Forum
 

Niedzielan: Sto szalonych dni

Osiem lat temu obecny napastnik Korony Kielce, Andrzej Niedzielan strzelił w ciągu trzech miesięcy piętnaście goli w czternastu meczach ligowych Górnika Zabrze.
Kiedy z okazji 90-lecia Śląskiego Związku Piłki Nożnej powstała jedenastka piłkarzy grających w śląskich klubach w latach 1995-2005, znalazł się z niej tylko jeden piłkarz Górnika Zabrze. Kto? Andrzej Niedzielan. Wystarczył rok jego gry na Roosevelta, by „Wtorek” wpisał się na trwałe w historię klubu. Może nawet nie rok, bo wszystko, co najlepsze, miało miejsce między 10 sierpnia a 23 listopada 2002 roku, czyli w ciągu stu szalonych dni Niedzielana spędzonych w Zabrzu.

Trafił do klubu zimą w połowie sezonu 2001/02. Skąd? Praktycznie znikąd. Był piłkarzem Zagłębia Lubin odesłanym wtedy do rezerw. Historia jego transferu obrosła legendą. Górnik miał przekazać Lubinowi kilkanaście piłek, które ostatecznie do Lubina nigdy nie trafiły, co po latach wspominał ówczesny prezes klubu, Zbigniew Koźmiński.

Po dwunastu miesiącach Górnik chciał za Niedzielana milion euro i taką kwotę na stół kładł FC Nuernberg, występujący w Bundeslidze. I pewnie piłkarz zmieniłby klimat na niemiecki, gdyby na przeszkodzie nie stanęła prowizja menedżera. Wynosiła... 375 tysięcy euro! Kiedy działacze FC Nuernberg usłyszeli taką kwotę, rozmowy zostały zerwane. Niedzielan trafił do Grodziska Wielkopolskiego za 400 tysięcy euro. Za granicę wyjechał rok później, a w Zabrzu od tego czasu pojawił się w roli piłkarza już tylko raz. Wiosną 2003 roku w barwach Groclinu. Bramki nie strzelił, padł wynik 0-0.

- Pamięta pan tę szaloną jesień?
Andrzej Niedzielan: Doskonale. Dziś stale powtarzam, że chyba najlepszy dla mnie klimat jest na Śląsku. To pewnie rechot historii, ale dwa kluby, w których Niedzielan wrócił do świata żywych to Górnik i Ruch. Kibice mogą różnie to oceniać, ale akurat ja właśnie tym klubom bardzo dużo zawdzięczam. Może najwięcej. I powiem nieskromnie, że zadziałało to chyba także w drugą stronę.

- Zaczął się rok 2002. Był pan graczem Lubina...
- Niewiele grałem. Jesienią strzeliłem chyba jedną bramkę, o ile pamiętam to Górnikowi, ale nikt mnie w Zagłębiu nie chciał. Słyszałem oczywiście o tych „legendarnych” piłkach, ale szczegółów nie znam. Wiem, że chciał mnie ściągnąć do Zabrza trener Edward Lorens. Obaj jesteśmy z Żar, a to nie jest metropolia, więc może ktoś mu powiedział, że jest taki chłopak, który szybko biega i potrafi trafić do siatki. Zresztą zaprosił mnie wcześniej na testy do... Ruchu. Byłem na Cichej i przed rokiem nieżyjący już doktor Jerzy Wielkoszyński wyciągnął moje badania sprzed dwunastu lat, przypominając jakie miałem wtedy wyniki szybkościowe i wydolnościowe. Byłem w szoku.

- Wiosną pan jeszcze nie zachwycał.
- Nie grałem w jeszcze w każdym meczu, ale kilka goli strzeliłem. Choćby Zagłębiu Lubin. Moja pozycja nawet na początku kolejnego sezonu nie była mocna, bo wszedłem w pierwszym meczu na boisko z ławki. Zaczęło się chyba od drugiej kolejki.

- Bilans pan pamięta?
- Piętnaście goli w czternastu meczach. W tym dwa hattricki. Do tego doszedł debiut w kadrze.

- Porozmawiał pan ostatnio z Michałem Probierzem?
- Nie, nie byłem na meczu Korony z „Jagą”. Generalnie, kontakty się przez te lata urwały, ale chyba już nigdy potem nie miałem za plecami takich „grajków” jak wtedy w Zabrzu. Michał był z prawej strony, a piłki wrzucali mi Kompała, Gierczak i Kaczmarczyk. Każdy z nich był świetny technicznie, dawał piłki „na nos”. Miałem gaz, naprawdę świetną szybkość i uciekałem wtedy każdemu obrońcy, ale bez tych dograń nie byłoby takiej skuteczności. Można tylko żałować, że w kasie nie było pieniędzy. Górnik był biedny, nie udało się utrzymać drużyny, a przecież grali w niej jeszcze Bledzewski, Wiśniewski, Lekki czy Kriżanac. Kiedy mnie sprzedali, chłopcy przynajmniej dostali pieniądze.

- Mogła być Norymberga...
- Powinna być Norymberga. Dawali milion euro, byłem już nawet na obiedzie z Klausem Augenthalerem, wtedy ich trenerem. Jacek Krzynówek, który grał wtedy w Norymbergi, mówił, że bardzo mnie chcą, a moim marzeniem - niespełnionym - było zagrać w lidze niemieckiej. Nie udało się, ale nie chcę do tego wracać.

- Grodzisk był zły?
- Był bardzo dobry. Zrobiłem krok do przodu, graliśmy w pucharach, były mecze z Herthą czy Manchesterem City, ale myślę, że trafiając rok wcześniej do Niemiec zrobiłbym większą karierę. To był dobry, chyba najlepszy moment na wyjazd z Polski, a liga niemiecka chyba była mi pisana. Szkoda.

- Potem Zabrze regularnie pan omijał.
- Zagrałem z Groclinem, a potem.... Kiedy byłem w Wiśle, to leczyłem kontuzje, lub nie grałem, a w poprzednim sezonie, gdy trafiłem do Chorzowa, Górnik grał w pierwszej lidze.

- Jutro pan zagra?
- Nie wiem. Decyzja zapadnie w czwartek po treningu, czyli po południu. Myślę, że nie ma takiej możliwości, bym wyszedł na boisko w wyjściowym składzie. Może w końcówce... Tak naprawdę w środę pierwszy raz wyszedłem na trening z drużyną. Nic nie boli, ale to tylko godzinne zajęcia po ponad trzech tygodniach przerwy w grze.

- Korona będzie faworytem piątkowego meczu?
- Trudne pytanie. Nie ma w naszym wypadku mowy o kryzysie czy „dołku”. Gramy dobrze, skoro potrafimy wygrać z Lechią i zremisować z Jagiellonią.

- I wysoko przegrać z Legią. Bez pana w składzie Korona wygrała jeden z czterech meczów.
- To prawda, ale nie patrzę na to w ten sposób. Ze mną też wszystkiego nie wygrywaliśmy. Liga jest tak nieobliczalna, że w życiu nie sugerowałbym się nawet poprzednim meczem.

- Górnik przegrał ze Śląskiem 0-4...
- Przegrał i sami wiedzą, że kompletnie im to spotkanie nie wyszło. Chyba kolegów z Zabrza nie obrażę, ale nie ma dziś w Zabrzu gwiazd. Jak nie „wejdą” dobrze w mecz i nie jeżdżą na czterech literach, to trudno im wygrywać mecze. Punktów mają jednak sporo, wygrali kilka bardzo prestiżowych meczów i są o klasę lepsi u siebie niż na wyjazdach. Nie wiem kto wygra, ale na pewno zagrają zdecydowanie lepiej niż we Wrocławiu.

- W Ameryce Północnej był pan o kilka minut lepszy od Grzegorza Bonina.
- Faktycznie, o kilka minut... Grzesiek nie wszedł na boisko nawet na minutę. Może obaj dostaniemy jeszcze szansę podczas grudniowego zgrupowania w Turcji. To bardzo dobry piłkarz, choć nie powiem, że świetnie się znamy. O Koronę mnie nie pytał, ja jego o Zabrze też, ale chciałbym kiedyś z nim zagrać na boisku. Jeżeli faktycznie w piątek zagra, to siła ofensywna Górnika będzie duża.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online