"Orzech" po raz piąty

- To był trudny czas w życiu Kuby Błaszczykowskiego, bardzo ciężko znosił rozstanie z babcią, ciągnęło go do domu - wspomina jeden ze swoich pobytów w Zabrzu Andrzej Orzeszek.
Dyrektor sportowy Górnika zadebiutował na tym stanowisku na stadionie przy Roosevelta. Powiedzenie, że Andrzej Orzeszek to nowa twarz w Zabrzu byłoby jednak sporym nadużyciem, skoro w połowie 2010 roku pojawił się w Zabrzu po raz... piąty w swojej sportowej karierze, a pełnionych funkcji miał już dwa razy więcej. 

Pamięta pan ten pierwszy raz?
- Powstawała właśnie Międzywojewódzka Liga Juniorów, był rok 1984... Graliśmy z Bobrkiem mecz na Sparcie Zabrze, a na trybunach był trener Hubert Kostka. Nawet nie wiem, czy to mnie oglądał, ale zostałem zaproszony na treningi Górnika. Na debiut czekałem blisko trzy lata, ale wtedy była taka konkurencja, że nie było łatwo wygrać rywalizacji z Pałaszem, Urbanem czy Zgutczyńskim.

Łatwiej było wtedy juniorowi w Zabrzu niż teraz?
- Wiem, że świat poszedł do przodu i wymagania są większe. Daleko nam organizacyjnie czy finansowo do najlepszych i też chciałoby się więcej, ale oczywiście, że wtedy było trudniej. Trenowaliśmy na żwirze. Na żwirze graliśmy mecze ligowe. Oczywiście nie było pieniędzy, poza zwrotem za dojazdy i czasami posiłkiem. Pierwsze pieniądze dostałem, kiedy trener Kostka włączył mnie do kadry pierwszego zespołu. Był taki moment, że chciałem przejść do Szombierek, ale wziął mnie trener Kostka na rozmowę w cztery oczy i przekonał, że warto spróbować.

W końcu zaświeciła się tablica świetlna z nazwiskiem "Orzeszek".
- To był już rok 1988. Tablica była wtedy faktycznie imponująca, przywieziona ją z Węgier. Graliśmy z Widzewem i strzeliłem gola na 1:0. Powiem nieco żartobliwie, ale chciałbym, by te słowa zostały potraktowane całkiem poważnie. Rezerwowy też ma okazję przejść do historii... Wtedy wszedłem z ławki. Tablica nie działała od lat, a wielu kibiców do dziś pamięta tę bramkę. Dziś każdemu, kto nie wychodzi na boisko w pierwszym składzie, powtarzam, nie obrażaj się, tylko graj tak, by cię zapamiętali. W wielkim Górniku nie byłem piłkarzem najwybitniejszym, ale mam satysfakcję, bo każda moja zmiana była zauważona. Zawsze coś do gry wnosiłem.

Mówi pan też pewnie młodzieży, że warto pójść na wypożyczenie...
- Dokładnie! Mam doświadczenie, bo dwa razy lądowałem w Szombierkach. Doświadczenie to nie jest zesłanie. Dlatego zimą przekonywałem Świątka, Balata czy Skorupskiego, że mogą tylko wygrać. W Bytomiu grałem, wracałem do Zabrza z innego pułapu. Raz po sezonie, w którym strzeliłem dwanaście goli, w tym jednego w meczu z Górnikiem, który wygraliśmy 1:0. Była sportowa złość i wielka satysfakcja. I tak powinno to wyglądać. Trudno się rozwinąć, siedząc rok czy dwa na trybunach.

To były drugi i trzeci raz w Zabrzu.
- Pierwsze wypożyczenie przyjąłem ze zrozumieniem, drugie... Było trudniej, ale trener Kowalik powiedział, że 3-4 piłkarzy nie widzi w zespole. To wtedy był ten strzelony gol Górnikowi w Szombierkach. Nastał jednak trener Apostel i wróciłem. Z tym, że coraz częściej grałem w obronie.

Czwarty raz?
- Wiele osób może już tego nie pamiętać, ale za trenera Piechniczka jeszcze pół roku byłem w zespole. Zagrałem chyba dwa razy po kilkanaście minut z Ruchem i Odrą Wodzisław. Na tym był koniec. To był szalony czas. W krótkim czasie pełniłem w Górniku pięć funkcji. Piłkarza, a od zimy drugiego trenera i kierownika zespołu przy Waldku Fornaliku. Przyszedł Edward Lorens i uznał, że tych funkcji nie powinno się łączyć, więc przejąłem na pół roku... rezerwy. Utrzymaliśmy się w lidze, a grali u mnie Niedzielan, Choto, Piegzik czy Piotrek Lech. To też nie był koniec, bo w końcu dostałem najstarszych juniorów.

W tym taką perełkę, jak Kuba Błaszczykowski.
- Przywiózł go Jurek Brzęczek... To był trudny czas w życiu Kuby, bardzo ciężko znosił rozstanie z babcią, ciągnęło go do domu. Źle czuł się w bursie, bardzo chciał wracać w rodzinne strony.

W pana zespole jednak regularnie nie grał.
- Wiedzieliśmy, że ma talent. Technika, strzał, pomysł na grę... Dużo gorzej niż w dorosłej piłce wyglądał motorycznie. Przyznam dziś, że nie przypuszczałem, że zrobi tak ogromny postęp. Kuba wyjechał z Zabrza po roku, a ja odszedłem w 2003 roku. Nastąpił podział grup młodzieżowych, który dziś na szczęście jest już historią i prezes Koźmiński powiedział mi, że ma mi płacić MSPN. Nie dało się z tego wyżywić rodziny, więc na siedem lat odszedłem z Zabrza.

Niewiele się zmieniło przez te 26 lat...
- W życiu klubu to epoka, ale jak patrzę na obiekt, to faktycznie czas stanął w miejscu. Wtedy wiele elementów było nowych, dziś... Oby jak najszybciej zaczęto budowę stadionu.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2021 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera]