Lodówka pełna lodu

- Nie lubię, jak trenerzy mnie chwalą. To już wolę, żeby nic nie mówili - uśmiecha się Łukasz Skorupski, w zeszłym tygodniu jeszcze tylko debiutant, a dziś już pewniak w zabrzańskiej bramce.
Kilkanaście dni temu scenariusz, wedle którego przed meczem z Widzewem Łódź Łukasz Skorupski będzie pewniakiem do miejsca w zabrzańskiej bramce, był tylko jednym z wielu, wcale nie najbardziej prawdopodobnym. Owszem; o tym, że Górnikowi trafił się bramkarski talent, mówiono już od miesięcy, ale sztab szkoleniowy miał przecież alternatywę w postaci znacznie bardziej "bezpiecznego" wariantu - z Borisem Peskoviciem w roli głównej. Przy wyjściu na murawę Śląska Wrocław doświadczonemu Słowakowi nogi by nie zadrżały, a Skorupskiemu już mogły... W końcu do sezonu przystępował bez żadnego występu w ekstraklasie. Mimo to, na terenie wicemistrza Polski zagrał.
- Życie pokazało, że to była dobra decyzja - mówi dziś Jarosław Tkocz, trener bramkarzy Górnika. I nawet zwolennicy umiejętności Peskovicia muszą się zgodzić, bo we Wrocławiu 20-latek kilka razy ratował swój zespół. Było efektywnie, ale i efektownie zarazem. - Najtrudniej chyba po strzale głową Roka Elsnera. Trudna piłka, bo poszła w kozioł. Musiałem "wziąć" ją na refleks - opowiada Skorupski. Przekonuje też, że z przedmeczowym stresem to wcale nie było tak jak mogłoby się wydawać. - Tak naprawdę większe "nerwy" miałem, kiedy debiutowałem w I lidze w barwach Ruchu Radzionków. W sumie zagrałem tam 14 meczów, nabrałem obycia i teraz, mimo że graliśmy u wicemistrza kraju, jakiegoś większego stresu już nie było - zapewnia. Po spotkaniu czekała go natomiast kolejna "nowość". Nagle znalazł się w centrum zainteresowania, posypały się pochwały. - Chociaż muszę powiedzieć, że nie lubię, jak trenerzy mnie chwalą. To już wolę, żeby nic nie mówili - uśmiecha się. - Co do tych pochwał, to - nie powiem - trochę ich było. Koledzy dzwonili, gratulował mi nawet trener Żmija.
Dokładniej Grzegorz Żmija, opiekujący się golkiperami we wspomnianym już Radzionkowie. - Pójście na wypożyczenie do Ruchu to był dla mnie punkt zwrotny - zauważa Skorupski. Choć niewiele brakowało, a minionej zimy zamiast do "Cidrów" trafiłby do GKS-u Katowice. - Ja miałem iść na Bukową, a w drugą stronę powędrowałby Andrzej Wiśniewski. Temat jednak upadł, bo na taką wymianę nie zgodził się trener Stawowy - tłumaczy bramkarz Górnika. Pewnie też nie żałuje, bo "na starcie" szanse na grę w Radzionkowie miał chyba większe.
Choć to już przeszłość. Dzisiaj trzeba raczej zapytać, jak duże szanse ma ten młody golkiper, aby na lata zadomowić się w bramce Górnika? - Sparingi wyłoniły Łukasza na lidera, a w ostatnim tygodniu przed startem ligi tę pozycję utrzymał. Ale nie jest tak, że on już na dobre wywalczył sobie to miejsce. Znajduje się dopiero na dorobku i każdym treningiem musi potwierdzać swoje umiejętności. Ma też dużo do poprawienia, na przykład jeśli chodzi o wprowadzanie piłki do gry. Nie zmienia to faktu, że to chłopak o nieprzeciętnym potencjale. Jeśli będzie pracował tak jak do tej pory, to Górnik będzie miał z niego wiele pociechy. Sodówka? Nie, nie wydaje mi się. A nawet gdyby, to mamy w lodówce dużo lodu i nie zawahamy się go przyłożyć - śmieje się Tkocz.
W tej sytuacji Skorupskiemu wypada życzyć jedynie, by choć w pewnym stopniu dorównał swoim idolom - Ikerowi Casillasowi i Pepie Reinie. Na razie przegonił ich... warunkami fizycznymi.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2022 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera]