Nawałka: Górnik mógł walczyć o najwyższe cele

- Przed moim przyjściem do Górnika patrzono na tych chłopaków lekceważąco. Mówiono, że przyszli tu tylko zarobić. Teraz - dzięki ciężkiej pracy i rozbudzonym ambicjom sportowym - cieszą się dużym szacunkiem - mówi trener Adam Nawałka.
Zespół, jaki w minionym sezonie zbudował w Zabrzu Adam Nawałka, okazał się jednym z najciekawszych w całej lidze, co z kolei nie wróżyło za ciekawie w perspektywie letniego okienka transferowego. I stało się - w jego trakcie z Roosevelta odeszło aż trzech kluczowych zawodników. To - w połączeniu z innymi roszadami - sprawiło, że na kilka tygodni przed inauguracją nowych rozgrywek szkoleniowiec musiał zabrzańskie klocki układać w dużej mierze na nowo.

- Jednego o tym lecie powiedzieć na pewno nie można: że czekał pan na nie ze spokojem...

- W poprzednim sezonie widać było, że ta drużyna robi postępy, rozwija się. Plan, jaki swego czasu nakreśliła na 2012 rok firma Allianz (mistrzostwo Polski - przyp. red.), nabierał realnych kształtów. Bo przy kilku wzmocnieniach kadry - i nie mam tu wcale na myśli jakichś kosztownych zakupów - zespół mógł wspiąć się na poziom pozwalający na rywalizację o najwyższe cele. Ale to już temat zamknięty. Władze klubu przedstawiły mi realną wizję budowy drużyny, wizję w oparciu o ekonomiczne możliwości Górnika.

- I przyjął pan ją bez choćby chwili zawahania?

- Nie mam w zwyczaju bujać w obłokach, dlatego od razu zabrałem się do pracy.

- Dziś może pan już zdradzić, ile jednocześnie ofert „zmiany barw" odrzucił?

- Ostatnie lata mojej pracy - w GKS-ie Katowice i teraz, w Górniku - można uznać za udane, więc propozycji nie brakowało. Nie ma jednak sensu się na tym rozwodzić, zwłaszcza że nawet nie zastanawiałem się, czy powinienem w Zabrzu zostać, czy nie. Nie mogło być zresztą inaczej, skoro obowiązuje mnie kontrakt, a klub był z naszej dotychczasowej współpracy zadowolony. Skoncentrowałem się więc na tym, aby wydobyć jak najwięcej z tych zawodników, którzy w klubie zostali, i tych, którzy właśnie do nas dołączyli...

- Przygotował pan też swoją listę życzeń.

- Życie szybko te plany zweryfikowało - mam tu na myśli problemy ekonomiczne klubu - i konieczne było sięgnięcie po zupełnie nową listę, którą przygotował już zarząd. Nie jestem co prawda zwolennikiem takiego „szybkiego" ściągania zawodników, ale rozumiem, że taka była potrzeba.

- Jest pan pewien, że ci, którzy przyszli, będą realnym wzmocnieniem Górnika?

- W tej chwili mogę powiedzieć tylko tyle, że mam nadzieję, iż nim będą, bo ich przydatność zweryfikuje dopiero liga.

- O ile wiemy mniej więcej, czego spodziewać się po Danielu Gołębiewskim czy Pawle Olkowskim, o tyle Paul Thomik i Idan Shriki to dwie wielkie zagadki.

- Sam jestem ciekaw, jak będą się prezentować. Musimy pamiętać, że trafili do nas z zaległościami. Mniejsze miał Thomik, który dziś jest już w stanie walczyć o miejsce w zespole. Inaczej wygląda sytuacja Shrikiego. Raz - że w jego przypadku zaległości były naprawdę duże, a dwa - że musi przestawić się na inny profil szkolenia niż ten, jaki miał w Izraelu. W pierwszych meczach gotowy do gry na pewno nie będzie.

- Ostatnio najgłośniej było o młodym Arkadiuszu Miliku. Ten błysk, jaki pokazał strzelając bramki w sparingach, wystarczy, żeby zadebiutował w ekstraklasie już niedzielnym meczem ze Śląskiem Wrocław?

- Biorę Arka pod uwagę w kontekście tego spotkania. Teraz wszystko jest w jego nogach. Swoją drogą, często słyszę, że to, czy młody zawodnik dostanie szansę, zależy od jego trenera. To stwierdzenie zawsze wprawia mnie w dobry humor (śmiech). Tak naprawdę zależy to tylko i wyłącznie od piłkarza. Często zapraszam młodych zawodników na treningi, aby przekonać się o ich gotowości do gry w pierwszym zespole. Jeżeli nie odstają od starszych kolegów, to mogą liczyć na szansę. Doskonałym przykładem jest właśnie Arek, który zaledwie po kilku tygodniach treningów z seniorami przekonuje mnie do tego, żeby taką właśnie szansę mu dać.

- Na swój pierwszy mecz na salonach czeka też chociażby Łukasz Skorupski. Doczeka się we Wrocławiu?

- Rywalizacja o miejsce w bramce jest bardzo wyrównana, w grach kontrolnych wszyscy wyglądali dobrze. Dlatego w pierwszym składzie na mecz ze Śląskiem równie dobrze mogą wybiec Boris Peskovic albo Mateusz Sławik. Decyzję dopiero podejmiemy.

- Podsumowując, mimo straty tak ważnych ogniw jak Robert Jeż, Daniel Sikorski i Grzegorz Bonin, ze stanu posiadania kadry wydaje się pan być całkiem zadowolony...

- Przede wszystkim doceniam u tych zawodników pracowitość, dyscyplinę i atmosferę, jaką tworzą w szatni. To właśnie odbudowanie jej było dla mnie jednym z najistotniejszych zadań. Proszę sobie przypomnieć, jak patrzono na tych chłopaków po ich spadku do I ligi. Lekceważąco. Mówiono, że przyszli do Górnika tylko zarobić. Teraz - dzięki ciężkiej pracy i rozbudzonym ambicjom sportowym - jest zupełnie inaczej. Ten zespół zyskał duży szacunek. Nie tylko w Zabrzu, ale w całej Polsce. Ci, którzy kiedyś go krytykowali, mają już inne zdanie.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2020 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online