Sport: "Wielbłądy" stoperów

Czternastokrotni mistrzowie Polski nieoczekiwanie wywieźli komplet punktów z "Dialog Areny".
Piłkarze Zagłębia popsuli 10 tysiącom widzów inaugurację oddanego do użytku całego stadionu "Dialog Arena". Lubinianie zagrali co prawda nieco lepiej niż przed tygodniem w Kielcach, jednak katastrofalne błędy stoperów - Michała Stasiaka i Csaby Horvatha - ułatwiły gościom zdobycie dwóch bramek i wywiezienie trzech punktów z Lubina. 
Co prawda pierwszy strzał w meczu oddał w 7. minucie Kamil Wilczek, jednak od początku spotkania było widać, że górnicy nie przyjechali do Lubina jedynie po to, by się bronić. Pierwszym ostrzeżeniem dla lubinian był strzał z dystansu Aleksandra Kwieka, po którym piłka minęła bramkę Zagłębia. Jednak już trzy minuty później goście mieli powody do radości. Stojący w polu karnym Tomasz Zahorski spokojnie przyjął piłkę po podaniu Piotra Gierczaka, zwodem posadził na tyłku zarówno Stasiaka jak i Horvatha, po czym z bliska nie dał szans na skuteczną interwencję Bojanovi Isailoviciowi. - Przy bramce, którą zdobyłem, panowało olbrzymie zamieszanie. Zawodnicy Zagłębia chyba myśleli, że będę od razu strzelał, a nie, że wejdę głębiej w pole karne - opisywał tę sytuację szczęśliwy strzelec.
Był to jedyny celny strzał zabrzan do przerwy, ale w zupełności wystarczył. Lubinianie trafili w światło bramki zaledwie dwa razy, lecz oba strzały z łatwością obronił Sebastian Nowak. Dwukrotnie uderzał Amer Osmanagić - Bośniak zastąpił w 19. minucie Wojciecha Kędziorę, któremu odnowiła się kontuzja mięśnia dwugłowego uda.
Tuż po zmianie stron w starciu na połowie gospodarzy łokciem w brzuch uderzony został Horvath. Słowak upadł na murawę i zwijał się z bólu, jednak jego koledzy ani myśleli przerwać akcji zaczepnej. Mateusz Bartczak dośrodkował z prawej strony na pole karne, gdzie Wilczek precyzyjną główką pokonał Nowaka. - Wydaje mi się, że nie którzy z nas spodziewali się, że Zagłębie wybije piłkę, bo ich środkowy obrońca zwijał się z bólu. Musimy pamiętać o tym, że jeśli drużyna jest przy piłce, a uraz ma jej zawodnik, to właśnie oni decydują o tym czy wybiją piłkę na aut, czy nie - mówił Mariusz Jop. - Bramka dla Zagłębia podcięła nam na chwilę skrzydła, ale straciliśmy ją na własne życzenie, bo zastanawialiśmy się, czy sędzia zatrzyma grę ze względu na leżącego zawodnika.
Tymczasem po kolejnym nieudanym zagraniu lubińskich obrońców piłkę dostał Bonin. Razem z Adrianem Świątkiem swobodnie wymieniali między sobą piłkę, grając w "dziada" z osamotnionym kapitanem Zagłębia, Michałem Stasiakiem. Choć Świątek w swoim ostatnim podaniu "wyrzucił" Bonina pod linię końcową boiska, tej jedna odwdzięczył mu się takim zagraniem, że napastnikowi zabrzan pozostało jedynie dostawić nogę, by piłka wylądowała w siatce. Kilka minut później zabrzanie mogli przypieczętować swoją wygraną, jednak pędzący na bramkę gospodarzy Bonin, został w ostatniej chwili dogoniony przez Costę, który wybił mu piłkę spod nóg. - Szkoda, że to był taki balonik. Piłka za długo do mnie leciała. Gdyby dotarła szybciej, żaden z obrońców nie zdążyłby już mnie dopaść - mówił najlepszy zawodnik meczu.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2020 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online