Prejuce Nakoulma wreszcie odpalił

Górnik Zabrze na nic nie czekał tak bardzo jak na przebudzenie Prejuce Nakoulmy. Po meczu ze Śląskiem Wrocław wszyscy w Zabrzu mogli odetchnąć.
Wystarczyło spojrzeć na zachowanie piłkarzy Górnika po golu na 2:1, by nie mieć wątpliwości, że to gol szczególny, nie tylko dlatego, że pozwolił zabrzanom objąć prowadzenie w meczu z mistrzem Polski.  Aleksander Kwiek gestem ręki przywołał wszystkich zawodników, by wyściskali strzelca gola - Prejuce Nakoulmę.

Sam się śmieje

Sam strzelec zachowywał się bardzo powściągliwie. Nie było wybuchu radości i dopiero po strzeleniu drugiej bramki można było odnieść wrażenie, że z „Prezesa” „zeszło powietrze”. Po meczu nie chciał rozmawiać z mediami, których unika od kilku tygodni. Fani słyszeli jego głos tylko podczas przedsezonowej prezentacji, kiedy powiedział, że wciąż chce strzelać gole dla Górnika. Rzecz w tym, że nie miał już wtedy wyboru. Z transferu do Francji nic nie wyszło, a do Rosji przeprowadzać się nie chciał. - Trochę „przybity” był. Wcześniej na treningach żartował, wszędzie było go pełno. Tej jesieni jakby nieco zgasł, ale też nie popadałbym ze skrajności w skrajność. Jak nie idzie to trudno być zadowolonym. Poza tym on latem praktycznie pożegnał się już z klubem. Fajnie reagował trener. Cały czas dawał „Prezesowi” do zrozumienia, że jest drużynie potrzebny, a przebudzenie to kwestia czasu – usłyszeliśmy od jednej z osób regularnie oglądającej treningi Górnika. W Zabrzu opowiadają, że Nakoulma sam w szatni lubi „sprzedać” dowcip o czarnoskórych i głośno się z nich śmieje. Nigdy się też nie obraża, kiedy ktoś opowie przy nim podobny kawał. - To superchłopak. Wnosi do szatni jakość sportową i jakość towarzyską. Dobrze, że trafił... - mówi Adam Danch, kapitan zabrzan.

Czy mógł siąść na ławce?

Wspomniany Kwiek mówił wprost, że bramki Nakoulmy ucieszyły go bardziej niż jego własna. - Potrzebujemy takiego „Prezesa”. Teraz powinno być już łatwiej. Jemu i nam. Jak mamy wygrywać, to z Prejucem w takiej dyspozycji – mówi pomocnik Górnika. Czy w ostatnich tygodniach był temat posadzenia Nakoulmy na ławce? Nikt głośno o tym nie mówi, ale nawet jeżeli sportowo były ku temu podstawy, to istotny był czynnik psychologiczny. Nakoulma na ławce mógł totalnie stracić wiarę i motywację, a wtedy długo mógłby nie wrócić na właściwe tory. Za lepsze rozwiązanie uznano wystawianie go do składu i czekanie na mecz, w którym zacznie grać na miarę swoich możliwości. - „Prezes” nie strzelał goli i pod tym względem nastąpił w niedzielę przełom, ale my patrzeliśmy na to nieco inaczej. Widzimy, jak pracuje na treningach i co daje drużynie. Grał dobre mecze z Piastem czy Lechem. Widać było, że z każdym występem jest lepiej – mówi trener Adam Nawałka, podkreślając, że „Prezes” miał zupełnie inny cykl przygotowawczy do sezonu.
Warto przypomnieć, że na zgrupowaniu w Zakopanem nie grał w sparingach, bo w każdej chwili mógł wylecieć do nowego klubu. Nie był też w Słowenii, czyli nie grał w większości sparingów. Jakby tego było mało, Górnik ma problemy finansowe, więc – jak wszyscy – nie dostaje na czas pieniędzy, a miesiąc temu wyjechał na ponad tydzień na zgrupowanie reprezentacji Burkina Faso. - Nałożyło się kilka czynników, ale nigdy nie wątpiliśmy, że Prejuce zacznie strzelać gole. Rozmawialiśmy z nim, był zły przede wszystkim na siebie, a to dobry znak – mówi Krzysztof Maj, członek zarządu Górnika.

Na europejskim poziomie

Pierwsze od marca bramki strzelone przez Nakoulmę z akcji bardzo ucieszyły nie tylko trenerów i kibiców, ale też działaczy. Nakoulma to wciąż zawodnik z numerem jeden na liście do sprzedaży. Najlepiej już w zimowym okienku transferowym. Kwotę odstępnego ma wpisaną w umowę. Wynosi 1,25 miliona euro. Za kwotę miliona euro może z kolei „wykupić” swój transfer. - Jeżeli ktoś oglądał go w niedzielę, to na pewno odniósł pozytywne wrażenie. Skuteczność to jedno, a walka, szukanie gry i dynamika to drugie. Takiego piłkarza szukają zachodnie kluby – mówi Zygmunt Anczok, legenda Górnika sprzed lat. - Polscy piłkarze biegają dziś już niewiele mniej niż ci na zachodzie. Rzecz w tym, ile biegają na sprincie i to jeszcze „pod grą”. „Prezes” w niedzielę wykonał kilkanaście takich biegów, a to rzecz w polskiej lidze rzadko spotykana. Takiego wyniku nie powstydziłby się żaden gracz dobrego, zachodniego klubu – to opinia Mieczysława Agafona.
Pytanie, czy mecz ze Śląskiem to początek lepszej i skuteczniejszej gry Nakoulmy, który najlepszy okres w Górniku miał właśnie w październiku i listopadzie ubiegłego roku, kiedy sam potrafił rozstrzygać losy meczów Górnika? - Z tak grającym „Prezesem” jak w niedzielę, Górnik pewnie wygrywałby co najmniej dwa ze zremisowanych meczów. Wszystko było dobre, tylko brakowało tego błysku i różnicy, jaką robi „Prezes” w wysokiej dyspozycji. Ale gdybanie nie ma sensu. Teraz trzeba to wykorzystać, bo Górnik jest na dobrej drodze, by w lidze nie przegrywać jeszcze długo – dodaje Anczok. - Decydowała „głowa”. Przygotowany jest dobrze, tylko podejmował złe decyzje. Brakowało automatyzmu i pewności siebie, a jak raz się nie uda, to jest trudno. Może potrzebował akurat pięciu meczów, by „złapać” formę. Zobaczymy z najbliższych tygodniach. Oby... - kończy Krzysztof Maj.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2020 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online