Forum
 

Z dwutygodniowym zapłonem

Aleksander Kwiek wygrał turniej na strzelnicy przed meczem z Jagiellonią, a Wiśle Kraków strzelił pierwszą bramkę od chwili przeprowadzki do Górnika Zabrze.
To miał być jeden z ważniejszych transferów Górnika dokonanych latem tego roku. Niemal do ostatniej chwili zabrzanie rywalizowali z Ruchem Chorzów o Aleksandra Kwieka, który razem z Odrą spadł z ekstraklasy. 

Chyba dorósł

Prezes zabrzan mówił wtedy, że ściąga piłkarza, który ma podnieść jakość drugiej linii. - Dziś też podpisuję się pod tym zdaniem i mamy w klubie satysfakcję, że nie popełniliśmy błędu. Proszę zwrócić uwagę, że w tym sezonie nie ma tematu kłopotów Górnika w drugiej linii, a przez dwa lata słyszeliśmy, że potrzebą chwili jest sprowadzanie piłkarza, który pokieruje naszą grą w środkowej strefie boiska. Aleksander Kwiek wniósł do tej formacji jakość - uważa prezes Górnika.
- Myślę, że Alek w końcu zaczyna spełniać pokładane w nim nadzieje - mówi Grzegorz Mielcarski, obserwujący Kwieka od lat. - Zawsze miał talent, ale chyba głowa nie pozwalała do końca go wykorzystać. Dobrze wygląda fizycznie, stał się na boisku bardziej odpowiedzialny. Chyba dorósł i znalazł klub, w którym spełni się jako piłkarz.
Sam Kwiek, który wcześniej grał między innymi w Odrze, Wiśle, Koronie czy Jagiellonii, niejako potwierdza te słowa, kiedy mówi: - Do Wisły trafiłem chyba zbyt wcześnie. Nie byłem wtedy gotowy do gry w tak silnym klubie. Potem różnie traktowałem swoje obowiązki, ale dojrzałem, zmieniłem swoje podejście do treningu. Górnik to była wielka niewiadoma, bo zmieniono po awansie diametralnie skład. Dziś wszyscy widzimy, że jest dobrze. Nie mamy kompleksów. Z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że przy odpowiednim podejściu do meczu możemy wygrać w lidze z każdym.

Ojciec stawia na wnuka

W ciągu dwóch miesięcy zmieniła się nieco rola Kwieka na boisku. Latem wydawało się, że raczej nie będzie grał na boisku obok Piotra Gierczaka, jednak już od drugiego meczu do kontuzji tego ostatniego, obaj piłkarze razem wychodzili na boisko. - Życie pokazało, że w tym układzie graliśmy chyba najlepiej - mówi prezes Mazur, a dla Kwieka nie ma wielkiej różnicy, jak jest przez trenera ustawiany na boisku. - Z Piotrkiem było to ustawienie bardziej za jego plecami. Dziś trener wystawia mnie bliżej bramki rywala. Od wielu lat gram w lidze, ta zmiana jest z mojego punktu widzenia drugorzędna. Choć teraz jest większa szansa, bym trafiał też do bramki rywali. Jak na tyle lat grania w lidze, nie mam zbyt wielu goli na koncie.
W sumie Kwiek strzelił ich do tej pory w lidze osiem. To nie jest wynik powalający na kolana, skoro zagrał blisko 140 spotkań. - Powinno być lepiej. W meczu z Wisłą miałem trzy okazje. Wykorzystałem tę najtrudniejszą. Zresztą trochę przypadkiem, bo piłka mi zeszła. Kiedy widziałem telewizyjne powtórki, to miałem przeczucie, że gdybym uderzył prawidłowo to Mariusz Pawełek... obroniłby mój strzał.
Co ciekawe, ojciec piłkarza, Józef Kwiek, wciąż gra w piłkę na boiskach B klasy w LKS Pstrążna. W tym sezonie strzelił nawet kilka goli. Kiedy trzy pokolenia rodziny Kwieków pojawiły się ostatnio na meczu Odry Wodzisław - piłkarz Górnika przyszedł z rocznym synem - stali bywalcy stadionu przy Bogumińskiej zauważyli, że choć piłkarz Górnika mocno zeszczuplał, ojciec wciąż jest od niego... szczuplejszy. Józef Kwiek miał zresztą stwierdzić, że „Olek jest dobry, ale naprawdę wielkim piłkarzem to będzie mój wnuk...” Pewnie za dwadzieścia lat będziemy mieli na ten temat większą wiedzę.

Najlepszy na strzelnicy

Krzysztof Bukalski pytany o drugą linię Górnika, nie wskazuje Kwieka jako jej lidera. - To nie jest pod jego adresem zarzut. Adam Nawałka rozłożył te akcenty. Oni wszyscy dobrze się uzupełniają. Kwiek, czy wcześniej Gierczak, nie mogliby robić tyle z przodu, gdyby nie mieli za plecami bardzo solidnego Przybylskiego, czy ostatnio „czyszczącego” pole Marciniaka. Często „pałeczkę” lidera lubi przejąć Grzesiek Bonin. Podoba mi się, że wszyscy gracze środka pola potrafią bronić. Zaznaczam, że mówię o Górniku z drugiej połowy meczu z Wisłą, bo tylko taki może coś w lidze zdziałać.
To samo podkreśla zresztą Kwiek, który zdradził, że przed meczem z Jagiellonią zespół Górnika pojechał na strzelnicę. - Nic o tym nie wiedzieliśmy, więc wyjazd był niespodzianką. Byłem w jednej trójce z Mariuszem Jopem i Tomkiem Zahorskim. Nie znam się, ale to były wiatrówki. Wygraliśmy turniej, ale chyba za bardzo się... wystrzelaliśmy, bo w meczu z „Jagą” nic nie chciało wpaść do siatki. Chyba, że zadziałało to z dwutygodniowym zapłonem - żartuje Kwiek, który unikając kartki w spotkaniu z Wisłą zagwarantował sobie grę przeciwko mistrzowi Polski, Lechowi Poznań. - W meczu z Lechem debiutowałem siedem lat temu w lidze. Wygraliśmy 3-2 w Poznaniu. 1-6 z Lechem, kiedy grałem w Jagiellonii? O tym meczu już zapomniałem...

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online