Forum
 

Milik: Wybrałem Górnika i nie żałuję

- W domu nauczyli mnie, żeby być skromnym i pracowitym. Tych samych nauk udziela mi trener Adam Nawałka. A ja słucham i robię, co mi każą - mówi Arkadiusz Milik w rozmowie z "Przeglądem Sportowym". 

Pogodził się pan już z tym, że nie dostał powołania na mecze kadry z Czarnogórą i Mołdawią?
- Z niczym się nie godziłem, bo dla mnie dużą niespodzianką było już to, że dostałem się na listę rezerwową. Autentycznie się z tego cieszyłem. To był dla mnie zaszczyt, a nie powód do smutku.

I nie żal panu, że trener powołuje piłkarzy, którzy nie błyszczą, a tych którzy strzelają gole trzyma w rezerwie?
- Nie patrzę na innych, tylko na siebie. Muszę regularnie grać na tym poziomie, który prezentuję obecnie. Jeśli będę solidny w dłuższej perspektywie, prędzej czy później powołanie przyjdzie.

Jerzy Engel mówi, że Milik to jeden i najlepszych napastników w Europie w swojej kategorii wiekowej.
- Miło słyszeć takie rzeczy. Tym bardziej że to mówi taka osoba, były trener reprezentacji. Ale z drugiej strony, to nic nie znaczy. Wielu było takich jak jak. Zdolnych 19-latków, którzy mieli w życiu swoją szansę, ale nie wykorzystali jej.

Bardzo pan ostrożny.
- To rodzinne. W domu nauczyli mnie, żeby być skromnym i pracowitym. Tych samych nauk udziela mi trener Adam Nawałka. A ja słucham i robię, co mi każą.

Eksperci mówią: Milik jest gwiazdą.
- Wcale tak nie uważam. Na to, żeby być gwiazdą, trzeba sobie zasłużyć. Gwiazdą to jest Cristiano Ronaldo, a nie chłopak z Zabrza, który wbił kilka goli w lidze.

Stanisław Oślizło, legenda Górnika, mówi, że ma pan szansę być wielki, jeśli oprze się pan pokusom i poświęci najlepsze lata życia piłce.
- Na pewno się poświecę. Zrobię wszystko, żeby nie zmarnować szansy. Na własnej skórze jeszcze się nie przekonałem, jak wiele można stracić przez uleganie pokusom, ale wiem, ile to kosztuje. Imprezowy styl życia prowadzi do tego, że człowiek nie ma siły pracować na treningach. My Polacy nie mamy takich kosmicznych umiejętności, jak Brazylijczycy. Nadrabiamy ciężką pracą, walką i zaangażowaniem. Tą drogą chcę podążać.

Chyba niepotrzebnie o to pytaliśmy, bo słyszeliśmy, że pan nawet szampana nie pije.
- Nie jestem całkowitym abstynentem. Mogę wypić jedno piwo, ale nie ma mowy o tym, by przesadzać. Potrafię świetnie się kontrolować.

Jest pan lewym pomocnikiem, czy napastnikiem?
- Na skrzydle grywam, ale moja optymalna pozycja to atak. Najlepiej czuję się na szpicy. Na boku pomocy zjawiam się z konieczności.

W Górniku każdy zdolny piłkarz porównywany jest z Włodzimierzem Lubańskim. Wspomniany Oślizło powiedział, że pan mu Lubańskiego nie przypomina ani trochę.
- I bardzo dobrze, bo nie chcę być ani drugim Lubańskim, ani drugim Robertem Lewandowskim. Chcę być Arkadiuszem Milikiem. Dla mnie te porównania nie mają większego sensu.

Przy okazji zbliżającego się meczu Górnika z Legią trzeba przypomnieć, że mógł pan grać w klubie ze stolicy.
- Ale wybrałem Górnika i nie żałuję.

Zagorzali sympatycy tego klubu mogliby mieć jednak pretensje o przesłanki. Postawił pan na Zabrze, bo bał się pan, że w Legii nie będzie miał większych szans na granie.
- Na Górnika zdecydowałem się przede wszystkim dlatego, że czuję większą sympatię do tego klubu, niż do Legii. Drugi powód był taki, że do Zabrza jest bliżej z Katowic. Trzeci już podaliście. Sądziłem, że w Zabrzu będzie więcej szans na granie. Nie pomyliłem się w ocenie.

W takim razie zrobimy panu mały sprawdzian z wiedzy o Górniku. Najlepsi napastnicy w klubowej historii?
- Włodzimierz Lubański i Ernest Pohl. W Legii z byłych graczy znam tylko obecnego dyrektora Marka Jóźwiaka.

A Kazimierza Deynę?
- Oczywiście, że tak, ale jednak o Górniku wiem więcej.

Zgadza się pan z fachowcami, którzy mówią, że gracie najlepszą piłkę w Polsce?
- Za szybko powiedziane. Po trzech kolejkach nie można wygłaszać takich kategorycznych sądów. Dobrze nam idzie, przywieźliśmy z wyjazdów pięć punktów, ale to na razie tyle. Choć oczywiście uważam, że stać nas na wiele, że możemy być czarnym koniem rozgrywek. I mimo tego, że posiadamy takie, a nie inne umiejętności - Legia pod tym względem nas przewyższa.

Na co warszawski klub stać?
- Mają świetny zespół i na pewno będą walczyli o mistrza Polski.

Są też faworytem spotkania w Zabrzu.
- Ale my nie odpuścimy. Zaprezentujemy walory, z których jesteśmy znani.

Mówi pan, niczym trener Nawałka, który ciągle studzi nastroje. Jaki on jest?
- W klubie opowiadają, że to dyktator. Nie chcę oceniać trenera. Powiem tylko, że za to, co z nami zrobił, można go tylko chwalić. Ma twardą rękę, ale tak jest dobrze. Mnie to odpowiada.

W klubie się martwią, że choć Górnik dobrze gra, to sukcesu nie ma jak skonsumować. Pojemność stadionu jest ograniczona, więc sprzedaż biletów nie podskoczy.
- Nie sądzę, żeby w Zabrzu się tym martwili. My cieszymy się z tego, że dobrze gramy.

Z Legią zagracie na placu budowy.
- Na którym nam się bardzo dobrze gra. To nasz dom. Liczymy, że za rok nasze spotkania będzie oglądać 25 tysięcy kibiców. Teraz musimy się zadowolić dopingiem trzech tysięcy fanów. Uważam jednak, że wyjdziemy na tym lepiej niż na przenosinach do Sosnowca. Tam mogło być naprawdę smutno.

Spodziewał się pan, że ten sezon tak dobrze się zacznie?
- Na pewno chciałem, żeby było tak, jak jest. Po to ciężko trenowałem, żeby tak to wyglądało. Z Piastem trochę dopisało mi szczęście, z Jagiellonią dorzuciłem kolejną bramkę, a na Lechu zagraliśmy dobrze jako zespół. Dyktowaliśmy warunki, mieliśmy inicjatywę.

Rozumiem, że jest pan skromny i nie zakłada określonej zdobyczy bramkowej na ten sezon?
- Nie zakładam, choć chodzi mi po głowie pewna liczba. Ale nie żebym się nią zaraz miał dzielić. Po prostu za pół roku przypomnę sobie o tej liczbie i uśmiechnę się, jeśli marzenia pokryją się z rzeczywistością.

W Rozwoju Katowice na pańskiego młodszego kolegę Konrada Nowaka wołali "biegający milion złotych". A o panu jak mówili?
- Zwyczajnie, czyli Aro. Zresztą on też nie był "biegającym milionem". To dziennikarze wymyślili.

Za rok będzie pan chciał wyjechać na Zachód?
- Już teraz była na to szansa. Teraz jest czas spokojnej pracy w Górniku. To jest taki rok, w którym nie chciałbym przeżywać żadnego zamieszania. Mam nadzieję, że w tym czasie będę się prawidłowo rozwijał, bo tylko wtedy zrobię zadowalający mnie postęp. Natomiast w przyszłość nie wybiegam. Żyję chwilą i zastanawiam się tylko nad tym, co mogę zrobić dziś, żeby być lepszy jutro. A jak już się rozwinę na tyle mocno, że pojawią się oferty, to pewnie wyjadę. Ale nie ma nic za darmo. Wcześniej muszę wylać bardzo dużo potu.

źródło: Przegląd Sportowy



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online