Forum
 

Sport: Zabrzanie utopili Legię

Górnik po raz ostatni wygrał z Legią 5 lat temu. Wczoraj uczynił to ponownie. 0:2 to najwyższa porażka warszawian w tym sezonie. Goście zagrali o wiele gorzej niż w pucharowym meczu ze Sportingiem Lizbona.
Pierwsza połowa należała do Górnika, choć to goście mieli optyczną przewagę. Prejuce Nakoulma popisał się skutecznym odbiorem pomagając sobie ręką, przebiegł z piłką pół boiska i strzelił nie do obrony. - Jeeeest! - krzyknęła siedząca na stadionie Renata Papurzyńska, narzeczona piłkarza, fetując gola. - Takiego powrotu chcieliśmy - wyjaśniała później siedzącym obok niej dziennikarzom, bo też po występie Nakoulmy w Pucharze Narodów Afryki mówiło się, że zawodnik może mieć słabszą wiosnę. W dodatku narzekał on ostatnio na zmęczenie. - Ale na Legię się sprężę - zapewniał przed meczem i słowa dotrzymał.

Pobłażliwy sędzia
Radość miejscowych kibiców po strzelonej bramce kontrastowała ze złością piłkarzy Legii. Danijel Ljuboja ustawiając piłkę na środku boiska tłumaczył sędziemu, że zabrzanin przekroczył przepisy. Wcześniej protestował jeszcze Janusz Gol. Arbiter Tomasz Musiał nie chciał jednak tego słuchać. - Ręka była, ale trzymałem ją przy ciele i pewnie stąd taka decyzja sędziego - wyjaśniał Nakoulma. Faktem jednak jest, że do przerwy pan Musiał przynajmniej raz pomylił się na korzyść gospodarzy. Była taka sytuacja, w której Michał Żyro przelobował bramkarza Łukasza Skorupskiego i już miał strzelać do pustej bramki, kiedy prawdziwe "wejście smoka" zademonstrował debiutujący w Górnika Oleksandr Szeweluchin. Ukrainiec omal nie urwał legioniście głowy, zdejmując mu futbolówkę nogą z czoła. Wcześniej swoje zrobił Skorupski, popychając Żyro barkiem i wytrącając go z równowagi. Rozjemca podyktował... rzut rożny.

Lepsi w piłce wodnej
Legia była faworytem tego spotkania. Nie krył tego nawet trener Górnika Adam Nawałka, który zwracał uwagę, iż z powodu występów w Lidze Europy, rywal szykował szczyt formy na wcześniejszy termin. - Przeciwnik będzie o jedno tempo przed nami - mówił szkoleniowiec na konferencji przed zawodami, ale wtedy jeszcze nie wiedział, że sprzymierzeńcem jego zespołu będzie grząska murawa. Zawodnicy obu drużyn praktycznie taplali się w wodzie. Wyższe piłkarskie umiejętności przyjezdnych na takim terenie nie miały większego znaczenia. Gościom i tak udało się przeprowadzić kilka akcji, w których piłka chodziła jak po sznurku. I tylko przez nonszalancję Ljuboi i Gola, Legia nie zdołała objąć prowadzenia. Zabrzanie bardzo długo łapali odpowiedni rytm. Determinacji nie brakowało im od początku. Ale pierwszą, naprawdę ładną akcję zrobili dopiero po godzinie gry. Jednak i tak to Górnik sprawiał ogólnie lepsze wrażenie. - Na początku przytrafiły nam się kiksy i nieczyste zagrania, ale potem perfekcyjnie realizowaliśmy taktykę - mówił Michał Pazdan.

Brzydziej, ale skuteczniej
Legia w porównaniu z czwartkowym meczem ze Sportingiem Lizbona, dokonała jednej zmiany w jedenastce. Kontuzjowanego Macieja Rybusa zastąpił Rafał Wolski. Trudno jednak twierdzić, że ta roszada miała jakiś większy wpływ na to, że warszawianie doznali porażki, której absolutnie nie zakładali. W przeszłości przez takie przegrane z niżej notowanymi przeciwnikami, Legia traciła mistrzostwo Polski. W tym sezonie sprawa tytułu ciągle pozostaje otwarta, ale po zabrzańskiej tragedii drużyna Macieja Skorży spadła na 3. miejsce w tabeli. - Musimy w następnych potyczkach grać brzydziej, ale skuteczniej - komentował Skorża.

Gol - kuriozum
Artur Jankowski, prezes Górnika, podgrzewał przed meczem atmosferę mówiąc o szoku, jaki przeżył po rozmowie z Nawałką. - Trener powiedział mi, że piłkarze, którzy jesienią byli pewniakami, teraz mogą mieć kłopot ze zmieszczeniem się w składzie - mówił. I co? I nic, bo żadnych wielkich zmian nie było. Jedyną niespodzianką mogło być ustawienie na lewej obronie Adama Marciniaka. W końcu grający tam wcześniej Magiera był w ubiegłym sezonie niezastąpiony, a i w pierwszej rundzie grywał regularnie. Inna sprawa, że po kontuzji Mariusza Przybylskiego, szkoleniowiec dokonał korekty i wrócił do sprawdzonego ustawienia z jesieni. Magiera wszedł z ławki na lewą obronę, a Marciniak został przesunięty na pozycję defensywnego pomocnika. Warto zwrócić uwagę, że ten pierwszy był wczoraj autorem gola, który z pewnością zostanie uznany za jedno z najbardziej zaskakujących trafień 18. kolejki. Magiera w zasadzie wrzucał piłkę w pole karne, ale jego podania nikt nie zdołał przeciąć, a interwencja bramkarza Dusana Kuciaka też była mocno spóźniona. W taki to kuriozalny sposób ostatecznie rozstrzygnęły się losy tego meczu.

Bezproduktywny Ljuboja
W Zabrzu rozczarował Ljuboja. Kiedy miał okazję do zdobycia bramki, to strzelił jakby od niechcenia. Gwiazdor Legii był długimi okresami kompletnie niewidoczny. Bardzo często zbiegał w boczne sektory boiska i tam czekał nie wiadomo na co. A na lewej flance Górnika nie miał czego szukać, bo Magiera do spółki z Pawłem Olkowskim (w trakcie gry zmienił się pozycjami z Nakoulmą) już nieraz udowodnili, że są mistrzami w uprzykrzaniu życia swoim przeciwnikom.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online