Sport: Stadiony świata

Zabrzanie odnieśli najwyższą wygraną w lidze od pięciu lat, a trzy z pięciu goli mogą kandydować do tytułu bramki sezonu.
- W 30. minucie mógłbym się założyć, że szczytem marzeń Górnika będzie remis. I nie spodziewałem się wielu goli. Piłka jest jednak nieobliczalna, a jedno trafienie może zmienić obraz gry o 180 stopni - przyznawał w przerwie siedzący na trybunach w roli widza Grzegorz Mielcarski. W Zabrzu mieszkają jego teściowie, więc przy okazji odwiedzin wybrał się na mecz. Pomylił się o tyle, że jeszcze ciekawiej było po przerwie.
Górnik pół godziny grał jak tydzień wcześniej w Warszawie. Tyle, że wtedy jego celem było nie stracić gola, a w sobotę miał zaatakować. Nic z tego nie wychodziło. Długie piłki grane do przodu, przeprowadzany wolno atak pozycyjny, proste straty piłek w defensywie... Nie potrafił "wejść" w mecz Michał Pazdan, wystawiony na prawej obronie, nie funkcjonowała druga linia. To Lubin grał w Zabrzu ciekawszą piłkę, choć też nie stwarzał sobie okazji strzeleckich. Sporo "wiatru" robił na boisku Abwo, ale trwało to ledwie kilkanaście minut.
W 35. minucie kibice, powoli zaczynający wyrażać dezaprobatę takiej grze Górnika, ożywili się po raz pierwszy. Zahorski odebrał piłkę Horvathowi i był sam na sam z Isailoviciem. Strzelił niedokładnie, obok słupka. Minutę później losy meczu odwróciły się na dobre. Grzegorz Bonin zagrał piłkę do Aleksandra Kwieka, a ten z "jednego kroku" oddał fantastyczny strzał z 25 metrów. Piłka odbiła się od poprzeczki i było 1:0. Gol - stadiony świata. Nie pierwszy tego dnia. Po chwili mieliśmy przedsmak gola, który padł po przerwie. Podanie Pazdana, strzał Sikorskiego z 20 metrów.... Isailović tym razem był jeszcze skuteczny.
- Gdyby tak teraz do "szatni" - rozmarzył się Andrzej Orzeszek, kiedy w 45. minucie Górnik wykonywał rzut rożny. Co chciał to dostał. Sprytnie rozegrany korner zakończyła wrzutka Kwieka w pole karne. Zamieszanie, strzał głową, piłka wyciągnięta przez Isailovicia... No właśnie? Sędzia asystent pobiegł w stronę środka i główny gola uznał, choć stwierdzenie czy piłka przekroczyła linię całym obwodem było trudne. Po meczu przyznał się do autorstwa gola Adam Banaś.
Lubin miał 15 minut, by dojść do siebie po tych ciosach, ale tego dnia było to ponad siły gości. Niby po przerwie goście zaatakowali, ale to zabrzanom wychodziło w sobotę niemal wszystko. Gol na 3:0? Chyba najładniejszy, choć to rzecz absolutnie względna. Bonin oszukał jednym zagraniem dwóch rywali po prawej stronie, dośrodkował, a Sikorski z półwoleja huknął zza linii pola karnego. Choć gościom udało się trafić na 1:3, to chyba sami nie wierzyli, że mogą cokolwiek jeszcze osiągnąć. A Górnik? Gasparik na 4:1 po świetnym dograniu głową Jopa i przytomności umysłu sędziego głównego, który nie zasugerował się chorągiewką uniesioną przez asystenta. Było "po meczu", a na ostatni kwadrans wszedł do gry owacyjnie powitany Robert Jeż. Wyraźnie szukał w grze Gasparika i znalazł. Słowacy wymienili podania w 92. minucie gry, a Jeż oddał fantastyczny strzał lewą nogą, po którym piłka przelobowała bramkarza, odbiła się od słupka i wpadła do siatki. - Kiedyś to zrobił Andrzej Iwan... 25 lat temu - wspominał Orzeszek.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2021 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera]