"Kojot" z Zabrza

Z koszulką Górnika Zabrze wyjechał z Pragi Wojtek Wolski, jedyny dziś Polak w NHL. Tak blisko rodzinnego Zabrza Wojtek Wolski nie był już dawno.
Jego „Kojoty” z Phoenix, w ramach promocji NHL w Europie, dwa mecze ligowe rozgrywały w Pradze. 

Flaga na trybunach

Polski hokeista pojawił się w stolicy Czech wspólnie z rodzicami, co wykorzystali działacze Górnika, wręczając hokeiście koszulkę z nazwiskiem oraz sporo klubowych pamiątek. Wolski dostał też z rąk Mirosława Minkiny, przedstawiciela firmy Bisset na Polskę, pamiątkowy zegarek z logo Górnika i numerem seryjnym 86.
Wolski urodził się w 1986 roku właśnie w Zabrzu i z takim numerem na koszulce gra w „Kojotach”. - To był dobry rok - wspomina ojciec hokeisty, Wiesław Wolski, prowadzący w Kanadzie firmę budowlaną. W Zabrzu kończył Technikum Górnicze i był sztygarem w kopalni Makoszowy. - Urodził się Wojtek, a ja chodziłem na wszystkie mecze Górnika. Wtedy grał świetną piłkę. Nazwiska Pałasza, Urbana, Iwana, Matysika czy Komornickiego pamiętam do dziś. Syn oczywiście wie, skąd jesteśmy i myślę, że zaszczepiłem w nim sympatię do Górnika. Może kiedyś wspólnie wybierzemy się na jakiś mecz - dodaje tata hokeisty.
Co ciekawe, w Pradze pojawili się kibice z polską flagą, z napisem „Zabrze z Wojtkiem Wolskim”, którą hokeista zabrał do USA. Ma wrócić do kraju z autografami wszystkich jego kolegów z drużyny „Kojotów”. - To było super, kiedy zobaczyłem tę flagę na trybunach. Tego się nie spodziewałem. Wiem z opowieści, jak utytułowanym klubem jest Górnik. Generalnie uwielbiam sport i pewnie zostając w Zabrzu, grałbym w piłkę - twierdzi Wolski, którego brat, Krystian, zdążył zostać trampkarzem Górnika. Było to właśnie w połowie lat 80.

Mecz z wujkiem Stefanem

Wolscy z Polski wyjechali, kiedy Wojtek miał dwa lata. Krótko przebywali w Niemczech, skąd polecieli do Kanady. Zamieszkali w Toronto. - Sportem numer jeden w domu była piłka. Tata był wielkim kibicem, często opowiadał o Górniku. Z dzieciństwa pamiętam też mecze grane z wujkiem Stefanem, ojcem Sebastiana Mili - wspomina dzieciństwo Wolski, którego pomocnik Śląska jest najbliższym kuzynem. - Kiedy zacząłem chodzić do szkoły, chciałem grać w piłkę, ale nie miałem z kim! W Toronto liczył się tylko hokej. Nie było wyboru.
Jeden z miejscowych trenerów zobaczył chłopaka i powiedział, że może być hokeistą, ale podstawa to nauczenie się jazdy na łyżwach. - To było pięć miesięcy intensywnych lekcji, ale efekt był bardzo dobry. W każdym razie syn mógł zacząć regularne treningi. Wiele osób, patrząc na mój wzrost, mówiło, że będzie trudno, bo Wojtek nie będzie zbyt wysoki. Na szczęście nie jest źle - śmieje się tata polskiego „jedynaka” w NHL. Wojtek Wolski ma 189 cm wzrostu.
Zadzwonił Bobby Orr Jego kariera rozwijała się doskonale. Kiedy miał czternaście lat, do domu państwa Wolskich zadzwonił tajemniczy Bobby... - Odebrałem telefon, nie najlepiej mówiłem wtedy po angielsku, myślałem, że to kolega z pracy. Też nazywał się Bobby. Po krótkiej rozmowie okazało się, że to Bobby Orr - dziś ze śmiechem wspomina tamte wydarzenia Wolski-senior. Orr to legenda hokeja, Kawaler Orderu Kanady, osiem razy - najwięcej w historii - dostał nagrodę James Norris Memorial Trophy. - Zaproponował, by Wojtek „poważnie” zajął się hokejem. Był bardzo sympatyczny, chciał pomóc. Kiedy sprawę przejął jego współpracownik, zrezygnowaliśmy z tej oferty, ale odwrotu już nie było. Postawiliśmy na hokej... - w tym czasie mama Wojtka zrezygnowała z pracy, wożąc syna z treningów do szkoły i z powrotem. Lekcje były odrabiane w samochodzie na tylnym fotelu. - Wypracowania z angielskiego zawsze pisałem o... hokeju. Pani wręcz zażądała, bym wymyślił coś innego.
Wymyśliłem, na dwie kolejne lekcje. I wróciłem do hokeja. W końcu machnęła ręką - opowiada Wolski, który bardzo dobrze nie tylko mówi, ale i pisze w języku polskim.
Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. W 2003 roku był kapitanem Kanady na MŚ juniorów w Czechach, dwa lata później debiutował z Colorado Avalanche, grał w meczu młodych gwiazd NHL. Odchodził z Colorado jako gwiazda, kiedy przed rokiem sprowadziły go „Kojoty”. Był wtedy trzecim snajperem Avalanche.

Wakacje na Mazurach, Śląsk w planach

W Pradze zaczął drugi sezon gry wśród „Kojotów”. Przebywał na lodzie 13 minut. - Nie za długo, ale jeszcze nie jestem w optymalnej formie. Normalnie przebywam na lodzie około 20 minut...
Wolski jest związany kontraktem z „Kojotami” na dwa sezony. Ponoć jest wart 7,6 miliona dolarów.
Rodzice rok w rok odwiedzają Polskę. Najczęściej odpoczywają nad morzem. Na Śląsku, w Knurowie, mieszka do dziś jeden z wujków hokeisty. - Staram się być w kraju raz na dwa lata. Ostatnio z czeskim kolegą z drużyny spędziliśmy trzy tygodnie na Mazurach. Chętnie jednak odwiedzę Śląsk, przeprowadzę kilka pokazowych treningów z dzieciakami. Na to zawsze znajdę czas - mówi Wolski, który zadeklarował, że może przeznaczyć 20 tysięcy dolarów na sprzęt sportowy dla młodzieży. Trafiłby on do Polonii Bytom. Drugie tyle dołożyłaby kanadyjska federacja. „Kojoty” drugi mecz w Pradze przegrały i krótko potem ekipa wyleciała za ocean.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2022 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera]