Danch: Zdrowie jest najważniejsze

Przewlekłe zapalenie wątroby oznacza koniec piłkarskiego roku dla Adama Dancha. Dziś trudno przewidzieć, kiedy piłkarz wznowi treningi w Górniku Zabrze.
Adam Danch przeżywał w ostatnich dniach prawdziwą huśtawkę nastrojów. We wtorek dostał powołanie na mecz z Bośnią i Hercegowiną, który kadra Franciszka Smudy rozegra 16 grudnia. Już wtedy wiedział, że ma problem z wirusem wątroby, jednak to dzień później podjął decyzję, że nie pojedzie do Turcji. Danch nie zagra też w ostatnim ligowym meczu Górnika Zabrze z Widzewem w Łodzi.

- Mogło być pięknie...
Adam Danch: - Wierzę, że jeszcze będzie. Na razie jednak muszę poddać się szczegółowym badaniom. Właśnie po to, by kiedyś było pięknie.

- Kiedy przyszło powołanie na zgrupowanie, wiedział pan, że nic z tego nie będzie?
- Nie do końca. Oczywiście wiedziałem, że badania nie wyszły najlepiej, ale ostateczną decyzję uzależniałem od opinii naszego doktora. Przeprowadziliśmy zresztą kolejne konsultacje u specjalisty i w środę uznaliśmy, że nie ma sensu ryzykować. Zdrowie jest najważniejsze.

- Coś pana bolało? Były objawy, że źle się dzieje?
- Absolutnie nie. Mamy jednak regularnie robione badania i po meczu ze Śląskiem wskaźniki niebezpiecznie poszły w górę. A powinny spadać. Gdyby nie to, pewnie nie wiedziałbym, że dzieje się coś złego.

- Miało być urodzinowe ciastko dla kolegów z kadry...
- Będzie zupka w szpitalu. Dzień przed urodzinami, czyli w najbliższą środę, kładę się na kilka dni do szpitala. Przejdę bardzo szczegółowe badania i na ich podstawie lekarze podejmą konkretne decyzje. Mogę się tylko podporządkować i wierzyć, że będzie dobrze.

- Danch tej jesieni był w składzie Górnika niezastąpiony. Szesnaście meczów od pierwszej do ostatniej minuty.
- Chodzi o to, by zareagować jak najszybciej. Fakt, do soboty jest tylko kilka dni, ale uznaliśmy, że nie będziemy czekać. Z tego co usłyszałem, gdybyśmy szybko nie podjęli leczenia, za kilka lat groziłoby to dużym osłabieniem organizmu, może nawet wykluczającym zawodową grę w piłkę. Dlatego odpuszczam ligę i kadrę.

- Do której powołanie przyszło po trzech latach oczekiwania.
- Co zrobić? Może teraz zagrałbym dłużej niż wtedy... Trzy lata temu trener Leo Beenhakker wpuścił mnie na osiem ostatnich minut, ale to też było wielkie wyróżnienie. Dziś pech jest podwójny, bo człowiek nie przewidzi, czy takie powołanie kiedyś jeszcze przyjdzie. Jak szybko wyzdrowieję, to może nie będę czekał kolejne trzy lata.

- Rozumiem, że obecnie pan nie trenuje.
- W tej chwili już nie. W klubie jestem, ale nie uczestniczę w zajęciach.

- W perspektywie waszego meczu w Łodzi pana problemy nieco komplikują plany trenerowi Nawałce.
- Może byłby większy problem przed tygodniem, kiedy nie mogli też grać Adam Banaś i Michał Pazdan, ale na szczęście obaj wracają na boisko. A przecież przyzwoity debiut zaliczył Kamil Szymura. Jestem spokojny, dwaj pierwsi to bardzo doświadczeni piłkarze. Ze mną czy nie, stać zespół na wygraną z Widzewem.

- Ten rok skończy się za kilka tygodni. Co ze styczniowymi przygotowaniami do rundy rewanżowej?
- Nie wiem, ale chyba mało prawdopodobne, bym zaczął treningi razem z drużyną. Dokładny plan leczenia poznam po powrocie ze szpitala. Sam jestem ciekaw, ile to potrwa.

- Data ślubu się nie zmienia?
- Na szczęście nie. Była ustalona na połowę stycznia i tak będzie. Może na diecie, ale wszystko odbędzie się zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2020 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online