Forum
 

Bonin wraca na Roosevelta

Grzegorz Bonin i Robert Szczot kiedyś byli symbolem siły i bogactwa drużyny z Zabrza. Dzisiaj są w ŁKS. Przeciwko byłemu klubowi zagra tylko ten pierwszy, bo Szczot jest kontuzjowany.
Robert Szczot może się chyba cieszyć z tego, że kontuzja wykluczyła go z występu przy Roosevelta. Kibice Górnika nigdy za nim nie przepadali. Bardzo szybko zaczęli mówić, że to jeden z najbardziej przepłaconych graczy. Zabrzanie pozyskali go za 1,8 mln zł i dali pensję 44 tys. zł.

Kozioł ofiarny

Lewy pomocnik źle wspomina pobyt w Zabrzu. - Myślę, że stałem się kozłem ofiarnym - mówił Szczot. - Robiłem wszystko, co mogłem, ale zewsząd słyszałem narzekania i w końcu spasowałem. Rozwiązałem kontrakt z Górnikiem, kiedy odsunięto mnie do rezerw, gdzie musieliśmy trenować o ósmej rano. Grywałem też w jakichś turniejach kibiców. Czy tak się traktuje profesjonalnego piłkarza? - pytał niedawno. Nam Szczot nie powtórzył już tych słów, być może dlatego, by nie podgrzewać atmosfery przed meczem z byłym zespołem.
Inaczej sprawa ma się z Grzegorzem Boninem, któremu pół roku przed odejściem z Zabrza (w grudniu 2010 roku) oferowano kilkuletni kontrakt o wartości 5 mln zł. W Górniku mówiono wtedy, że prawy pomocnik jest motorem napędowym ofensywy. Pół roku później piłkarz przeniósł się jednak do Polonii Warszawa. Tam szybko jednak podpadł prezesowi Józefowi Wojciechowskiemu i postanowił zmienić klimat. Miał nawet wrócić do Zabrza, ale ostatecznie związał się z ŁKS.
- Kiedy już byłem dogadany w Łodzi, to rozmawiałem z Górnikiem - wspomina Bonin. - Ostatecznie nic z tego nie wyszło. Do śląskiego klubu mam jednak sentyment. Nie zawsze wszystko w Zabrzu układało się jakbyśmy sobie tego życzyli, bo przecież spadliśmy z ekstraklasy, a mieliśmy walczyć o puchary. Ale mimo to uważam, że to był fajny okres w mojej karierze. Poza tym, kiedy odchodziłem do Polonii, nie zostawiłem za sobą spalonych mostów. Rozstaliśmy się w zgodzie - dodaje pomocnik ŁKS.

Wybrał ŁKS świadomie

Dziś można powiedzieć, że Bonin trafił z deszczu pod rynnę. Łódzki klub ma bowiem nie mniejsze problemy niż Górnik. - Decyzję podjąłem jednak świadomie. Wiedziałem, gdzie idę grać. Na pewno w ŁKS nie ma komfortu, a to o czym mówi się w szatni, czyli o zaległościach wobec zawodników, w jakiś sposób przekłada się na wyniki. Jednak żaden z nas nie dopuszcza do siebie myśli, że zespół spadnie z ekstraklasy - podkreśla Bonin, który uważa, że beniaminek z meczu na mecz prezentuje się coraz lepiej. - Z Cracovią i Lechią powinniśmy wygrać. To nie ulega wątpliwości. Krok do przodu został zrobiony. Każdy z nas ma świadomość, że w kolejnym meczu pójdzie nam jeszcze lepiej - dodaje zawodnik, który z Górnikiem zagra chyba od początku, bo Wojciech Łobodziński odczuwa skutki kontuzji, jakiej doznał w poprzednim spotkaniu.
W szatni Górnika też wiele mówi się o zaległościach. Piłkarze jednak niezmiennie utrzymują, że po przekroczeniu linii bocznej boiska zapominają o kłopotach z kasą. Na Bonina będą oczywiście uważać, ale przede wszystkim koncentrują się na tym, by nie powielić błędów z ostatniej kolejki, kiedy przespali I połowę i omal nie przegrali z Lechią (2:2).

źródło: Przegląd Sportowy



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online