Forum
 

Oślizło: Górnik zazwyczaj wygrywał z Legią

- Przesiedziałem noc w celi z trzema bandziorami. A w celi obok prostytutki śpiewały "Kryminalne tango" - mówi Stanisław Oślizło, legenda Górnika Zabrze. 

W Warszawie mówią, że wszyscy chcą grać w Legii, zgadza się pan?
- Nie. Gdybym chciał, to bym tam grał. Ale nie chciałem ruszać się ze Śląska, bo miałem narzeczoną w Radlinie. Gdy byłem w Górniku Radlin, pracowałem w kopalni, a to zwalniało mnie od wojska. Dlatego przez miesiąc szpiegował mnie w kopalni wojskowy, który codziennie sprawdzał, czy faktycznie jestem pod ziemią, czy tylko biorę pieniądze.

W Warszawie mówią też, że najlepszym piłkarzem w historii polskiej piłki jest Deyna.
– Polemizowałbym. A Włodek Lubański? Deyna był świetnym piłkarzem, ale myślę, że nie wykorzystał swojego talentu. Mógł grać znacznie lepiej i dłużej. Proszę zauważyć, że on nie miał słabego meczu w reprezentacji, zawsze był znakomity. Wie pan dlaczego? Bo na kadrze zawsze były długie zgrupowania, więc go pilnowali.

Ale i tak zawsze w meczach Górnika z Legią dostawał indywidualne krycie.
- Nie tylko on. Tak samo Kici Brychczy czy Janusz Żmijewski. Temu ostatniemu nie zawsze chciało się grać, ale jak się przyłożył, był nie do zatrzymania. Mówiliśmy naszemu Edkowi Olszówce – „postrasz go, kopnij lekko". Ale nie potrafił, miał kompleks Janusza. Mecze Górnika z Legią zawsze były wyjątkowe, ale dla mnie głównie ze względów sportowych. Pod koniec lat 60. u nas grało pół kadry, a w Legii drugie pół. Ale zazwyczaj to my wygrywaliśmy. (...)

Górnik był drużyną pijaków?
- Ostrzegano mnie przed tym, gdy wybierałem klub. Znajomi mówili: „Nie idź tam, zostaniesz alkoholikiem". Ale ja mówiłem: „Nikt mi na siłę do gardła nic nie naleje". I nie było aż tak źle, jak mówili. Ale sam słyszałem przynajmniej kilka historii naocznych świadków o tym, jak Ernest Pol pił jedną butelkę za drugą. (...)

Wracając do Warszawy, podobno spędził pan noc w tutejszym areszcie?
- Ale to jest związane z meczem z Gwardią, nie z Legią. Jedliśmy kolację w hotelu Polonia w centrum Warszawy. Po kolacji część wyszła i czekała na resztę. Staliśmy na chodniku i przyczepiło się dwóch milicjantów. Ja powiedziałem: „Jesteśmy piłkarzami Górnika". Ale oni swoje i tak od słowa do słowa, dołączył się do nich jeszcze tajniak. Trochę się kłóciliśmy. W tym momencie przyleciał nasz piłkarz Karol Kapciński i bach! Uderzył jednego z policjantów i uciekł. Zaraz pojawiła się suka, zaczęli nam wykręcać ręce, we mnie diabeł wskoczył. Władowałem jednego gościa w saturator, kopnąłem w drzwi suki. Przesiedziałem noc na komendzie, w celi z trzema bandziorami. A w celi obok prostytutki śpiewały „Kryminalne tango". Rano Marian (Olejnik, kierownik drużyny – red.) załatwił sprawę. Wypiłem jeszcze kawę, zjadłem kawałek chleba, bo wybredny nie byłem, i pojechałem do chłopaków.

źródło: Przegląd Sportowy



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online