Życie na "kroplówce"

Kwoty, którą klub dostaje na początku roku od Allianz Polska - około 6 milionów złotych brutto - dziś praktycznie już nie ma...
Zaczął się nowy rok, a Górnik wciąż ma finansowy "garb" w postaci premii, które musi wypłacić piłkarzom za awans do ekstraklasy. W tej chwili jest to kwota nieco przekraczająca dwa miliony złotych i niewiele wskazuje na to, że piłkarze w najbliższych tygodniach te pieniądze dostaną. 

Było i nie ma

- Mogę tylko powiedzieć, że na bieżąco staramy się spłacać wszelkie nasze zobowiązania - mówi prezes Górnika Zabrze, Łukasz Mazur. - Premii za awans w całości faktycznie jeszcze nie wypłaciliśmy, choć część pieniędzy piłkarze już dostali i dostają. Dodam, że ponad połowy kadry Górnika ten temat nie dotyczy, bowiem przyszli do Zabrza latem, już po wywalczeniu awansu. O premiach oczywiście pamiętamy, ale dla nas istotniejsze w tej chwili jest regulowanie obecnych zobowiązań. I to staramy się robić - kończy prezes Górnika, dodając, że na dziś piłkarze mają na bieżąco płacone pensje i wejściówki. Klub zalega z premiami za zdobywane jesienią punkty, ale akurat te kwoty nie są w Zabrzu powalające na kolana i stanowią skromny procent uposażeń piłkarzy.

Sytuacja finansowa Górnika teoretycznie powinna poprawić się na początku roku. Zgodnie z obowiązującą umową w tym okresie na konto spółki trafiają pieniądze, które przeznacza na klub właściciel. Suma ta brutto wynosi około 6 milionów złotych, jednak realnie Górnik dostaje znacznie mniej. Ponad dwa miliony Allianz Polska od razu potrąca na pokrycie pożyczek zaciąganych przez spółkę. Biorąc pod uwagę uregulowanie sporej części zaległości wobec piłkarzy i płacenie bieżących rachunków można założyć - z niewielkim marginesem błędu - że na początku stycznia pieniędzy wpływających do klubowej kasy z Warszawy już... nie ma.

Mit funkcjonuje

Zadłużenie „wewnętrzne" spółki wobec właściciela jest zresztą znacznie większe i prawdopodobnie jeszcze przez wiele lat Górnik Zabrze będzie je spłacał. Tym bardziej, że trudno będzie uciec od kolejnych pożyczek. Między innymi dlatego Górnik szuka innych źródeł finansowania, co w najbliższych dwóch latach będzie niezwykle trudne w związku z planowym rozpoczęciem budowy nowego stadionu. Jeszcze tylko wiosną mecze będzie mogło oglądać 10000 widzów. Potem przez 1,5 roku frekwencja nie przekroczy 4500 i trudno przypuszczać, by w tym czasie Canal + często wybierał się na plac budowy do Zabrza, a reklamodawcy pchali drzwiami i oknami. Poza tym - takie opinie często można usłyszeć na Roosevelta - wśród potencjalnych inwestorów wciąż istnieje mit możnego właściciela, cały czas przeznaczającego spore środki na Górnik. Mit, który dziś z rzeczywistością nie ma wiele wspólnego.

Taka perspektywa tłumaczy politykę kadrową Górnika, w której nie ma dziś miejsca na absolutnie żadne „duże" transfery. Do Zabrza nie tylko z racji przyjętej polityki kadrowej, ale raczej z potrzeby chwili, są sprowadzani młodzi piłkarze, najczęściej z kartą w ręce. Pomyśleć, że dwa lata temu tylko menedżerska prowizja za przyjście Damiana Gorawskiego wynosiła milion złotych!

Zresztą już latem, kiedy podpisywano nowe kontrakty, były one znacznie niższe niż te, które zawierano w okresie wcześniejszym. Z naszych informacji wynika, że „najdroższy" z piłkarzy zatrudnionych po awansie na klubowej liście płac jest blisko końca pierwszej dziesiątki.

Tylko luźne pytania

Stąd takie starania, by pozbyć się piłkarzy, którzy wciąż obciążają budżet, a którzy od miesięcy nie pojawiają się na boisku. Zimą była podjęta próba rozwiązania umowy z Michałem Karwanem, ale strony nie doszły do porozumienia. Karwanowi kontrakt kończy się w czerwcu. Dokładnie rok na liście płac będzie jeszcze Damian Gorawski, a w jego wypadku też nic nie wskazuje na wcześniejsze pożegnanie. Nic to jednak przy Pawle Strąku, który dwa lata temu podpisał z Górnikiem pięcioletnią umowę. Gdyby faktycznie chciał ją wypełnić, to jeszcze trzy lata byłby na klubowej liście płac. Czy tak będzie? Strąk od kilku miesięcy ma problemy z kręgosłupem, czyli przebywa na L4. Dziś trudno przewidzieć jak długo potrwa jego leczenie. Robert Szczot, choć nie gra w Zabrzu od pół roku, właśnie „schodzi" z listy płac. Godząc się na wcześniejsze odejście, jeszcze kilka miesięcy miał dostawać wynagrodzenia.

Zimą Górnik chętnie sprzedałby któregoś z piłkarzy. Co prawda nikt nie da 100-procentowej gwarancji, że zabrzanie już utrzymali się w lidze, ale patrząc na tabelę, mogą na pewno czuć się bezpieczniej niż przynajmniej połowa konkurencji. Dlatego zastrzyk gotówki, nawet kosztem osłabienia składu, byłby mile widziany. Z tego scenariusza nic najpewniej jednak nie wyjdzie. Skończyło się na luźnych pytaniach o Michała Pazdana i Tomasza Zahorskiego.

Zapaść finansowa Górnikowi nie grozi. Właściciel w każdej chwili zapewne może podłączyć „kroplówkę", utrzymującą klub na powierzchni i pozwalającą przetrwać kolejnych kilka miesięcy. Do wiosny 2013 i planowanego otwarcia nowego stadionu? Potem Górnik, przy niewielkim wsparciu właściciela, ma generalnie finansować się sam.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2021 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera]