Strąk trenuje z rezerwami, bo nie chce mu się grać

Paweł Strąk - z Wisłą Kraków dwa razy zdobył mistrzostwo Polski, dziś - choć nie ma 30 lat - trenuje z rezerwami Górnika Zabrze.
Może dojść do tego, że w grudniu 2013 roku, czyli po wygaśnięciu kontraktu z obecnym pracodawcą, zakończy karierę. Będzie miał wtedy 30 lat. Na razie jednak musi ostro trenować. Według opracowanej dla niego rozpiski zajęć w klubie pojawia się dwa razy dziennie. Rano ćwiczy indywidualnie, po południu biega wraz z A-klasową drużyną rezerw.

Strąk od kilkunastu miesięcy jest na zesłaniu w drugiej drużynie. Nie chce rozwiązać umowy, na mocy której zarabia 45 tys. zł. Z jednej strony nie ma się czemu dziwić, bo klub podpisany kontrakt powinien respektować. Z drugiej wydaje się, że piłkarzowi nie chce się już grać w piłkę. Tak przynajmniej twierdzą anonimowo ludzie, którzy go znają. Sam Strąk nie chce rozmawiać, choć kilkakrotnie próbowaliśmy się z nim skontaktować. Za każdym razem grzecznie, ale stanowczo odmawiał. – Dziękuję bardzo, to jest mi w ogóle niepotrzebne – w taki sposób reaguje zapytany o rozmowę tuż przed treningiem drużyny rezerw. Trener Marek Kostrzewa zarządził zajęcia w hali. Otoczony zawodnikami z A-klasy grał w siatkonogę.

W przeciwieństwie do kolegów z rezerw Strąk nie uczestniczy w meczach. – Nie został zgłoszony do rozgrywek – tłumaczy jeden z trenerów rezerw Górnika, Tomasz Grozmani. Nie oznacza to jednak, że Strąk, kiedy drużyna ma mecz, może leniuchować. Wraz z zespołem musi jeździć na każde spotkanie. Potruchta, pobiega wokół boiska. Przekaże zawsze kilka uwag trenerom, zawodnikom. Jeśli sprawy nie rozwiąże sąd, będzie tak robił do grudnia 2013 roku. Później będzie mógł, jak zapowiadał wcześniej, zakończyć karierę. Wypowiedział te słowa podobno po podpisaniu kontraktu z Górnikiem.

Strąk dba również o to, aby na jego temat nie wypowiadali się jego koledzy. Kiedy dowiedział się, że próbujemy się z nimi skontaktować, telefonicznie instruował ich, aby milczeli.

Inwestycje w nieruchomości

Nie rozwiąże kontraktu za porozumieniem stron, nie opłaca mu się to. Nikt i nigdzie nie podpisze z nim umowy takiej, jaką ma obecnie. Nikt by tego nie zrobił, gdyby usłyszał to, co zawodnik kilka miesięcy temu podobno powiedział ówczesnemu prezesowi Górnika, Tomaszowi Młynarczykowi. Pewnego dnia prezes wziął go na rozmowę, podczas której miał usłyszeć od Strąka: – Nie wiążę przyszłości z piłką nożną.

Podobno chciano mu pomóc, prezes zaoferował pracę nie związaną ze sportem. Piłkarz odmówił. Pewnie dlatego, że nie potrzebuje pomocy. Nie przetracił pieniędzy zarobionych podczas kilku lat kariery. Nie chodził po dyskotekach, kasynach, nie kupował drogich samochodów. Strąk ma na Śląsku sklep sportowy, sporo pieniędzy zainwestował w nieruchomości. – Z tym sklepem to ciekawa sprawa – przypomina sobie Łukasz Mazur, były prezes Górnika. – Rzecz działa się w czasie, kiedy zmienialiśmy dystrybutora sprzętu sportowego. Paweł dowiedział się o tym i z pretensjami zapytał, dlaczego nie wybraliśmy tego, z którym on współpracuje w swoim sklepie – opowiada Mazur.

Mazur o Strąku może powiedzieć sporo. To on podczas swojej kadencji postanowił rozwiązać sprawę kontraktu tego piłkarza. Panowie podobno doszli nawet do porozumienia. Strąk za wolę rozwiązania umowy miał otrzymać przelew na ponad 100 tysięcy złotych i... nagle się rozmyślił. Pieniądze na konto Górnika ponoć nie wróciły, za to piłkarz w klubie został.

Przyłapany na sushi

W Zabrzu wiele mówi się o mało ambitnym podejściu Strąka do gry w piłkę. Pewnego dnia Mazur postanowił, że zabierze kilku piłkarzy na sushi. W ramach podziękowania za niezłe wyniki. Nie udało się, sprzeciw zgłosił trener Adam Nawałka.

– Sushi jest absolutnie niewskazane dla piłkarzy. Oni mają rozpisaną dietę, muszą się jej trzymać i dokładnie o tym wiedzą – tłumaczył szkoleniowiec. – Zrozumiałem, profesjonaliści. Może trener bał się, że zatrują się świeżą rybą? – wspomina Mazur.

Następnego dnia prezes wybrał się jednak do rzeczonej restauracji, w końcu profesjonalnym piłkarzem nie jest. – Siedzimy sobie, a tu otwierają się drzwi i wchodzi Strąk z żoną. Wyraz jego miny, kiedy mnie zauważył, zaliczyłbym do kategorii bezcenny. To zachowanie świadczyło tylko o jego profesjonalnym podejściu – dodaje Mazur. Restauracja charakteryzowała się okrągłym stołem, nie dało się więc nigdzie ukryć. Tego dnia sushi skosztowała tylko małżonka Strąka.

Sprawa Górnik kontra Strąk ciągnie się już od kilkunastu miesięcy. Obecnie znajduje się w Izbie do spraw Rozstrzygania Sporów Sportowych. Pierwsza rozprawa odbyła się 9 listopada, termin następnej został wyznaczony na 1 grudnia. – Nie sądzę, aby w tym roku został wydany wyrok – mówi Bartłomiej Laburda, prawnik Górnika zajmujący się problemem Strąka. – Rozszerzyliśmy sprawę o nowe fakty, mamy nadzieję, że to nam pomoże w rozwiązaniu kontraktu z winy piłkarza – dodaje.

W papierach znajdują się przede wszystkim dowody na to, że Strąk nie podchodzi profesjonalnie do wykonywanego zawodu. W czerwcu tego roku zrobiono mu badania wydolnościowe, zmierzono poziom tkanki tłuszczowej. – Wyniki znacznie odbiegają od tych, jakimi mógł pochwalić się za czasów gry w pierwszej drużynie – mówi Laburda. Ważył prawie 100 kilogramów.

Zawodnik przy wzroście 189 centymetrów ważył wtedy 99 kilogramów. To z tego okresu pochodzi znane zdjęcie, jakie pojawiło się w dzienniku „Fakt". Strąk mógł pochwalić się na nim ogromnym brzuchem. Zaznaczmy jednak, że obecnie Strąk waży sporo mniej. Otyłość nie będzie jednak prawdopodobnie przeważającym dowodem w toczącym się postępowaniu. Wydaje się jednak, że tak uważnie postępujący piłkarz popełnił ostatnio błąd. Od września do października nie trenował, przyniósł już po fakcie dwa zwolnienia L4. Oba wystawione przez tego samego lekarza. Jednak według danych klubu zapomniał pokryć 3 tygodnie, kiedy nie pojawiał się na treningach. Zdaniem prawnika jest to podstawą do rozwiązania kontraktu z winy zawodnika.

Są jeszcze dwie kwestie. Od kiedy Strąkowi nie chce się już trenować, oraz dlaczego podpisano z nim tak długą umowę o pracę. Jeśli chodzi o pierwsze zagadnienie, wydaje się, że dość wcześnie, bo już za czasów gry w austriackim SV Ried (2008 rok). Druga z zagadek pewnie długo nie zostanie wyjaśniona. Od strony sportowej za sprowadzenie tego pomocnika odpowiedzialny był ówczesny trener drużyny Henryk Kasperczak. Ten sam, który stawiał na Strąka za czasów wspólnej pracy w Wiśle Kraków. 5-letni kontrakt podpisał z kolei również ówczesny prezes Górnika Jędrzej Jędrych.

Tuż przed treningiem drugiej drużyny Górnika. Jeden z trenerów rezerw wypowiada się o Strąku bardzo pozytywnie. Podobno piłkarz podczas zajęć jest kontaktowy, pomaga kolegom, instruuje. Młodsi podobno czasami do niego podchodzą i proszą o rady. – Dużo nadrabia ustawieniem, cwaniactwem boiskowym – mówi Grozmani. Dość długo zastanawia się jednak, na co obecnie stać Strąka. – Jeśli nadrobiłby zaległości treningowe, myślę, że mógłby jeszcze pograć w piłkę na niezłym poziomie – zaczyna. – Ale na którą ligę go stać? – pada pytanie. – Poradziłby sobie w drugiej – odpowiada trener. Choć miał być to komplement, określa jednak obecną dyspozycję Strąka. 28-letni, utytułowany piłkarz poradziłby sobie w II lidze...

źródło: Przegląd Sportowy



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2021 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera]