Forum
 

Sikorski: Chcę być skutecznym snajperem

- Chcę być dobrym piłkarzem. Skutecznym snajperem, z którego drużyna będzie miała pożytek. Jeśli do tego dojdzie, to będę usatysfakcjonowany - powiedział Daniel Sikorski. 

Po 21 latach Górnik odczarował stadion przy Reymonta. Zaskoczyliście Wisłę, bo nie zagraliście dwójką defensywnych pomocników, jak to miało miejsce na Jagiellonii.
Daniel Sikorski: - Jeszcze w czwartek ćwiczyliśmy wariant z defensywnym pomocnikiem Michałem Pazdanem na prawym skrzydle, ale w piątek trener wszystko wywrócił do góry nogami. Na bokach pojawili się ofensywnie grający Michal Gasparik i Marcin Wodecki. Dla Wisły to musiało być duże zaskoczenie. Spodziewali się, że zobaczą przeciwnika stłoczonego w okolicach własnego pola karnego, a tymczasem my spojrzeliśmy im odważnie w oczy. Na skrzydłach był ciągły ruch, więc nie byliśmy z Robertem Jeżem osamotnieni. Zresztą cała drużyna była ustawiona wysoko, więc mieliśmy ogromne wsparcie. Zagraliśmy w Krakowie, starając się narzucić swój styl, stosując pressing i próbując jak najdłużej utrzymać się przy piłce na połowie rywala.

Na pańskim koncie pięć goli. To dużo?
- Mało. W kilku ostatnich spotkaniach miałem okazje, które powinienem był wykorzystać. W każdym razie nie mam wytyczonego celu, jeśli idzie o liczbę bramek. Kiedy przychodziłem do Górnika, nie myślałem, ile goli muszę strzelić. Przede wszystkim chciałem się jak najszybciej zaaklimatyzować i wywalczyć miejsce w składzie.

Nie myślał pan, by zostać gwiazdą?
- Gwiazdy kreują media. Jednego dnia mogę zostać koronowany, ale to nie zależy ode mnie, więc ja się tym nie zajmuję. Chcę być dobrym piłkarzem. Skutecznym snajperem, z którego drużyna będzie miała pożytek. Jeśli do tego dojdzie, to będę usatysfakcjonowany.

Krok do przodu już pan zrobił. Zimą trener Nawałka mówił, że u niego numerem jeden w ataku jest Tomasz Zahorski. A teraz mówi tak o panu.
- Moja rola kończy się na graniu, a nie wybieraniu składu i partnerów do gry. Na boisku dobrze mi się układa zarówno z Robertem jak i z Tomkiem, choć w obu przypadkach to różne granie. Przy Jeľu jestem ustawiony na szpicy, kiedy jest Tomek, gram przyczajony za jego plecami. Do akcji wkraczam, kiedy kolega zgra piłkę głową, albo przedłuży podanie. Niskie ukłony dla obu, bo z każdym z nich gra mi się fantastycznie.

Niedawno pana nazwisko pojawiło się na liście zawodników, którzy latem mają być sprzedani. Chodziłoby o to, że klub miałby dzięki temu odzyskać finansową płynność.
- Wolałbym nigdzie się nie ruszać. Mam jeszcze kontrakt ważny przez dwa lata i wcale mi się nie spieszy. Chcę jak najwięcej grać, strzelać jak najwięcej goli i odpłacić za zaufanie, jakim zostałem w Zabrzu obdarzony. W Śląsku trenowałem przez dwa dni, ale mnie nie wzięli. Górnik podjął ryzyko.

Cofnijmy się w czasie. W wieku 18 lat był pan królem strzelców w austriackiej lidze juniorów. Inter Mediolan i Bayern Monachium postanowiły o pana powalczyć. Trafił pan do Bayernu, gdzie przez 5 lat bezskutecznie dobijał się pan do kadry pierwszego zespołu.
- Jestem jednak zadowolony z tego, że wybrałem Bayern i dziś, patrząc już na chłodno, niczego bym nie zmieniał. Dzięki temu, że trafiłem do Monachium, mogłem skończyć szkołę, a to było dla mnie bardzo ważne. W Bayernie doskonale się mną zaopiekowali, kiedy w pierwszym roku grania doznałem poważnej kontuzji kolana. To była dobra szkoła przetrwania. Wreszcie tam odebrałem piłkarskie wykształcenie. Nauczono mnie tego wszystkiego, co przydaje się w dorosłej piłce, czyli poprawnego podania, ułożenia stopy przy strzale, gry jeden na jednego. Uczyliśmy się tam, jak zostać dobrymi zawodnikami.

I pewnie ciężko trenowaliście?
- Jeden z moich trenerów kładł nacisk na kondycję. Potrafił dać nam naprawdę ostry wycisk. U innego 95 procent zajęć mieliśmy z kolei z piłką. Do tego dorzucał ćwiczenia pomagające poprawić koordynację ciała. Często było tak, że po zakończeniu treningu napastnicy zostawali i do znudzenia próbowali dośrodkowań i strzałów. W Górniku też mamy takie dodatkowe lekcje. Trochę szkoda, że w Zabrzu nie organizują jeszcze klubowych imprez, jak to miało miejsce w Bayernie. Tam chodziliśmy razem nawet do cyrku. Poznawaliśmy się lepiej. Przez to byliśmy bardzo ze sobą zżyci. To pomaga na boisku

Polscy skauci, którzy jeździli pana obserwować do Niemiec, mówili, że poziom 2. Bundesligi jest wyższy niż ten w polskiej ekstraklasie.
- To zależy od tego, jakie drużyny występują. Za moich czasów było kilka takich zespołów, u których piłka chodziła jak po sznurku. Rezerwy Bayernu starały się tak właśnie grać. Ja tylko trochę żałuję, że dopiero po 6 latach odszedłem z Monachium. Jeszcze trener Ottmar Hitzfeld chciał dać mi szansę w pierwszym zespole, ale jego następca Jürgen Klinsmann już nie widział mnie w swoich planach. Na pocieszenie pozostaje mi fakt, że miałem sezon, w którym nie ustępowałem Thomasowi Müllerowi, który dziś gra w reprezentacji Niemiec.

Zdaje się, że pan też ma plany związane z reprezentacją?
- Nie mam jednak, jak niektórzy donoszą, polskiego obywatelstwa. I wcale się o to nie staram. Spokojnie czekam na rozwój wypadków. Jeśli reprezentacja Polski będzie mnie potrzebowała, jestem do dyspozycji. Na razie postanowiłem jednak nie zamykać sobie żadnej furtki, a mam austriacki paszport.

źródło: Przegląd Sportowy



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online