Górnik nie zarabia na transferach

Sprzedają wszyscy, tylko nie Górnik. Przez 3,5 roku na transfery, prowizje, kontrakty i odprawy wydano w Zabrzu ponad 25 milionów złotych. Odzyskano z tego może... 3 procent.
Tacy mocarze jak Real, Barcelona, Bayern czy Manchester w klubowych budżetach mają bardzo istotną pozycję - „pieniądze z transferów". W Poznaniu mówią wprost, że bez sprzedaży piłkarzy z zyskiem nie ma szans na rozwój i wzmacnianie kadry. Ruch dzięki transferom dwóch piłkarzy do Polonii Warszawa uratował budżet, a Polonia Bytom potrafiła zarobić nawet na transferze trenera. Wisła? Tylko zimą zarobiła kilka milionów euro. Górnik na tym polu jest ewenementem na skalę europejską. Wydawał miliony, jednak nie potrafił w żaden sposób odzyskać pieniędzy. Więcej, płacił kolejnym odchodzącym wysokie odprawy, coraz bardziej zaciskając na szyi finansową pętlę.

W pakiecie

Wydawanie pieniędzy zaczęła się w Zabrzu latem 2007 roku. Milion złotych kosztowali w pakiecie Adam Marciniak i Tomasz Hajto. Kasa trafiła do ŁKS Łódź. Blisko milion złotych zapłacono za Tomasza Zahorskiego. Do Zabrza wrócił Jerzy Brzęczek, z Krakowa wypożyczony Konrada Gołosia. Rok później około 800 tysięcy zapłacono Koronie Kielce za Grzegorza Bonina. To tylko najbardziej spektakularne transfery tego okresu, a przecież do Zabrza trafiali też tacy piłkarze, jak zupełnie dziś zapomniani Rivas i Markovski - obaj z Ameryki Południowej czy Pavlenda ze Słowacji. Bramkarze? Boris Pesković i Michal Vaclavik. Dziś kilku z nich jest jeszcze w Zabrzu, większość odeszła. Koszt zakupu i utrzymania tych zawodników oraz prowizji dla menedżerów to około dziesięć milionów złotych. Nie dość, że na żadnym Górnik nie zarobił złotówki, to jeszcze do odejścia sporej grupy piłkarzy... dopłacił.

Francuzi chcieli Jarkę

Był to czas, kiedy o przyszłości mówiono tylko w jasnych kolorach. Pojawił się pomysł budowy nowego stadionu, Allianz stwierdził, że buduje zespół, który w 2012 roku będzie walczył o mistrzostwo Polski. Temat sprzedaży piłkarzy na dobrą sprawę nie istniał.

Tymczasem już latem 2007 roku Legia oferowała 1,5 miliona za Adama Dancha, który wrócił z udanych mistrzostw świata juniorów w Kanadzie. Dziś oczywiście trudno spekulować, na ile kolejne oferty były poważne, ale na pewno się pojawiały. Danch w klubie został, a jesienią błysnął Dawid Jarka. Jerzy Brzęczek po udanej jesieni powiedział. „lepszego momentu na jego sprzedaż już nigdy nie będzie". Miał rację. Cracovia dawała wtedy milion złotych. Dla Górnika mało. Na zimowe zgrupowanie przyjechali Turcy. Mówiło się o 700 tysiącach euro. Konkretna była propozycja francuskiego Grenoble za 500 tysięcy euro. Górnik - owszem - chciał do Francji sprzedać, ale duet Malinowski - Madejski. Jarka takiej rundy już nie powtórzył, a teraz gra w Ruchu Radzionków. Górnik dostał za niego około 100 tysięcy.

Budżet zachwiany

Górnik nie sprzedawał, za to cały czas inwestował z zespół i trenerów. Każdy kolejny był droższy. Budżet w pierwszym roku jeszcze się domykał, ale zimą 2009 roku został kompletnie rozchwiany. Zaczęło się od załamania sportowego. Po jesieni zabrzanie byli zagrożeni spadkiem i jeszcze w trakcie rundy zmieniono sztab szkoleniowy. Ryszarda Wieczorka zastąpił Henryk Kasperczak ze swoimi ludźmi. Tylko zarobki nowej ekipy szkoleniowej wynosiły około 200 tysięcy złotych miesięcznie. Wieczorek, który odprawę dostał, zarabiał przy nich „grosze". Zimą Kasperczak uznał, że trzeba zmienić skład. Kupowano bezrefleksyjnie, spełniając każde życzenie trenera. W sumie koszty sprowadzenia nowych piłkarzy to 5 milionów złotych. Blisko 500 tysięcy kosztował Adam Banaś, choć pół roku później kończył się jego kontrakt z Piastem. Robert Szczot? 1,8 miliona złotych i kilkaset tysięcy dla menedżera. Paweł Strąk miał kłopoty z grą w drugiej lidze austriackiej. Górnik podpisał z nim 5-letni kontrakt i kilka razy podniósł zarobki. Za podpis dał skromne 100 tysięcy złotych. Piłkarze ponoć wychodzili z rozmów gabinetowych w szoku. Dostawali wyższe kontrakty niż się spodziewali! Prowizja menedżerska, która widnieje przy Damianie Gorawskim to 1,15 miliona złotych, choć ten transfer odradzali Górnikowi niemal wszyscy, pamiętając o jego problemach zdrowotnych. Piłkarza bardzo chciał jednak Kasperczak.

Odprawa goni odprawę

Na tym nie koniec. W ciągu pół roku odeszli z Zabrza Hajto, Brzęczek, Bajić, Rivas, Markovski, Pavlenda... Pierwszych trzech nie widział w kadrze trener. Rozstali się za darmo? Absolutnie. Górnik każdemu lekką ręką wypłacił odprawy za najbliższe pół roku, średnio po 200 tysięcy złotych. W sumie kwota sięgnęła ponad miliona. Odchodzili też działacze. Ryszard Szuster - prezes i dyrektor sportowy, Krzysztof Hetmański, a przed rokiem prezes Jędrzej Jędrych. Odprawy lub płacone po odejściu jeszcze przez 6 miesięcy pensje tylko dla tej trójki to kwota około 700-800 tysięcy złotych.

Prezes Jędrych nie krył, że zimą 2009 roku Górnik przepłacał. Nawet o 30 procent, bo cel był jeden - pozostanie w lidze. Nie wyszło. Budowana za miliony drużyna spadła z ligi, a budżet się totalnie „rozjechał". Szybko pożegnano Kasperczaka i jego trenerów. Tym ostatnim Górnik do dziś jest winien odsetki. Odprawy płacono jeszcze w minionym roku. W sumie kolejny milion trafił do sztabu szkoleniowego z Krakowa.

Grecy na Stadionie Śląskim

Tylko w drugą stronę niewiele się działo. To symptomatyczne, że akurat na pierwszy ważny mecz „drużyny Kasperczaka" przyjechał Krzysztof Warzycha, który oglądał dla Panathinaikosu Ateny Tomasza Zahorskiego. Grecy dawali 750 tysięcy euro, ale Kasperczak w WDŚ z Ruchem na Stadionie Śląskim dał mu zagrać ledwie kilka minut i wiosną nie widział w składzie. Zahorskim interesowały się kluby krótko po Euro 2008 w Austrii, ale piłkarza nie sprzedano. Już po spadku Lech Poznań pytał o Adama Banasia, ale cena była zaporowa. W Poznaniu stwierdzono, że za takie pieniądze - 3 miliony złotych - piłkarza na pewno nie kupią. Lech ponoć ofertował 1,5 miliona. Do poważnych rozmów nigdy nie doszło.

Transfery Kasperczaka miały nie tylko zagwarantować utrzymanie. Górnik w kolejnych latach miał się stać jedną z ligowych potęg, więc zakładano, że podpisując długie kontrakty, klub będzie mógł zarobić na Szczocie, Przybylskim czy Strąku... Pensje sprowadzonej wtedy piątki piłkarzy to rocznie - w sumie - blisko 2,5 miliona złotych, a kontrakty nie zostały zmniejszone po spadku.

Wyjątek Kołodziej

Tymczasem Górnik męczył się w pierwszej lidze. Grał słabo, często była to antypromocja. W końcu trener Ryszard Komornicki przesunął kilku zawodników do rezerw. On też odszedł. Z wyjątkowo skromną odprawą. Zgodził się na trzy pensje.

W tym okresie zdarzył się jednak „rodzynek". Górnik zarobił na transferze! Sprowadzony wcześniej z Podbeskidzia Dariusz Kołodziej popadł z Komornickim w konflikt i wrócił do Bielska - Białej. Za 400 tysięcy złotych. Może gdyby w Zabrzu udało się zrobić przez ostatnie 2-3 lata jeszcze kilka takich interesów, dziś kondycja finansowa zabrzan byłaby znacznie lepsza. Na Kołodzieju się jednak skończyło.

Koszty utrzymania zespołu były jednak ogromne. Piłkarze odsunięci przez prezesa Łukasza Mazura do B klasy w Zabrzu zostali. Pieniędzy co prawda od miesięcy nie widzieli, ale przez to rośnie dług. Pożegnano tylko Roberta Szczota, płacąc mu jednak półroczny kontrakt. Dziś jest w Iraklisie, do minionego weekendu zagrał łącznie 330 minut w lidze i nie strzelił gola. Górnika w sumie kosztował około 3 miliony...

Latem, już po awansie do ekstraklasy, też były zakupy. Już nie drogie, skoro jedenastu piłkarzy kosztowało około 1,5 miliona. Nikogo jednak po raz kolejny nie sprzedano, co akurat nie dziwiło. Piłkarze stracili w pierwszej lidze markę. Poza tym mieli w Zabrzu tak dobre kontrakty, że nigdzie nie chcieli się ruszać. W polskiej lidze nikt nie zapłaciłby im podobnych pieniędzy, a zagranica potrzebuje nieco lepszych... Michał Pazdan rok temu trenował tydzień z Wisłą, ale krakowianie nie chcieli płacić za niego miliona złotych. Tej zimy bezgotówkowo trafili na Roosevelta Słowacy, niewiele zapłacono Rakowowi za Mateusza Zacharę. W drugą stronę? Nic. Śląsk ostatniego dnia „okienka" transferowego pytał o Zahorskiego. I na tym koniec. Grzegorz Bonin, od czerwca „wolny" piłkarz nie podpisał jeszcze umowy z żadnym pracodawcą.

Nie było na Lewandowskiego

Wydano w sumie - w ciągu 3,5 roku - na pewno około 35-27 milionów na piłkarzy, ich kontrakty, menedżerów i odprawy. Odzyskano z tego niewielki ułamek procenta. Takiej polityki nie wytrzyma żaden budżet. Na koniec ciekawostka. Górnik trzy lata temu prowadził bardzo zaawansowane rozmowy z dwoma piłkarzami. Sławomirem Peszko i Robertem Lewandowskim. Na tego ostatniego nie było jednak 1,5 miliona złotych (transfer i prowizja). Rok później nie było kasy na Marcelo, który via Zabrze trafił do Wisły. Nie wiadomo jak graliby w Zabrzu, ale ich kolejne kluby zarobiły na tych zawodnikach razem około 25 milionów złotych...

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2020 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online