Forum
 

Sport: Wałdoch zrezygnował

Tomasz Wałdoch od dziś nie pełni funkcji dyrektora sportowego. Klub rozmawia z kandydatem na jego następcę.
Od dziś Górnik nie ma dyrektora sportowego. Tomasz Wałdoch, kiedy pojawiał się w kwietniu w klubie, zapowiadał ambitne plany odbudowy silnego Górnika, z którym chciał nawiązać do sukcesów, które sam odnosił w Zabrzu jako piłkarz. Tymczasem wczoraj zrezygnował ze swoich obowiązków. 

Z powodów rodzinnych...
- To trudna decyzja, ale nieodwołalna. Jest podyktowana tylko i wyłącznie sprawami rodzinnymi, których nie jestem w stanie pogodzić z pracą w Zabrzu. Pracę w Górniku traktowałem jako wielkie wyzwanie, ale nie mogę robić czegoś wbrew mojej rodzinie - przyznał wczoraj Wałdoch, który zawsze wypowiadał się bardzo dyplomatycznie. Nawet trudno z jego argumentami polemizować, skoro w Bochum na stałe mieszkają jego żona i trójka dzieci. Wałdoch mówi zresztą wprost, że choć nie ma sprecyzowanych planów zawodowych i nie wie w jakiej roli przyjdzie mu pracować w najbliższym czasie, to bardziej skłania się w stronę pracy trenerskiej i chciałby znaleźć posadę w Zagłębiu Ruhry, czyli blisko domu. - Może jeszcze kiedyś wrócę pracować do Polski, ale na pewno nie będzie tak, że dziś opuszczam Zabrza, by za kilka tygodni wylądować w innym polskim klubie.
Czy za jego decyzją mogą stać też inne powody? Jeżeli tak, to przede wszystkim jeden. W Zabrzu trudno dziś realizować ambitne plany budowy silnego klubu. Pewnie dla samego Wałdocha drugorzędny był fakt, że w ostatnich miesiącach nie dostawał pensji. Brak pieniędzy na wypłaty, które w ostatnich tygodniach "łatał" prezes Łukasz Mazur, czy niewiele sygnałów na to, że właściciel, czyli Allianz Polska chce zainwestować w Górnika środki pozwalające na rozwój klubu, to dowód na bardzo krótką kołdrę, jaką dziś przykryty jest klub z Zabrza.
- Pewnie Tomkowi łatwiej byłoby widzieć sens przebywania daleko od domu, a jego żonie to zrozumieć, gdyby mógł się w swojej pracy spełnić. Tymczasem tutaj problemem jest zatrzymanie piłkarzy, którym kończą się kontrakty, nie mówiąc już o wzmacnianiu składu - takie opinie można było wczoraj usłyszeć w klubie. Poza tym Wałdoch pewnie nie przypuszczał, podpisując kontrakt, w jakiej sytuacji znajduje się Górnik.

Oślizło w szoku
- To co teraz będzie? - mówili piłkarze, którzy krótko po oficjalnej rezygnacji Wałdocha, zresztą w tej samej niedogrzanej sali - grzejniki są wyłączane o 14:00 - jedli wspólny obiad.
Wczoraj odszedł Wałdoch, kilka tygodni temu pracę w Szczecinie podjął odpowiedzialny za skauting Artur Płatek, a takie odejścia na pewno nie są dla zawodników dowodem stabilności i ciągłości. jakby tego było mało, trudno dziś wskazać na Roosevelta kogokolwiek, kto miałby pewność czy na tym koniec roszad. Nie ma 100-procentowej pewności czy kolejną rundę zacznie zespół z tym samym trenerem, a klub z tym samym prezesem.
- Nie jest mi przykro, ale jestem wkurzony - skomentował odejście Wałdocha prezes Mazur. - Mówiąc poważnie, rozumiem jego sytuację. Żal tym większy, że odszedł świetny fachowiec, wspaniały człowiek, od którego wiele się nauczyłem. Pracował po kilkanaście godzin dziennie i pokazał jako powinno wyglądać oddanie dla klubu.
Mazur o decyzji Wałdocha dowiedział się mniej więcej dwa tygodnie temu. Poza nimi praktycznie nikt nie znał szczegółów. - Jestem w szoku, nie wiem co powiedzieć, ale to nie jest dobra wiadomość dla klubu - mówił prowadzący konferencję Stanisław Oślizło.

Przekonał prezesa Przypomnijmy, że Wałdoch pojawił się w Zabrzu w drugiej połowie kwietnia po przegranym 1:3 meczu z Sandecją, kiedy pod znakiem zapytania stanął awans Górnika do ekstraklasy. Potem było już tylko lepiej, choć sam Wałdoch latem mówił wiele razy, że awans to absolutnie nie jego zasługa, tylko trenera i piłkarzy. Na swój rachunek zaczął pracować latem, dokonując prawdziwej rewolucji w kadrze Górnika. Z jakim skutkiem? Beniaminek, mimo kilku prawdziwych klęsk, jest z 22 punktami w środku stawki. Kiedy dwa lata temu spadał z ligi miał po jesieni punktów dziewięć.
Jeżeli nie poprawi się sytuacja finansowa to trudno przypuszczać, by wiosną, kiedy zacznie się remont stadionu, mogło być lepiej. W każdym razie wczoraj Wałdoch mógł odejść z podniesioną głową. - Odejście Tomka w tym momencie jest dowodem jego uczciwości. Mamy grudzień, mógł wziąć urlop, potem są święta, ale nie chciał dłużej obciążać klubu. Jeżeli kiedyś wróci do Polski, to nie wyobrażam sobie, by nie był to Górnik - twierdzi prezes Mazur, który rozmawia z następcą.
- Mamy jednego kandydata. Gdyby z nim nie wyszło, to będziemy rozmawiać z kolejnym. Początkowo za tą kandydaturą był bardziej Tomek Wałdoch, ale mnie przekonał. Szukamy ludzi związanych z Górnikiem, a jest w czym wybierać. Od razu powiem, że mamy wypracowaną wizję funkcjonowania tego klub, której nie chcemy zmieniać. Nie będzie tak, że każda kolejna zatrudniania osoba będzie wszystko wywracać o 180 stopni. Chcę, by to co zaczęliśmy robić było kontynuowane - kończy prezes Górnika, a na giełdzie pojawiają się takie nazwiska jak Jerzy Brzęczek, Grzegorz Mielcarski, tradycyjnie już Jan Urban, a nawet pracujący w klubie z młodzieżą Andrzej Orzeszek. Pytanie, ile Górnik może dziś dyrektorowi sportowemu zaproponować. Nie tylko pensji, ale też środków do rozwijania sportowej strony klubu. Wałdoch pracował siedem miesięcy. W tym czasie Górnik awansował do ekstraklasy, potrafił w niej ograć Wisłę i Lecha, ale też klub nawiązał współpracę z Gwarkiem, MSPN Zabrze, APN Knurów i ściągnął wiele bardzo zdolnej młodzieży. Nad jej rozwojem będzie już czuwał ktoś inny.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2019 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online