzały. Jednak się powtarzają, bo takie już jest to środowisko. Ekstremalne, posługujące się ostrym, wulgarnym językiem i skore do bijatyk. O byle co. Uważam jednak, że całkiem nieźle udaje mi się nad nimi panować. Grałem w Turcji, więc kilka zwrotów znam, a poza tym oni wiedzą, że jestem byłym zawodnikiem. Potrafią to uszanować.

I chcą być tacy jak pan?

- Oni mają marzenia, ale w dorosłym futbolu nie mają szans. Nie mówię im tego, bo przecież muszą mieć nadzieję. Jednak te zaniedbania w ich przypadku są wielkie. Niektórzy mają kłopoty z koordynacją, innych trudno zintegrować. W swojej grupie jeszcze jakoś się trzymają. Gdyby jednak włożyć ich do normalnego klubu, byłby kłopot. Niemniej podpowiadam, jak powinien zachowywać się profi. Może kiedyś okaże się, że nie miałem racji.

Słyszeliśmy, że te dzieci nazywają pana ojcem.

- Tak, bo okazuję im wielkie serce i zainteresowanie. Normalnie, w domu, tego nie doświadczają. Prawdziwi rodzice nie mają dla nich czasu. A my nie tylko trenujemy, ale i na mecze jeździmy. Na Bayer Leverkusen, bo ten klub jest patronem projektu. Ta inwestycja naprawdę ma sens, nawet jeśli żaden z tych chłopaków nie zostanie piłkarzem. W życiu będzie im jednak łatwiej. Od rodziców już różni ich chociażby to, że potrafią czytać i pisać. Tak, tak. Nie podpisują się, jak tamci, krzyżykiem.

Prowadzi pan jeszcze warsztat lakierniczy?

- Zmieniłem branżę. Teraz siedzę w gastronomii. To jest taki mały bar sportowy, przy szkółce, którą prowadzę. Chciałem spróbować czegoś innego.

Kluby pan jednak rzadko zmieniał. Był pan wierny Górnikowi. Mówiło się, że dalibyście radę i bez trenera.

- Nieprawda. To się tak fajnie mówi, ale ktoś musi zawodników ukierunkować. Nawet Real i Barcelona nie dałyby rady bez dowódcy.

Z czym kojarzą się panu derby z Ruchem?

- Ze strzałem, po którym piłka ugrzęzła w tym zakolu w górnym rogu bramki. Taka wtedy była konstrukcja, a ja przymierzyłem z dwudziestu metrów na tyle precyzyjnie, ze futbolówka właśnie tam się znalazła. Piękny gol.

Górnik, grający tak jak obecnie, ma szansę na europejskie puchary?

- Tak. Trzy lata ciężkiej pracy Adama Nawałki zrobiło swoje. Na Górnika przyjemnie się patrzy, bo walczy i wierzy, że każdego można złamać. Czasami takie połączenie chęci z walką daje pozytywne rezultaty. Dlatego, mimo początkowych męczarni, wygrali z Koroną.

Milik poradziłby sobie w Bundeslidze?

- Jeszcze potrzebowałbym kilku dowodów, żeby powiedzieć: „Tak, poradzi sobie". Jak na swój wiek jest wyjątkowy. Młody, zdolny, strzela gole. Najlepiej jednak utnijmy temat, bo nie chcę, żeby Milik wyjeżdżał. Chcę, żeby w Górniku grał jak najdłużej. Chcę go oglądać na nowym stadionie.

Być może jednak Górnik będzie musiał sprzedać zawodnika dla ratowania finansów.

- Jednak to piłkarz musi być zdecydowany na zmianę. Jeśli nie będzie przekonany, nic z tego nie będzie. Arek wygląda na młodego, poukładanego życiowo człowieka, więc to jest plus. Ale Górnik ma kilku fajnych piłkarzy. Podoba mi się Prejuce Nakoulma. Dobry jest Paweł Olkowski. Z przyjemnością patrzę na jego ofensywne wejścia. On potrafi się obrócić z piłką, ma niekonwencjonalny zwód. Musi tylko poprawić ostatnie podanie.

źródło: Przegląd Sportowy



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online