Chłopak z osiedla "N", czyli kim jest Arkadiusz Milik

Arkadiusz Milik ma 18 lat. W piątek zadebiutował w piłkarskiej reprezentacji Polski. Z pięcioma golami dla Górnika Zabrze prowadzi w klasyfikacji najlepszych strzelców Ekstraklasy. Już interesują się nim Borussia Dortmund, Juventus Turyn i VfB Stuttgart. W mediach nazywany jest nowym Lewandowskim, lub nowym Lubańskim. 

Wychowany na "enie"

Milk urodził się w 1994 roku. Gdy Polacy po szesnastu latach przerwy awansowali do finałów wielkiego turnieju (mundial w Korei i Japonii 2002), zawodnik Górnika miał osiem lat.

- To pierwszy turniej, który zapisał mi się w pamięci. Brazylia wygrała z Niemcami w finale 2:0 po dwóch golach Ronaldo. Polacy w grupie przegrali dwa mecze, a ostatni wygrali z USA 3:1. Euro w Portugalii i mundial w Niemczech pamiętam już bardzo dobrze – mówi Milik.

"Nowy Lewandowski" po raz pierwszy na trening w Rozwoju Katowice trafił w wieku sześciu lat.

– Wcześniej kopałem piłkę z kolegami na placu pod blokiem. Od zawsze to była moja pasja i odskocznia od życia codziennego. Tychy są podzielone na osiedla, ja wychowałem się na osiedlu N, na "enie". Wszystko miałem pod ręką: sklep, kino, ale przede wszystkim boisko – wspomina zawodnik.

W Tychach nie było wówczas młodzieżowej drużyny, która mogłaby przyjąć młodego Milika. Jednak jego brat Łukasz przyjaźnił się z trenerem z Rozwoju Katowice Sławomirem Mogilanem.

- Trener Mogilan to taki mój przyszywany tata. Biologiczny ojciec odszedł od mamy, gdy byłem jeszcze bardzo mały. Wychowywałem się z mamą i bratem, a od szóstego roku życia opiekę nade mną sprawował też trener, któremu bardzo wiele zawdzięczam – mówi Arkadiusz Milik.

Przez pierwszy rok Sławomir Mogilan zawoził małego Arka na treningi do Katowic samochodem.

- Chciałem się usamodzielnić i w drugim roku jeździłem już autobusem. Z Tychów do Katowic na Brynów było jakieś 25 kilometrów. Potem jeszcze piętnaście minut drałowałem na nogach i już byłem na Rozwoju – wspomina zawodnik Górnika.

Chciał grać jak Cristiano Ronaldo

Trenerzy od początku widzieli w Miliku środkowego napastnika, ale zawodnik z Tychów nie zawsze chciał trzymać się założeń taktycznych.

- Schodziłem na skrzydła, bo tam było więcej miejsca i mogłem trochę poszaleć z piłką. To był styl gry Cristiano Ronaldo, którego bardzo lubię. Kiedyś moim wzorem był Thierry Henry, ale gdy przeszedł do Barcelony i jego kariera zaczęła trochę gasnąć, wzorem dla mnie stał się Portugalczyk. Z czasem okazało się, że moje warunki fizyczne można lepiej wykorzystać w napadzie niż na skrzydle. Dojrzałem piłkarsko i przestałem już chodzić na boki – wspomina Milik.

Dla chłopaków z jego pokolenia piłka nożna nieodłącznie wiąże się z… grami komputerowymi.

- Dziś już nie mam na gry zbyt dużo czasu, ale jeszcze kilka lat temu po premierze nowej FIFY grało się po siedem godzin dziennie. Mam już nową FIFĘ 13, ale bawi się w nią głównie moja dziewczyna. Bardzo lubię też Football Menagera. Zawsze czekałem, aż autorzy gry stworzą piłkarza Arkadiusza Milika, żebym mógł sam siebie kupić. Wkrótce premiera tegorocznej edycji. Na pewno sprawdzę, jakiego zrobili ze mnie piłkarza – śmieje się napastnik.

Pierwszego wywiadu Milik udzielił w wieku ośmiu lat. Miało to jednak związek z jego karierą… biegacza.

- Brałem udział w biegach ulicznych. Za pierwszym razem rywalizowałem w sprincie na sto metrów ze starszymi chłopakami. Pamiętam, że gdy starter wystrzelił z pistoletu zapatrzyłem się na lecącą w powietrzę flarę. Zareagowałem z opóźnieniem, ale i tak byłem trzeci. Zrobiło to wrażenie i zostałem poproszony o wywiad – wspomina.

Z Juventusu na razie się śmieje

Kariera Milika nabiera rozpędu, ale doniesienia o zainteresowaniu wielkimi klubami traktuje z dystansem.

- Śmieję się z tego, bo czytam takie rewelacje w internecie, a sam nic o nich nie wiem. Mam zasadę, że o transferze nie myślę, dopóki trwa sezon. Nie wiem, czy jestem już gotowy wyjechać za granicę. To zależy od wielu czynników. Na razie się nad tym nie zastanawiam – ucina zawodnik.

Arkadiusz Milik na dobre trafił do notesów skautów w 2008 roku. Rozwój wygrał wtedy turniej Pustynia Cup pod Dębicą. Arek strzelił kilka pięknych goli, jego kolega z drużyny został wybrany graczem turnieju.

- Myślę, że wtedy zaczęło się wokół nas zamieszanie. Bo to był bardzo zdolny rocznik Rozwoju. Ja, Wojtek Król, Konrad Nowak. Po turnieju mieliśmy sygnały od poważnych klubów. Mną interesował się Ruch Chorzów – wspomina Milik.

Napastnik Górnika mimo młodego wieku zdążył już sobie wyrobić nienajlepsze zdanie o menedżerach. Stosunkowo późno związał się z niemiecką agencją, odrzucając oferty "gwiazd" z polskiego rynku.

- Większość menedżerów to oszuści. Nie obchodzi ich dobro zawodnika, tylko własny zarobek. Mój obecny menedżer wspierał mnie przez kilka lat, gdy nie miałem z nim podpisanej żadnej umowy. Z Górnikiem zawarłem kontrakt samodzielnie, bez niczyjej pomocy. Wtedy skończyło się nagabywanie ze strony większości agentów, bo przeszła im koło nosa prowizja. Został tylko ten jeden, z którym później już z czystym sumieniem podpisałem umowę. Dziś, gdy zaczęło się o mnie trochę mówić, znowu odzywa się grupa cwaniaków. To kolejny powód, dla którego mam o menedżerach kiepską opinię – twierdzi zawodnik Górnika.

Milik zdaje sobie sprawę, że dzięki piłce może ustawić się w życiu, ale na razie nie widać po nim objawów "wody sodowej".

- Najważniejsza jest dal mnie rodzina, a zaraz potem piłka nożna. To moja pasja, a jeśli dzięki niej będę zarabiał pieniądze, to wypada tylko się z tego cieszyć – kończy.

źródło: Onet.pl



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2021 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera]